Była sobie łąka – 27

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Wychodzące z lasu sarny przypatrywały się krzątającej się po kuchni pani. Owa matka dzieci, zmywając naczynia, też zwykle przez okno na nie patrzyła. Często bywało tak, że gdy rodzina siadała do obiadu, mogła obserwować pasące się na łące sarny z dziećmi.

Najmłodsze z pięcioosobowej rodziny dziecko wpadło na pomysł zrobienia wspólnego obiadu ze zwierzętami. Ojciec zaproponował dzieciom, ażeby uzgodniły to z sarnami.

Nie wiadomo dlaczego, przy próbie rozmowy zwierzęta uciekły, a dzieci były zdziwione. To zdarzenie jednak spowodowało, że dzieci podczas mroźnej zimy przynosiły na miejsce planowanego pikniku siano.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 26

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Od dawna, co bardziej zapobiegliwi sąsiedzi zbierali worki, napełniali je piaskiem i układali przy swoich domach, na wypadek gdyby niewinnie płynący kiedyś strumyk wezbrał i zechciał wedrzeć się nieproszony do ich domostw. Koło białego domku nie było nic. Żadnych worków, ani przeszkód dla wody…

Przez otwarte okno wlał się strumyk do małego białego domku. W nocy ulewa osiągnęła apogeum. I domek już nie był biały.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 25

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Oświetlony salon pełen był niewypowiedzianego ciepła. Znajdowały się w nim antyki. Cenna kolekcja pana domu. Spędzał w nim większość czasu wspominając przeszłość.

Tylko, czy uda mu się nie powtórzyć historii swego rodu? Musimy pamiętać, że w legendach i historiach zawarta jest wiedza poprzednich pokoleń. Ma nam wskazywać drogę, która pozwoli na uniknięcie błędów. Doceniajmy ją i uczmy się z niej korzystać.

Autor: Ewelina

Była sobie łąka – 24

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Stojąc na podwórku naprzeciwko domku, widzę część znajomego pokoju. Jego meble. Na ścianie obrazy. Stół, a na nim wazon z kwiatem bzu. Obraz pokoju jest mi znajomy, więc odwracam spojrzenie i patrzę na las, łąkę i strumyk. Po chwili spoglądam w dalszą perspektywę. I widzę, jak strumyk wpada do jeziora. Jest to widok dla mnie bardzo przyjemny. Napawa mnie chęcią, aby wziąć wędkę, przynętę i pójść na przystań nad jeziorem, gdzie jest moja łódka. Gdy wypłynę na jezioro, zarzucę wędkę w toń i oczekuję na branie ryby. Jestem szczęśliwym człowiekiem, który wypoczywa.

Autor: Janusz

Była sobie łąka – 23

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

W domku mieszkali rodzice z dorodną córką. Myśleli – czas, by wydać ją za mąż…

A dziewczyna wychodziła na pobliską łąkę. Zachwycała się kwiatami – rumiankami, stokrotkami i fiołkami. Zielona ukwiecona łąka wyglądała uroczo, jak kolorowa koronka. Na kwiatach i źdźbłach traw siadały polne koniki, ważki i biedronki. Fruwały motyle. Śpiewały ptaki. Na głowie dziewczyny usiadł motyl.

Pomyślała – może jakąś bajkę mi opowie…

Opowiedział. Chociaż na jej głowie krótko siedział. Że w jej życiu coś się stanie. Coś dziwnego lecz miłego. Po czym uniósł swe skrzydła i odfrunął.

Dziewczyna popatrzyła za motylem. Daleko, daleko w dal. W nozdrzach poczuła powiew ciepłego wiatru. Szła przed siebie. Przemierzyła całą łąkę. Dotarła do strumyka. Usiadła na brzegu. Lustro wody błyszczało w słońcu. Z wody wyjrzała żaba i uśmiechnęła się.

Dziewczyna wstała. Przeszła przez kładkę na drugą stronę. Ujrzała pobliski las. A wśród lasu kilka domostw. W stronę lasu biegła dróżka. Poszła nią szczęśliwa, z wielką ciekawością.

Z lasu wyszedł młodzieniec nieprzeciętnej urody. Spojrzeli na siebie. Ich twarze rozświetliły się, a oczy błyszczały jak diamenty. Radość zagościła w ich sercach…

Dziewczyna wzięła młodzieńca za rękę i poprowadziła w stronę domu. Po drodze zbierała kwiaty i plotła wianek. Włożyła go na głowę młodzieńca.

Rodzice bardzo ucieszyli się wizytą. Kobieta usmażyła racuchy. Wszyscy siedli do stołu. Byli cisi i skupieni. Twarze mówiły o wspólnym szczęściu.

W niedługim czasie odbył się ślub. Wesele było wspaniałe, pełne radości. Młodzieniec pomógł starym rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa. Na świat przyszły dzieci – Jaś i Małgosia. Gdy rano ich rodzice wychodzili do pracy, dziadkowie zajmowali się wnukami, które bardzo lubiły biegać po łące. Wśród polnych kwiatów fruwały barwne motyle i śpiewały ptaki. Małgosia codziennie uplatała wianek dla swojej mamy, a Jaś przynosił kolorowe bukieciki dla babci i dziadka.

I wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Była sobie łąka – 22

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Ten piękny widok nie przyciągał jednak wzroku. Oczy przyciągała natomiast tęcza, która przecinała polanę na pół. Tęcza była olbrzymia i bez żadnych wątpliwości, ale to bez żadnych wątpliwości, była ona sztuczna i to ona przyciągała oczy. Jak się okazało nie tylko oczy ludzi, gdyż nie dało się jej nie zauważyć.

Jakoś dziwnie majtnęła się zasłonka w oknie z akcentem na dziwnie i wydawało się, że nawet może się ona urwać od tego majtnięcia, ale pojawił się w oknie Kicior. Popatrzył na tęczę, popatrzył, ale z widocznym brakiem sympatii i miauknął niezadowolony. Znowu się rozejrzał i wskoczył na brzeżek tęczowej tęczy, bo była w pobliżu, a w chwilę potem skradał się ostrożnie w stronę jej szczytu. Gdy był już na górze zaczął wylegiwać się i miauczeć zadowolony. Wokoło, tam gdzie patrzył, była tylko zielona łąka, piękne kwiaty, w tle płynęła rzeczka i widać było odległy las. Kicior zamknął oczy. Tu było ciepło, przyjemnie i bezpiecznie, cudnie pomyślał, cudnie, aż do czasu obiadu.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Była sobie łąka – 21

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Okno znajdowało w sypialni kobiety, która bardzo kochała kwiaty. W jej pokoju znajdowało się dużo różnego gatunku roślin. Kobiecie w pielęgnacji kwiatów przeszkadzały trzy małe kotki, które ciągle domagały się jej uwagi. Jeden wszedł na zasłonkę, drugi schował się za łóżkiem, a trzeci kręcił się jej pod nogami, przeszkadzając w podlewaniu.

Kobieta, żeby móc pracować w spokoju, zawołała swoją córkę i poprosiła, żeby zaopiekowała się zwierzaczkami. Córka nie była na to zbyt chętna, ponieważ nie przepadała za nimi, więc z ociąganiem spełniła prośbę mamy. Dwa kociaki dały się złapać bezproblemowo, a trzeci schowany za łóżkiem za nic nie chciał wyjść.

Dziewczyna zabrała więc te dwa kociaczki, trzeci został z kobietą, ale nie przeszkadzał jej i po skończonej pracy kobieta się z nim pobawiła.

Autor: Ewelina

Kiedyś dawno dawno temu – 26

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Chłopiec był długo oczekiwanym potomkiem. Jego rodzice od lat próbowali spłodzić następcę tronu. Ojciec w marzeniach snuł jego przyszłość. Widział mądrego silnego króla, którego serce było silne, twarde, ale sprawiedliwe. Widział go, jako dokładną swoją kopię. Mama też planowała przyszłość swojego syna. Oczyma duszy dostrzegła jego ślub, swoje własne wnuki i ciągłość rodu.

Jednak chłopiec dorósł i zrzekł się tronu, czym zraził do siebie ojca. Nie ożenił się, gdyż jego serce pragnęło czegoś innego. Ale wiecie co? Był pierwszym z rodu, który naprawdę posłuchał swojego serca i zrobił nie to, co należało, a co trzeba było zrobić. Zrezygnował z władzy, z tronu, bo wiedział, że nie będzie dobrym władcą. Nie ożenił się, bo nie kochał wybranej kobiety. Nie chciał unieszczęśliwiać jej i siebie.

Warto trwać przy tradycji, ale warto też dążyć do zmian…

Autor: Ewelina

Była sobie łąka – 20

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Na stole stał wiklinowy kosz. Widać go było z daleka.

Pewnego popołudnia starszy pan w słomianym kapeluszu udał się na grzyby. Do lasu było blisko, więc był pewien, że szybko wróci z napełnionym koszem.

Tak też się stało.

Tego samego dnia grzyby były już przygotowane do suszenia. Starszy pan, korzystając z okazji, udał się przez łąkę do strumyka. Ochłodził w nim nogi i wytarł ręcznikiem. Robił to często, gdyż było to zdrowe i bardzo przyjemne. Wracając boso do swojego domku z czerwonym dachem, słuchał śpiewu ptaków i myślał o następnej wycieczce, gdzieś niedaleko, np po kwiaty. Cieszył się z tego, że jak będzie wracał z kwiatami, to będzie myślał o następnej wyprawie.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 19

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Mała dziewczynka spaceruje po łące razem z tatusiem i małym braciszkiem. Zbiera kwiatki do swojego zielnika, podczas gdy tatuś z jej młodszym braciszkiem puszczają latawca.

Oczywiście ciąg dalszy tej historii jest bardzo prosty. Mała dziewczynka rośnie, a już nieco starszy braciszek pokazuje jej, w jaki sposób pomalował ołowiane żołnierzyki. Później mała dziewczynka jest już panną na wydaniu, znajduje narzeczonego i rodzi się im inna mała dziewczynka, która również spaceruje, być może po innej łące, być może tylko podziwia widoki, a być może również zbiera kwiatki do zielnika.

I tak to właściwie toczy się w większości przypadków.

Ta zielona łąka jest jak odcinek jednostkowy na osi ludzkich wartości. Przykładając ten odcinek do innych odcinków, można przekonać się, ile odcinków jednostkowych mieści się w innych odcinkach lub jaką częścią odcinka jednostkowego jest dany odcinek. Ale nie wszystkie odcinki mają miarę większą od jedynki, tak jak to miało miejsce w przypadku tej dziewczynki i wszystkich jej potomnych. Czasami po takiej łące chodzi jakiś chłopczyk, a później widzimy go, jako już dorosłego mężczyznę. Dwóch strażników prowadzi go do komory gazowej. Asystent najważniejszego strażnika rozcieńcza kwas siarkowy i przelewa go do kuwety mieszczącej się za fotelem w komorze gazowej. Następnie do worka z grubego bawełnianego sukna wsypuje cyjanek potasu z dużego słoja. W tym samym czasie strażnicy usiłują przywiązać mężczyznę do fotela. On opiera się. Krzyczy – „Mamo, nie!!!”. Jeden ze strażników mówi sam – „pamiętaj, jak worek wpadnie do kwasu – od razu się zaciągnij”, ale mężczyzna nic z tego nie rozumie. Ciągle myśli o mamie i o swojej zielonej łączce, którą tak zbrukał w ciągu swojego nędznego życia.

I tutaj kończy się nasza opowieść. Musimy mieć odcinek jednostkowy, bo potrzebujemy miary rzeczy, ale pamiętajmy, że odcinek jednostkowy zapewnia nam tylko pomiar, a jakim odcinkiem będzie nasze życie, będzie zależało tylko od nas.

Autor: Dżony