Polną drogą – 35

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył to, czego brakowało mu w życiu. Długo się temu przyglądał, a po twarzy płynęły mu łzy. Dobrze znał to, co zobaczył, ale nigdy nie chciał się do końca z tym utożsamiać. Wstydził się tego, bo myślał, że jest to słabość. To, co zobaczył, to była miłość do bliskich, miłość do siebie, miłość do gór, lasów, jezior. Miłość do Boga.

Wiedział już, że nie musi zwiedzać świata w poszukiwaniu tego, czego mu brakowało. Miał to zawsze w swoim sercu.

Autor: Andrzej

Polną drogą – 34

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył stado dziwnych zwierząt. Były białe, rogate – przynajmniej niektóre z nich. Ale nie przypominały żadnego ze zwierząt, które dotąd widział. Stał i patrzył zafascynowany. Bardzo był ciekawy, co to za zwierzęta i kto się nimi zajmuje.

Spędził pół dnia obserwując te zwierzaki. Zauważył, że tworzą stado wyraźnie uporządkowane. W środku stada pasły się najmłodsze zwierzęta i one nie miały rogów. Potem na obrzeżach widać było również bezrogie zwierzęta, takie średniej wielkości. A dalej, najbliżej wolnej, nie zajętej przez zwierzęta przestrzeni, były te rogate.

Po połowie dnia jego cierpliwość została nagrodzona, bo pojawiły się dwie dziewczyny, które nasypały coś białego do ustawionych między zwierzętami koryt.

Zaciekawiony podszedł bliżej, ale okazało się, że rogate zwierzęta potraktowały go jako intruza, nieufnie.

Wobec tego zwrócił się do dziewcząt z pytaniem, co to za zwierzęta i co one właściwie tu robią. Dziewczyny wyjaśniły mu, że trafił do miejsca, gdzie hoduje się daniele. A zapytane o to białe, odpowiedziały, że to po prostu sól, która danielom jest potrzebna w diecie.

Bardzo podobały mu się zarówno zwierzęta, jak i dziewczyny. Zaczął zadawać im więcej pytań. W końcu stwierdził, że bardzo mu tu dobrze i że już nie ma ochoty wędrować dalej.

Zapytał dziewczyn, czy mógłby pracować razem z nimi. Powiedziały, że mógłby. Wobec czego stwierdził, że to było najlepsze, co spotkało go w życiu i został.

Najmilej mu było, jak pytały go wnuki, skąd się wziął w tej okolicy. Wówczas zaczynał im opowiadać o swoich wędrówkach i mówił, że również one powinny wyruszyć w swoją podróż, żeby znaleźć to, co jest im najbardziej potrzebne.

Autor: Borówka

Różnobarwne drzewa – 13

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Ciotka z Kanapy zawsze porządkowała zapasy w swojej piwniczce.

Teraz też tak robi. Najstarsze słoiczki wynosi do kuchni. Najnowsze przetwory układa na półkach. Przegląda, czym może podzielić się z rodziną i znajomymi. Planuje, jakie przetwory zrobić jeszcze przed zimą…

A potem siada w saloniku, przed ciepłym kominkiem, wyciąga druty i robi kolejny ciepły sweterek.

Autor: Jagoda

Różnobarwne drzewa – 12

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przyszedł na świat młody rydz. Nawet nie wiedział, że swoim kolorem bardzo pasuje do otoczenia. Zaczął rosnąć. W pobliżu rosła cała rodzina rydzów – i dużych, i małych.

A drzewa dookoła gubiły kolorowe liście, więc trudno było te rydze zauważyć.

Ciekawe czy się uchowają, czy trafią do czyjegoś garnka lub na patelnię?

Autor: Mgiełka-Iskierka

Polną drogą – 33

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył tłum ludzi, smutnych i cierpiących. Ponieważ Wędrowiec miał dobre serce, zatrzymał się, żeby im pomóc. Pomagał z wielkim zaangażowaniem, więc nawet nie zauważyłby ubytku swojej energii, gdyby taki nastąpił. Jednak… go nie było! Jakimś cudem, pomagając innym ludziom, Wędrowiec sam zdrowiał i nabierał sił. Jeden z pierwszych ozdrowieńców – żwawy staruszek – zaczął mu pomagać i w mig uporali się z cierpieniami i kłopotami całego tłumu i każdej pojedynczej osoby.

Ozdrowieńcy z wdzięcznością zaczęli się żegnać i każdy poszedł w swoją stronę Został tylko żwawy staruszek, który wspierał Wędrowca w pomaganiu innym ludziom. Staruszek zwlekał z odejściem. Zaproponował Wędrowcowi, żeby przysiedli na przydrożnych kamieniach i porozmawiali. Podtrzymał Wędrowca, pod którym nagle ugięły się nogi i trzęsącego się doprowadził do najbliższego kamienia.

Wędrowiec siedział osłabiony, nie wiedząc, co się z nim dzieje.

Staruszek wyjaśnił mu, że jest Czarodziejem i scenę z tłumem cierpiących ludzi zaaranżował po to, by pomóc Wędrowcowi.

– Wiem, Wędrowcze, że masz dobre serce i jesteś życzliwy całemu światu… a raczej, że tak ci się wydaje – powiedział Czarodziej.

– Jak to? – oburzył się Wędrowiec – a jest inaczej?

– Tak, osłabłeś, ponieważ nie pomogłeś wszystkim.

– Kogo pominąłem?

– Pomyśl – odpowiedział Czarodziej.

– Nie pomogłem tym, którym ty pomagałeś – rzekł z namysłem Wędrowiec.

– Tych nie liczę, bo pomógłbyś im. Po prostu chciałeś im pomóc, ja to tylko przyśpieszyłem – odparł Czarodziej. Po czym dodał:

– Temu człowiekowi, o którym myślę, ja nie mogę pomóc, bo on tego nie chce. Co więcej – ty tego nie chcesz!

– Kto to jest?

– Ty sam!

Wędrowiec zamyślił się. Potem z niedowierzaniem zapytał:

– To ja też jestem ważny?

Czarodziej odpowiedział:

– Dla ciebie ty sam powinieneś być najważniejszy na świecie. Jak zadbasz o siebie, jak pomożesz sam sobie, to cały świat zyska, a twoja służba innym ludziom nabierze głębi. Stanie się pełna.

– Jak to zrobić?

– Pokochaj siebie.

– Jak?

– A jak kochasz ludzi? Przypomnij sobie, co czułeś, gdy zobaczyłeś te tłum potrzebujących?

Wędrowiec wyprostował się, rozjaśnił. Zaczął świecić wewnętrznym światłem. Wyglądał, jakby przepełniała go dobroć.

– Trzymaj to uczucie i teraz zobacz siebie samego.

Wędrowiec przygasł. Czarodziej westchnął i poprosił:

– Przypomnij sobie jeszcze raz co czułeś, gdy dziś zobaczyłeś cierpiących.

Wędrowiec znów wyprostował się i rozjaśnił, a Czarodziej powiedział:

– Utrzymuj obraz tych ludzi i gdzieś na skraju tłumu umieść swoją sylwetkę.

I tak długo siedzieli ćwicząc, ćwicząc i ćwicząc….

Na koniec Czarodziej, zadowolony z efektu powiedział, by Wędrowiec powtarzał to ćwiczenie codziennie. Wędrowiec obiecał. Czarodziej odszedł, a Wędrowiec zadziwiony pomyślał – „czyżby właśnie tego brakowało mi w życiu?”.

Autor: Złota Rybka

Różnobarwne drzewa – 11

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, w pewne przyjemne, ciepłe popołudnie, leśny parking zgromadził miłośników podróży i motocykli.

Różnorodne maszyny i stroje motocyklistów wtapiały się w najróżniejsze kolory liści.

Czas był piękny, jeszcze w miarę ciepło na podróż motocyklem i jednocześnie towarzyszyło mu piękno wczesnojesiennej przyrody.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 10

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy spojrzała w bok i zobaczyła idącą starszą kobietę. Przypomniała sobie dawne czasy, kiedy była dzieckiem. Przychodziła do tego parku z mamą. Jesienią zbierały kasztany, żołędzie i liście, z których układały bukiety. Wiosną zaś cieszyły się piękną zielenią, rozkwitającymi kwiatami i przepięknym zapachem bzu, lip i jaśminów. Wiosna jest piękna, budzi do życia przyrodę. Natomiast jesień, zwiastująca koniec tego życia, jest również piękna i wcale nie nastraja pesymistycznie.

Autor: Krystyna

Polną drogą – 32

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył starą karczmę. Była rozległa, rozsiadła, jakby czekała na nowego właściciela. A więc objął ją w posiadanie, wraz z młodą żoną.

Nie było między nimi miłości. Ona tęskniła za utraconym ukochanym, a on czekał na dziedzica, choć los obdarował go tylko córkami.

Autor: Kolor