Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.
W pewnej chwili zobaczył tłum ludzi, smutnych i cierpiących. Ponieważ Wędrowiec miał dobre serce, zatrzymał się, żeby im pomóc. Pomagał z wielkim zaangażowaniem, więc nawet nie zauważyłby ubytku swojej energii, gdyby taki nastąpił. Jednak… go nie było! Jakimś cudem, pomagając innym ludziom, Wędrowiec sam zdrowiał i nabierał sił. Jeden z pierwszych ozdrowieńców – żwawy staruszek – zaczął mu pomagać i w mig uporali się z cierpieniami i kłopotami całego tłumu i każdej pojedynczej osoby.
Ozdrowieńcy z wdzięcznością zaczęli się żegnać i każdy poszedł w swoją stronę Został tylko żwawy staruszek, który wspierał Wędrowca w pomaganiu innym ludziom. Staruszek zwlekał z odejściem. Zaproponował Wędrowcowi, żeby przysiedli na przydrożnych kamieniach i porozmawiali. Podtrzymał Wędrowca, pod którym nagle ugięły się nogi i trzęsącego się doprowadził do najbliższego kamienia.
Wędrowiec siedział osłabiony, nie wiedząc, co się z nim dzieje.
Staruszek wyjaśnił mu, że jest Czarodziejem i scenę z tłumem cierpiących ludzi zaaranżował po to, by pomóc Wędrowcowi.
– Wiem, Wędrowcze, że masz dobre serce i jesteś życzliwy całemu światu… a raczej, że tak ci się wydaje – powiedział Czarodziej.
– Jak to? – oburzył się Wędrowiec – a jest inaczej?
– Tak, osłabłeś, ponieważ nie pomogłeś wszystkim.
– Kogo pominąłem?
– Pomyśl – odpowiedział Czarodziej.
– Nie pomogłem tym, którym ty pomagałeś – rzekł z namysłem Wędrowiec.
– Tych nie liczę, bo pomógłbyś im. Po prostu chciałeś im pomóc, ja to tylko przyśpieszyłem – odparł Czarodziej. Po czym dodał:
– Temu człowiekowi, o którym myślę, ja nie mogę pomóc, bo on tego nie chce. Co więcej – ty tego nie chcesz!
– Kto to jest?
– Ty sam!
Wędrowiec zamyślił się. Potem z niedowierzaniem zapytał:
– To ja też jestem ważny?
Czarodziej odpowiedział:
– Dla ciebie ty sam powinieneś być najważniejszy na świecie. Jak zadbasz o siebie, jak pomożesz sam sobie, to cały świat zyska, a twoja służba innym ludziom nabierze głębi. Stanie się pełna.
– Jak to zrobić?
– Pokochaj siebie.
– Jak?
– A jak kochasz ludzi? Przypomnij sobie, co czułeś, gdy zobaczyłeś te tłum potrzebujących?
Wędrowiec wyprostował się, rozjaśnił. Zaczął świecić wewnętrznym światłem. Wyglądał, jakby przepełniała go dobroć.
– Trzymaj to uczucie i teraz zobacz siebie samego.
Wędrowiec przygasł. Czarodziej westchnął i poprosił:
– Przypomnij sobie jeszcze raz co czułeś, gdy dziś zobaczyłeś cierpiących.
Wędrowiec znów wyprostował się i rozjaśnił, a Czarodziej powiedział:
– Utrzymuj obraz tych ludzi i gdzieś na skraju tłumu umieść swoją sylwetkę.
I tak długo siedzieli ćwicząc, ćwicząc i ćwicząc….
Na koniec Czarodziej, zadowolony z efektu powiedział, by Wędrowiec powtarzał to ćwiczenie codziennie. Wędrowiec obiecał. Czarodziej odszedł, a Wędrowiec zadziwiony pomyślał – „czyżby właśnie tego brakowało mi w życiu?”.
Autor: Złota Rybka