Była sobie łąka – 18

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Na oknie leżała przewrócona doniczka z pelargonią, a obok widniał ślad bosej stopy – jeden przy rozsypanej ziemi na parapecie, drugi już na zewnątrz – tuż pod oknem. Oba ślady stóp zwrócone były w tym samym kierunku… Nie był to kierunek na las i łąkę. Nie był też do wewnątrz domu…

Stopy skierowane były na ścianę wschodnią, za którą mieścił się jedynie maleńki pokój, pełniący funkcję strychu. Dawno nikt do niego nie zaglądał.

Firanka była lekko rozdarta w dwóch miejscach. Poza tym, wszystko wokół wydawało się bez zmian. Kto pojawił się w tym domu – dokąd się udał i po co?

Nikt nie potrafił odpowiedzieć – tylko wiatr zdawał się znać tajemnicę – ilekroć zamykano okno – gwałtownie się wzmagał i trzaskał okiennicami – jakby w proteście przed czymś, o czym nie mieli pojęcia domownicy.

W domku zmieniono zamki, ustawiono kamery. Gospodarze wyszli i pukali do okolicznych domów – próbując znaleźć jakiś trop tej dziwnej historii.

Nie znaleźli. Częściej za to zaczęli spotykać się przy brydżu i kawie z mieszkańcami swojej okolicy. Do nich też można było – jak za dawnych czasów – wpadać pożyczyć sól, bez zapowiedzi. Pokój służący za strych oczyszczono z niepotrzebnych i nie-wiadomo-do-czego służących rzeczy – zrobiło się jeszcze więcej miejsca – nie tylko na brydża.

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 17

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Patrzył na to zdjęcie załzawionym wzrokiem. Wokół dym papierosów, a może i czegoś mocniejszego – siedział tu dopiero parę chwil, a już szumiało mu w głowie i gwar obcojęzycznych rozmów zamieniał się w niezrozumiały bełkot. Tu, w tym dalekim kraju, przypominał sobie o rodzinie raz w tygodniu – gdy w piątkowy wieczór przychodził do tego lokalu na piwo. Myślał wtedy, że jeszcze trochę dorobi i wróci – za parę miesięcy, może za rok. Nawet nie zauważył, że minęło wiele lat i że kumpel, z którym przyjechał tu na saksy, zdążył posiwieć.

– Znowu ci się na wspominki zebrało ? – usłyszał nad uchem znajomy głos kolegi.

Zadźwięczały kufle z piwem, postawione z rozmachem na stole.

– Mhmmm – odpowiedział – i sięgnął po kufel…

Autor: Ewa Damentka

Była sobie łąka – 16

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Domek okolony drewnianym płotem, na którym wisiały gliniane garnki, trochę koszul i innych drobiazgów. Na dziedzińcu biegały kury i pisklęta. W budzie wylegiwał się pies. A kot, zaprzyjaźniony z nim, przeciągał się obok.

Pod drzewem w ogródku stała kołyska, a w niej małe dziecko. Obok rosły kwiaty, warzywa i krzewy.

Przez okno dobiegały dźwięki domowej krzątaniny. Gospodyni szykowała obiad. Wkrótce pojawili się pozostali domownicy. Babcia, dziadek, tata i trójka dzieci. Najmłodsze spało w ogródku.

Autor: Celownik

Była sobie łąka – 15

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, przez którą patrzył mały starszy pan. Na widok natury za oknem zebrało mu się na wspomnienie młodości, wypełnionej niezwykłymi przygodami, o których można by było niejedną książkę napisać. Niestety, nastąpił koniec świata. Starszy pan umarł. Wstał z martwych. Spokojnym krokiem udał się na Sąd Ostateczny.

Autor: Bubulubu

Była sobie łąka – 14

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Przez otwarte okno widać było krzątającą się po domu kobietę. Z malującą się na jej twarzy radością przygotowywała posiłek dla najbliższych, którzy za niedługo mają powrócić do domu.

Gdy wrócili, wszyscy zasiedli do stołu. Spożywając obiad karmili się wzajemnie swoją miłością, bliskością, radością z bycia ze sobą. Radością tworzenia „domu w sobie” i tworzenia ludzi, i świata.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Była sobie łąka – 13

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, na którą prysnęła krew. Straszliwy potwór zatopił zęby w martwym już człowieku. Rozszarpywane mięso i gruchotane kości walały się po całym domku. Była północ. Przestrzeń wypełniona była nieludzkim wyciem.

Wyłączyłem telewizor, muszę rano wstać do roboty.

Autor: Andrzej

Była sobie łąka – 12

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Ze środka słychać było donośny głos – Zamknij wreszcie to okno, bo przeciąg!!!

Trzask zamykanego okna i pozostał tylko szum wiatru.

Autor: Agnieszka

Była sobie łąka – 11

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

– Fuck, powiedział skrzat – Znów ta cholerna szkatułka. Nie włażę do środka. Wiem, co się stanie. Znów trzeba będzie złazić po schodkach w dół, potem usnę, jakbym ciężkiego kaca leczył, do tego jakieś cholerne głosy będą, a potem znów po schodkach w górę. I znów ta firanka, znów ten domek. Mam dość. Ile razy można to powtarzać w kółko i wciąż.

Tak klnąc na czym świat stoi, skrzat zaczął się zbliżać do domku, otwierać drzwi i szukać tych cholernych schodków w dół.

Autor: RPM

Kiedyś dawno dawno temu – 25

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. To było pierwsze ich dziecko i do tego syn. Syn był potrzeby, szczególnie ojcu. Kto miał przejąć warsztat i umiejętności ojca, jak nie jego dziecko. A praca była ciężka i wymagała męskiej siły, ale to był syn i rodzice się bardzo ucieszyli. Matka wolałaby by córkę. Córka pomagałaby w kuchni i mamie mniej by było nudno, ale był syn i to było jej dziecko. To patrzyła na maleństwo z sympatią.

Ojciec dorzucił drew do kominka, wyjął gitarę i zaczął brzdąkać. Ulatywały coraz piękniejsze nuty i akordy. Dziecko patrzyło z ciekawością. Matka zamyśliła się i wsłuchała w dźwięki muzyki. Szukała słów do tych dźwięków i przychodziło jej na myśl, dom, rodzina, ciepło.

A muzyka rozchodziła się, wibrowała i była harmonijna.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Była sobie łąka – 10

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

A to wcale nie był taki zwykły domek, to był muchomor, w którym mieszkała mała mrówka. Z szeroko otwartego okna roznosił się piękny aromat kompotu z suszonych owoców. Właśnie ta mrówka czekała na swoją miłą koleżankę muszkę.

Przez tę soczystą łąkę szła żaba „Ababa”, wytężyła swój mały nosek i wyczuła zapach gotowanych suszonych owoców. Żaba wyciągnęła swój długi język i hop… poparzyła się, bo kompot był gorący.

I wtedy gospodyni tego niezwykłego domku zaopiekowała się nieproszoną wredną…. i otuliła jej długi język kropelkami deszczowej wody z dachu swojego domku.

Autor: Ania B