Była sobie łąka – 48

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały, biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Mieszkańcy wybrali się na maliny i jagody. Chcieli przygotować puchary bitej śmietany, białej jak firanka, a każdy miałby na wierzchu to cudowne połączenie, jakie dają leśne owoce. Za strumykiem rosły poziomki. Pachnące, dorodne, słodkie. Skacząc przez strumyk, lądowali na drugim brzegu, gniotąc część rosnących tam owoców. A zapach roztartych poziomek dopełniał marzenia o popołudniowej uczcie.

Autor: Magda z Dachu

Polną drogą – 13

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył w niedalekiej odległości gospodarskie zabudowania. Drewniany dom, niczym z bajki, z czystymi oknami i białymi firankami, czerwonym dachem. Obok dwa inne zabudowania, stodoła i chlewik, a może stajnia. Przed domem gospodyni przywoływała kury, sypiąc im ziarno, a gospodarz zaprzęgał konia do wozu.

I wtedy samotny wędrowiec zdał sobie sprawę, że najdroższą dla niego rzeczą jest rodzinny dom, którego nie powinien opuszczać, bo tam było wszystko to, co kochał najbardziej.

Autor: Alicja

Polną drogą – 12

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył innego wędrowca, odzianego w szaty przykrywające jego postać od stóp do głów – niczym postać z epoki średniowiecza. Postać ta powoli zbliżała się w jego stronę. Przez ramię miała zarzucone jakieś zawiniątko – może to był jego wędrowny dobytek? Wędrowiec wpatrywał się w drugiego wędrowca z ciekawością i uwagą, a ten, niczym w lustrzanym odbiciu, wciąż zbliżał się w jego stronę i w pewnej chwili zrzucił swój kaptur. Wędrowiec wytężył wzrok, żeby lepiej go dojrzeć – gdy nagle z wielkim zdziwieniem rozpoznał znajome rysy w twarzy osoby zrzucającej kaptur. To była jego twarz. Zobaczył samego siebie.

Autor: Ewa Majewska

Polną drogą – 11

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wąską dróżkę oddalającą się od głównej drogi i prowadzącą do lasu. Poszedł tą dróżką. Las stawał się gęstszy i ciemniejszy. Wędrowiec przyjął, że pójdzie jeszcze maksymalnie jeden kilometr, by sprawdzić, czy nie ma tam tego, czego szuka. Kierowany przeczuciem szedł coraz prędzej. Zwolnił, gdy usłyszał stukanie dzięcioła. Rozejrzał się i w chaszczach zobaczył drewniany daszek. Z daleka wyglądał jak daszek małego domku, a w rzeczywistości był to dach studni.

Wędrowiec poczuł radość. Wyjął z plecaka wszystko, czym mógłby nabrać wody ze studni. Woda była oczywiście chłodna, a jej smak był niecodzienny. Podekscytowany wędrowiec wiedział już, że będzie tutaj przychodził często, by w trakcie wycieczek kosztować wspaniałą wodę i słuchać dźwięków przyrody. Dach studni porośnięty był mchem, w związku z czym łatwo było ją przeoczyć. Żeby móc odnaleźć ją ponownie, wędrowiec postawił drogowskaz.

Wracając do domu, zastanawiał się, kto i kiedy w tak głębokim lesie wybudował taką studnię.

Autor: Adam

Polną drogą – 10

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył bezkresną przestrzeń błękitnego oceanu. Stojąc na piaszczystej plaży zrozumiał, że to, czego chciał i szukał, kryło się w bezkresnym oceanie. Była to czysta, niczym nieskrępowana wolność.

Autor: Ewelina

Polną drogą – 9

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył zająca pod krzakiem. Podszedł bliżej. Zając zamiast czmychnąć z miejsca – pozostał nieruchomy. Wpadł w sidła. Wędrowiec, po chwili szamotaniny, uwolnił poranionego biedaka, a ten popędził co sił w las.

– Czego ruszasz? – rozległ się złowrogi głos za jego plecami… – Czym teraz nakarmię rodzinę, co? Jesteś taki miłośnik zwierząt i dobroczyńca – przynieś nam coś do jedzenia! Kup, upoluj, rób co tylko chcesz, ale bez żarcia nie wracam do domu i ciebie nie puszczę!

– Nie ma co się tak denerwować, dobrze – coś da się zrobić…

W ciągu kilku zaledwie lat powstała hodowla dla tej rodziny i innych rodzin żyjących w tym lesie. Gmina dała wreszcie pozwolenie na uprawę zabronionych wcześniej roślin.

A to wszystko dzięki słuchaniu głosu serca…

Autor: Ewa Majewska

Nitki babiego lata – 32

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Nieopodal niej rosło prastare drzewo, które pamiętało bardzo zamierzchłe czasy. Teraz mieszkały w nim głównie wiewiórki.

Pewnego razu przyszło dwóch drwali z zamiarem ścięcia drzewa. Mieszkańcy drzewa, dowiedziawszy się o tym, postanowili zorganizować zmasowany atak obronny. Pomimo że było jeszcze lato, drzewo było naładowane ogromną ilością orzechów. Rozpoczęło się bombardowanie. Drwale uciekli w popłochu i z dużą ilością siniaków na głowie. Tym sposobem dom wiewiórek i cała historia w nim zaklęta zostały uratowane przed zapomnieniem.

Wiewiórki zeszły z drzewa, pozbierały porozrzucane orzechy i spokojnie schowały się w norce.

Autor: Bubulubu

Polną drogą – 8

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył nadjeżdżający samochód. Podniósł rękę, żeby go zatrzymać, ewentualnie skorzystać z uprzejmości kierującego i pojechać do najbliższej stacji kolejowej. Samochód stanął. Za kierownicą siedział młody mężczyzna. Życzliwie zaprosił wędrowca do samochodu. Nawiązała się rozmowa. Oczywiście kierowca był zdumiony, że pasażer nie wiedział, gdzie się znalazł, a do tego nie bardzo wiedział, czego szuka. Zarówno nie wiedział, dokąd dąży i jaki jest jego życiowy cel. Sprawa wydawała się dziwna. Przy najbliższej stacji kolejowej wędrowiec wysiadł.

Autor: Lucyna

Polną drogą – 7

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył kolegę swojego dziadka, któremu powiedział „dzień dobry”. Starzec tylko kiwnął głową na powitanie i poszedł dalej. Zdziwiło to piechura, który nagle doznał olśnienia. Przypomniał sobie, że kiedyś dziadek powiedział mu, że to, co najważniejsze w życiu, już w sobie ma. Teraz tylko trzeba to pielęgnować i rozwijać.

Wędrowiec uświadomił sobie, że ta droga, którą idzie, nie jest szukaniem, tylko urzeczywistnianiem…

Autor: Adam

Nitki babiego lata – 31

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki, wzdłuż której rozpościerały się przepiękne, kolorowe łąki. Po nich biegała gromadka dzieci. Roześmianych, radosnych. Cieszyły się z wakacyjnego czasu. I z babiego lata. Uwielbiały biegać za nim i go łapać. Radości nie było końca. A gdy zmęczone położyły się wśród kolorowych traw, obserwowały żółte jaskry, różowe dzwonki i źdźbła traw, po których skakały polne koniki. Skakały, tak jakby się ze sobą bawiły. Jedna z dziewczynek nagle usiadła. Rozpromieniła się. W sercu pojawiła się wiara, że po powrocie do szkoły, na lekcjach w-fu poradzi sobie ze skokiem przez kozła. Bo skoro małe koniki polne potrafią tak wysoko skakać, to ona też potrafi…

Autor: Danuta Majorkiewicz