Czerwcowa noc – 36

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na poszukiwanie świetlików. Te cudowne żuczki świętojańskie dawały niezwykłe światło. Schowane w chusteczce czy kieszonce koszuli świeciły mocno, mając nadzieję na znalezienie partnerki.

To była noc pełna miłości, nie tylko dla ludzi…

W świetle tych cudownych robaczków spotykały się dłonie odgarniające liście paproci w nadziei znalezienia jej ukrytego kwiatu. To piękna noc, pełen uczuć obyczaj.

Żuczki, wysypywane z chwilowych więzień, te małe robaczki również zaczynały swój, jakże niezwykły, pełen światła taniec godowy.

Noc jeszcze trwała.

Autor: Kolor

Polną drogą – 27

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył drogowskaz „Twoje marzenie – 5 km”. Poszedł tą drogą i dotarł do leśniczówki o nazwie „Twoje marzenie”. Okazało się, że leśniczy potrzebował współpracownika, więc wędrowiec został u niego. Pomyślał, że pomagając przy leśnych pracach, będzie miał czas, żeby zastanowić się nad swoimi marzeniami. A potem już tylko krok będzie dzielił go od znalezienia tego, na czym mu zależy.

Autor: Zyta

Polną drogą – 26

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył człowieka, otoczonego ciemną mgłą. Podszedł bliżej i spostrzegł, że mgła mieściła się w dużej, być może szklanej kuli. Mgła gęstniała, robiła się coraz ciemniejsza, prawie czarna. Niemal całkowicie zakryła człowieka, który był wewnątrz. Czerń mgły przerywały od czasu do czasu biało-niebieskie rozbłyski. Gdy rozległ się pierwszy grzmot, wędrowiec zrozumiał, że te rozbłyski są piorunami. Uświadomił sobie, że człowiek, którego obserwuje, znajduje się w środku burzy i nie może od niej uciec, gdyż otaczająca go kula była bardzo szczelna.

Wędrowiec przystanął i bardzo zdziwiony zaczął przyglądać się temu zjawisku, bo pogoda była prześliczna, spokojna, słoneczna. Przysiadł na przydrożnym kamieniu, żeby spokojnie obserwować.

Mgła zupełnie zakryła obserwowanego człowieka. Rozległ się wybuch. Tumany mgły uniosły się w powietrzu, a człowiek stał się bardzo wyraźny. Zarys kuli zniknął. Przestrzeń między wędrowcem a obserwowanym człowiekiem stała się czysta i przejrzysta. Wędrowiec ucieszył się, że kula z mgłą zniknęła. Jednak szybko się zorientował, że to było tylko złudne marzenie. Zauważył, że dookoła obserwowanego człowieka zaczęła wytwarzać się nowa, połyskująca, szklana kula, która szybko rosła. W miarę, jak jej ścianki wzmacniały się, kula stawała się coraz bardziej szczelna. Gdy kula całkowicie uformowała się, to w jej środku zaczęły pojawiać się pierwsze jasne pasemka mgły…

Wędrowiec jeszcze raz obejrzał znany sobie cykl. Widział, jak pasemka mgły ciemnieją i gęstnieją. Znowu obserwował pioruny, wybuch, oczyszczenie i ponowne odrodzenie się kuli.

Zamyślony, ledwo zauważył, że człowiek z mgłą odszedł i powędrował swoją drogą.

Wędrowiec zastanawiał się, co dla niego znaczy to spotkanie? Jaką lekcję ma z niego wziąć? Czy jemu samego zdarza się reagować tak, jak to robi mężczyzna z mgielną kulą?

Natłok myśli przygniótł go. Wędrowiec uznał więc, że będzie wracał do tych pytań, a na razie zapamięta jeden wniosek: że i on i inni ludzie mogą reagować nie na to, co ich otacza, tylko na własne mgły, które przysłaniają widok.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Wiosenny las – 37

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i z każdym krokiem czuł, jak przenika go cudowna energia lasu, dająca moc i zdrowie. Oddychał pełną piersią i był szczęśliwy, bo las daje nam tak wiele. Każde drzewo wspiera inny element naszego ciała i umysłu. Kiedy z czasem drzewa zamieniają się w drewno, to czy spalane, czy zamienione na przedmioty, zawsze będą dzielić się swoim bogactwem.

Autor: Kolor

Polną drogą – 25

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył, że jest otoczony szklaną kopułą, z której nie może się wydostać, ani też żadna osoba z zewnątrz nie może się dostać do środka. Czuł się trochę, jak małpa w klatce.

Kopuła była umiejscowiona na ruchliwej trasie, więc ludzie przechodzili obok niej dosyć często. Sprawiali wrażenie, że albo faktycznie jej nie widzą, albo tylko udają, że nie widzą i nie wykazują woli, aby cokolwiek zrobić, żeby człowiek w niej zamknięty mógł się wydostać na zewnątrz.

Wędrowiec strasznie się bał, bił pięściami w kopułę, lecz to nie przynosiło skutku. Krzyczał i wołał o pomoc, a nawet kopał nogami, lecz okazało się, że kopuła jest dźwiękochłonna i na tyle wytrzymała, aby oprzeć się wszelkim dotychczasowym próbom wydostania się z niej.

Ludzie przechodzili dalej, a wędrowiec nadal kombinuje, jak stać się wolnym człowiekiem.

Autor: Bubulubu

Polną drogą – 24

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył połyskujący pałac, który wyglądał, jakby był z prawdziwej bajki. Postanowił więc zbliżyć się do niego, aby lepiej się mu przyjrzeć. Stanął u jego wrót, spojrzał do góry i pomyślał, że nie wierzy własnym oczom. W przestworzach unosiła się wesoła młodzież na latających miotłach.
Widać było, że dobrze się bawią. Otworzyły się wrota, a z nich wyłonił się elegancki pan i zaprosił wędrowca do środka. Okazało się, że była to szkoła czarodziejów. Rozkład dnia był zawsze starannie zaplanowany, lecz nie przeszkadzało to w nauce pełnej poezji i dobrej zabawy, ponieważ do szkoły uczęszczali sami pasjonaci.

Wędrowiec na pamiątkę swojej wizyty otrzymał podręcznik magiczny i błogosławieństwo dyrektora.

Wędrówka trwała nadal…

Jak widać warto poszukiwać i podążać własną drogą, bo nigdy nie wiadomo, co dobrego może nas spotkać.

Autor: Bubulubu

Ciemność zgęstniała – 37

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przepędzając mrok.

Stary człowiek, siedzący na szczycie wzgórza, przyglądał się temu światełku z wielką uwagą. Zauważył, że ciemność znowu zgęstniała i z wielką siłą zaatakowała światełko, które zaczęło migotać i słabnąć. Starzec pstryknął palcami i światełko urosło, wzmocniło się. Stało się wielkim, potężnym światłem i rozjaśniło nie tylko bliższą, ale i dalszą okolicę. Oświetliło ziemię, spływającą krwią rannych i zabitych ludzi, opancerzone wozy bojowe i żołnierzy obu walczących stron, chowających się przed przeciwnikami i namierzających kolejne cele do zaatakowania.

Starzec ponuro pomyślał, że historia znowu toczy się kołem. Ludzie, dawniej współpracujący ze sobą, sąsiedzi, znowu zaczęli bić się o Ziemię, która do nich nie należy. „Czy oni naprawdę nie rozumieją, że dostaliśmy Ziemię we wspólne użytkowanie?” – pomyślał zdziwiony i zatroskany – „nie widzą, że ich miłość własna i pycha zasłaniają im fakt, że wojna niszczy i zabija to, co jest w życiu najważniejsze? Ba, nawet samo życie zabija…”

Drgnął, gdy otaczające go powietrze zamigotało i zobaczył obok siebie unoszącą się w powietrzu świetlistą postać.

– Merlinie, pomogłeś światłu – odezwał się Anioł.

– Nie mogłem patrzeć na śmierć niewinnych. Niestety, wiem, że ciemność zaraz się wzmocni.

– Kiedyś stosowałeś inne metody. Zsyłałeś na dowódców wypadki, zarazy i zdrady – pamiętasz Cezara?

– Niestety, to skutkowało na krótko. Zawsze znajdował się ktoś następny, dążący do podporządkowania sobie świata.

– Co teraz zrobisz? Ludzie, jak widać, nie mądrzeją, tylko doskonalą się w sztuce wojny, nienawiści i wrogości.

– Nie wiem – westchnął zmęczony Merlin – myślę.

Po czym zapytał:

– A czemu Wy nic nie zdziałaliście? Nie widać, żebyście w ogóle coś robili w sprawie tej wojny i tej ciemności.

– Niestety, nikt nas o to nie prosił. Tę wojnę i tę ciemność wywołali sami ludzie. Znasz nasze uprawnienia. Musimy szanować ich wolę. Tak ustanowił Najwyższy. Nie po to dał ludziom wolność i wolną wolę, by im to odbierać. Anioły nie mogą pomagać nieproszone.

– A ja jestem jeszcze człowiekiem? – zapytał Merlin – jak mnie traktujecie, skoro żyję już kilka tysięcy lat?

– Aniołem na pewno nie jesteś – odpowiedział Anioł. Potem uśmiechnął się łagodnie i dodał:

– Tak, możemy uznać, że nadal jesteś człowiekiem.

– Więc proszę, pomóżcie światłu. Pomóżcie uspokoić umysły, wyciszyć emocje, zaprowadzić ład i pokój. Niech światło znów rozświetla Ziemię i życie ludzi na Ziemi. A razem z nim niech powrócą miłość i szacunek dla życia.

Anioł znowu się uśmiechnął i zamigotał. Światłość powiększyła się. W powietrzu znalazło się wiele jej świecących, migocących drobinek. Widać było, jak ten świetlisty pył trafia do głów i do serc walczących ludzi.

– Trochę to jeszcze potrwa – mruknął Anioł – pył musi trafić do każdego człowieka. I trzeba jeszcze trochę czasu, żeby zadziałał…

Po czym Anioł zostawił Merlina, siedzącego na wzgórzu, i dołączył do innych Aniołów. Do całej armii Aniołów, które udzielały pomocy Ziemi i zbolałym ludziom.

Autor: Archiwista SC

Polną drogą – 23

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył las i usłyszał wróble kłócące się między sobą. Ćwir, ćwir, ćwir. Tak raczej usłyszał głośne ćwierkanie. Wróble go nie interesowały. On ich z pewnością też nie interesował. Co dzikiego wróbla może obchodzić człowiek? Ale czemu tak zajadle ćwierkały?

Wszedł pomiędzy drzewa i zobaczył żołnierza, a obok niego małego chłopczyka. Malec miał może osiem lat i karmił wróble, a one podlatywały i przepychały się, podskakiwały, by złapać coś dla siebie. Te bardziej zwinne chwytały okruszki w locie. Gdy malec przestawał rzucać okruchy, wróble zaczynały walczyć o drobiny leżące jeszcze na ziemi, a przy tym głośno ćwierkać. Może tak pokrzykiwały też na malca, by rzucił im jeszcze drobin chleba? 

Chłopiec, był szczęśliwy, spojrzał na tatę, podnosząc wysoko głowę i coś mówił. Radość wychodziła z całej jego postaci z gestów, a wystarczyło karmić wróble. Tak, karmić wróble w towarzystwie. Karmić je w towarzystwie taty. Usłyszał odpowiedź żołnierza: „One uwielbiają czerstwy chleb”.

Patrzył na nich, ale udawał, że patrzy na wróble.

Czego ludzie potrzebują, wszyscy? Wiadomo, być przez kogoś kochanymi (akceptacji, bezpieczeństwa, poczucia niebycia samemu) i potrzebują czegoś jeszcze, być szczęśliwymi. Tego, że są kochani, nie uświadamiają sobie, gdy to mają, to wydaje się wtedy takie oczywiste i nie ważne. Drugie, bycie szczęśliwym, to bywa się szczęśliwym. A chciałoby się, a i niektórzy się tego domagają, by było cały czas. „Ten dzieciak jest szczęśliwy” – pomyślał – „ale tylko dziś przez te kilka godzin? A potem jego tato wyjedzie”.

Zapytał o coś żołnierza i okazało się, że nie tato, a wujek i że dzieciaki takie są, że one cieszą się z byle czego i że żołnierzowi ten nastrój też się udziela. Patrzył na nich i nie wierzył, dzieciaki są różne, krzykliwe i niezadowolone, i złośliwe. „A może żołnierz czuje, że ten mały też go kocha” – pomyślał – „taką miłością, jaką kocha się aktora, tyle że tu kogoś, kto się nim interesuje?”

Chleb się skończył i wróble się rozbiegły, a malec z żołnierzem poszli przez las na przełaj, jak mówił żołnierz na azymut. Malec podskakiwał i zaczepiał gałęzie.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Polną drogą – 22

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wielki znak zapytania, stojący przy drodze. Okazało się, że była to rzeźba, postawiona na odludziu. Wędrowiec stanął przy niej i zamyślił się. Pomyślał sobie, że szuka sensu życia, a nawet nie wie, po czym go rozpozna.

Usiadł więc pod rzeźbą, przedstawiającą znak zapytania. Oparł się o nią wygodnie, wyjął notes i zaczął zapisywać w nim pytania, które rodziły się w jego głowie:

– Czego naprawdę chcę od życia?

– Co naprawdę mnie uszczęśliwi?

– Co cenię?

– Dla kogo żyję?

– To coś, czego szukam ma pomóc mnie? A może innym ludziom? A może ma pomóc w określeniu mojego miejsca wśród ludzi?

– Czy będę szczęśliwy?

– Czy mam założyć rodzinę?

– Czy oświadczyć się mojej dziewczynie?

– Czy naprawdę ją kocham?

– Czy mnie nie zdradzi?

– Pójść do pracy, czy rozpocząć kolejne studia?

– Czy wygram na loterii lub w Lotto?

Odpowiedzi zaczęły pojawiać się już w trakcie zadawania pytań.

Wędrowiec uświadomił sobie, że nie wszystkie były dla niego przydatne i nie wszystkie pomogą mu w odnalezieniu sensu życia. Przyjrzał się pytaniom i zauważył, że to pytania nakierowywały go na odpowiedzi. A więc niektóre z pytań były bardziej przydatne, a inne mniej. Pomyślał, że warto zacząć od samych pytań. Zastanowił się, jakie pytania byłyby dla niego dobre? Jakie pytania pomogą odnaleźć i rozpoznać sens jego własnego życia? Usiadł wygodniej. Ręka z długopisem zawisła nad kartką w notesie. Zamyślony przywoływał odpowiednie dla siebie pytania. W pewnej chwili zapisał jedno z nich. Zastygł w bezruchu i jego ręka zapisała następne pytanie. Nie śpieszył się. Wiedział, że ma czas. Mając odpowiednie pytania, zacznie szukać przydatnych dla siebie odpowiedzi. Pomyślał, że na szczęście siedzi wygodnie, więc skupił się na wymyślaniu, a może raczej na przywoływaniu kolejnych pytań.

Autor: Ewa Damentka

Delikatna mgiełka – 40

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły budził się nowy dzień. Ziewnął, przeciągnął się i w końcu wstał. Zrobił kilka przysiadów, potem wziął prysznic. Ponieważ był głodny, zjadł śniadanie.

Zerknął na listę zadań, którą jego poprzednik przygotował przed zaśnięciem. Chwilę zastanowił się nad ich organizacją i rozłożeniem w czasie. Następnie wziął się do roboty, wypełniając punkt po punkcie wszystkie zaplanowane wcześniej zadania.

Autor: Ewa Damentka