Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.
Na oknie leżała przewrócona doniczka z pelargonią, a obok widniał ślad bosej stopy – jeden przy rozsypanej ziemi na parapecie, drugi już na zewnątrz – tuż pod oknem. Oba ślady stóp zwrócone były w tym samym kierunku… Nie był to kierunek na las i łąkę. Nie był też do wewnątrz domu…
Stopy skierowane były na ścianę wschodnią, za którą mieścił się jedynie maleńki pokój, pełniący funkcję strychu. Dawno nikt do niego nie zaglądał.
Firanka była lekko rozdarta w dwóch miejscach. Poza tym, wszystko wokół wydawało się bez zmian. Kto pojawił się w tym domu – dokąd się udał i po co?
Nikt nie potrafił odpowiedzieć – tylko wiatr zdawał się znać tajemnicę – ilekroć zamykano okno – gwałtownie się wzmagał i trzaskał okiennicami – jakby w proteście przed czymś, o czym nie mieli pojęcia domownicy.
W domku zmieniono zamki, ustawiono kamery. Gospodarze wyszli i pukali do okolicznych domów – próbując znaleźć jakiś trop tej dziwnej historii.
Nie znaleźli. Częściej za to zaczęli spotykać się przy brydżu i kawie z mieszkańcami swojej okolicy. Do nich też można było – jak za dawnych czasów – wpadać pożyczyć sól, bez zapowiedzi. Pokój służący za strych oczyszczono z niepotrzebnych i nie-wiadomo-do-czego służących rzeczy – zrobiło się jeszcze więcej miejsca – nie tylko na brydża.
Autor: Ewa Majewska