Nitki babiego lata – 35

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Rzeczką płynęły kajaki. Dużo kajaków. W ten sposób grupa studentów wykorzystywała końcówkę lata. Spływali rzeczką, by dopłynąć do najbliższej rzeki, a potem kolejno do jeszcze większych i główniejszych rzek.

Szef grupy wpadł na pomysł dopłynięcia podczas przyszłorocznej wyprawy do morza, zaczynając od punktu do którego dopłyną za kilka dni.

Końcowy punkt wyprawy tegorocznej będzie zatem jednocześnie początkiem wyprawy w roku następnym.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 26

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było światła zbliżającego się samochodu. Ktoś dojechał nim przed bramę, zatrzymał się i nie gasząc silnika, otworzył klapę bagażnika. W tym czasie zaczął wydobywać się biały dym spod maski. Przybysz otworzył maskę i rozglądał się bezwiednie dookoła.

Nikt go nie widział – gospodarze siedzieli w salonie, którego okna zwrócone były na drugą stronę podwórka.

Przybysz nie podszedł jednak do bramy, nie zadzwonił, nie poprosił o pomoc… I nie wiadomo dlaczego…. Może się czegoś wstydził? Może nie lubił o nic prosić? A może znał kogoś z tego domu i zabrakło mu odwagi, aby zrobić krok dalej…

Czasami szkoda nie dowiedzieć się, co by było, gdyby jednak zrobić ten jeden krok więcej…

Autor: Ewa Majewska

Różnobarwne drzewa – 40

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy oczom wędrowców ukazał się strumień, przecinający górską drogę. Za strumieniem widać było rozwidlenie dróg. Jedna wiodła do lasu, druga na polanę. Drogowskaz na rozdrożu pokazywał o dziwo tę samą nazwę miejscowości w obu kierunkach. Różnica była taka, że do osady leśnej było dalej, a do polany bliżej.

Grupa jednogłośnie orzekła, że wybiera drogę bliższą, gdyż do zmroku pozostała już tylko godzina.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 25

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było kasztany i wiązy, które rosły nieopodal. Nie było wiatru, więc liście lśniły mokre od deszczu. Nie wiadomo czy to jeszcze późna wiosna czy już lato, ale jak zawsze stałam w niemym zachwycie, wpatrzona w te cuda natury.

Autor: Kolor

Nitki babiego lata – 34

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Nad rzeczką siedział samotny, nieszczęśliwy człowiek, który miał w sobie wiele wewnętrznego i nieuświadomionego gniewu do całego świata, za całokształt swojego nieszczęśliwego życia.

Snując się z miejsca na miejsce i czując, jak życie przecieka mu przez palce, zawędrował nad tę właśnie rzeczkę w poczuciu wielkiego osamotnienia.

Nie chciało mu się nawet spojrzeć na odbicie siebie samego w wodzie. Jego umysł przepełniał strach i czarna rozpacz. „Przecież nie tak miało być” – pomyślał. Czuł, że go to już wszystko przerasta – „jak ja mam być dobrym człowiekiem, skoro tyle razy ludzie udowodnili mi, że nie powinno się im ufać. Trzeba trzymać ich na dystans, a jak ktoś zacznie pyskować, to najlepszym rozwiązaniem jest rozjechać takiego kogoś walcem. Patrzeć jak jest mu źle. Ja cierpię… to dlaczego ktoś innym, krzywdząc mnie, miałby nie cierpieć? Przecież to takie oczywiste”.

To prawda, w życiu tego człowieka stało się wiele złego, niemniej jednak był również cień nadziei. Myśląc to, co napisane zostało powyżej, równocześnie zdawał sobie sprawę i czuł wewnętrznie, że tak dłużej nie może być. Trzeba coś z tym fantem zrobić, bo inaczej będzie siał zniszczenie, a chciał być dobrym człowiekiem.

Postanowił przestać się bać ludzi. Usiadł po turecku i pozwolił, aby złe rzeczy uleciały mu przez czubek głowy i rozpuściły się w przestrzeni.

Zaczął szukać nowych rozwiązań…

Znalazł wielkiego czarnego konia, z oczami w jednolitym czerwonym kolorze, i zaczął go ujeżdżać. Koń był niczym z piekła rodem, jednak ów człowiek, który teraz stał się jeźdźcem, prędko zdołał sobie z nim poradzić. Koń miał swoje piekielne narowy. Jednak za każdym razem jeźdźcowi udawało się je prędko lokalizować i rozpuszczać, częstokroć jeszcze zanim się pojawiły.

Jeździec zaczął przypominać anioła, który stał się silniejszy od mocy piekielnych. Sam słał ludziom dobroć i miłość.

I zaczął być mile widziany tam, gdzie się pojawiał.

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 24

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było, jak słodkie łobuziaki bawią się ze swoim tatą. Deszcz przestał padać. Było dwoje dzieci i jeden tata, tak więc miały one przewagę liczebną. Jeden ze słodkich łobuziaków tak kochał tatę, że przyczepił się do jego nogi i nie chciał puścić. Natomiast drugi, widząc jak z kolei jeszcze inne dziecko jedzie na swoim rowerku, poprosił tatę o taki sam.

Rodzic nie był w ciemię bity i w związku z tym, że bardzo kochał swoje słodkie łobuziaki, postanowił kupić dwa identyczne rowerki.

Był to strzał w dziesiątkę, ponieważ ten drugi łobuziak, który był przytulony do nogi taty, szybko się odczepił i zajął się swoim prezentem.

Autor: Bubulubu

Różnobarwne drzewa – 39

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy na przystanek podjechał autobus. Wsiadło do niego kilka osób. Wysiadło również kilka. Gdy autobus ruszył, wzbił chmurę opadłych liści. Pachniało kasztanami. Ruch na ulicy był raczej duży, a w sklepie warzywnym utworzyła się kolejka, bo dowieziono imbir.

Sprzedawca ze zdziwieniem obserwował, jak wiele osób kupuje to warzywo, jako dodatek do jesiennych potraw. Jakieś dziecko zapytało rodzica, czy kupuje odpowiednio więcej, by nakarmić także psa.

Cóż, nie wiadomo, czy były robione jakieś badania odnośnie wpływu imbiru na dietę czworonogów.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 23

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było taflę wody, której powierzchnia wyglądała, jakby była czesana grzebieniem. Uderzenia kropli powodowały rozchodzenie się małych kręgów. One spotykały się z lewej i z prawej. Wszędzie panował nieustany ruch. Kiedy deszcz wzmocnił swoje uderzenia, tworzące się bańki powietrza pękały, uwalniając zatrzymaną energię.

Powoli deszcz stawał się coraz łagodniejszy. Tafla jeziora zamieniła się w lustro, odbijające białe chmury. Wyszło słońce.

Autor: Altruistka

Nitki babiego lata – 33

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Na łączce nad rzeczką spotkała się grupa ludzi z wiadrami i metalowymi beczkami.

Pewien mężczyzna wszedł na niewielki drewniany podest z okrągłą dziurą pośrodku. Ukląkł. Jego kolana znalazły się tuż przed dziurą. Następnie pochylił się i dłonie położył na drewnie tuż za dziurą. Zastygł w tej dość dziwnej pozycji.

Po chwili z jego brzucha wysunęło się coś, co przypominało krowie wymię. Jedna z bab uzdrowicielek podeszła do niego i zaczęła to wymię masować, a następnie pociągać, tak jakby doiła krowę.

Do otwartej beczki, stojącej tuż pod dziurą drewnianego podestu, zaczęła spływać ciemna maź, jakby smoła, przetykana czerwonymi rozbłyskami i czerwono-srebrnymi liniami.

Beczka szybko zapełniła się. Zamknięto ją, odtoczono na bok i podstawiono następną. Wkrótce wszystkie beczki zostały zapełnione, a ze wsi przyniesiono kolejne.

Po pewnym czasie wymię zostało opróżnione. Mimo dojenia, już nic z niego nie leciało. Wtedy człowiek wstał i usiadł na skraju podestu. Wyglądał na zmęczonego, jednak miał już pogodniejszą twarz i łagodny wyraz oczu.

– Dziękujemy, dzięki tobie mamy czym palić w piecach, a i elektryczne opłaty się zmniejszyły, jak zaczęliśmy wtyczki przytykać do beczek z twoim paliwem – mówili uradowani ludzie.

Dali mu kubek pienistego, ciepłego mleka i grubą pajdę świeżego chleba.

– Ja też wam dziękuję – powiedział mężczyzna – dzięki wam czuję się potrzebny. Jestem użyteczny. Daję coś dobrego zamiast niszczyć.

– Do widzenia – dodał po chwili.

Zszedł z podestu i ruszył przed siebie.

– Do widzenia, do widzenia. Zajrzyj do nas czasem. Zawsze jesteś mile widziany – krzyczeli za nim.

Potem rozeszli się do domów, tocząc przed sobą beczki z cennym paliwem.

Autor: Jenczy

Lekkie krople deszczu – 22

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było szybko rosnącą kałużę, która zamieniała się w jezioro, a następnie w wielkie morze, zalewające ulice, latarnie, domy – wszystko, co stało na jego miejscu. Z okna na piątym piętrze wyglądała przestraszona kobieta. Z przerażeniem oglądała podnoszącą się taflę wody i bała się, że morze zaleje również jej mieszkanie. Wsłuchała się w krople – i te spływające po szybie, i te stukające o parapet. Zauważyła, że są lekkie i stukają z umiarem. Pomyślała, że to niemożliwe, żeby sam deszcz wywołał tak dużą powódź. Kałużę, to i owszem. Może nawet małe jeziorko, ale na pewno nie morze. To niemożliwe! Jak mogło powstać to morze? Gdzie szukać przyczyn? Czasu było mało, bo morskie fale już uderzały o jej parapet!!!

Kobieta zaczęła się modlić i zobaczyła kran, z którego leje się dużo wody. Następnie odsłonił się drugi obraz – kran był połączony rurami z jeziorem smutku, żalu, rozpaczy i niewypłakanych łez. „Do kogo należy to jezioro?” – pomyślała. Dostała kolejny obraz – jezioro znajdowało się w niej. Jej serce było ściśnięte kilkoma zaciskającymi się opaskami żalu i smutku. Smutek i żal rozlewały się w płucach, a opaski coraz mocniej ściskały serce. Z kolei w głowie znajdowało się pudełeczko samogrające, które wytwarzało coraz więcej żalu, więc opaski ściskały serce coraz mocniej.

Przyszła świadomość, że ten proces trwa od dawna. Pojawiły się wspomnienia, jak od wielu lat udawała przed ludźmi i przed sobą samą, że wiedzie szczęśliwe życie. Jak oszukiwała samą siebie, że wszystko jest w porządku, więc nie umiała, a może też nie chciała zauważyć swojego narastającego smutku.

„Co mogę teraz zrobić” – zapytała znowu. Usłyszała odpowiedź – „zaakceptować to, co się już zdarzyło. Wybaczyć sobie i innym. Uwierzyć w siebie. Wyznaczać kolejne cele. Przywoływać słońce, siły witalne, radość i miłość.”

„Jak to zrobić?” – pomyślała spanikowana kobieta i z przerażeniem zobaczyła, że poziom morza znów się podniósł. Zakrywało teraz pół szyby, a spod parapetu zaczęły sączyć się do mieszkania małe strużki wody.

„Wymyśl pierwszy obraz” – dostała odpowiedź.

Kobieta zaczęła więc budować pierwszą wizję – siebie samej oświetlonej promieniami słońca, uśmiechniętej i promieniującej miłością i spokojną radością. Fale morza uderzały nadal o jej szyby, ale poziom morza przestał się podnosić.

Następnie wyobraziła sobie, że wierzy w siebie. Potem budowała kolejny obraz i widziała, jak jej myśli i czas zajmuje przyszłość i dobre wydarzenia, które mają nadejść i które zaprasza do swojego życie. Poziom morza opadł nieco. Jego fale znowu uderzały o parapet okna.

Zaintrygowana i zaciekawiona kobieta zaczęła snuć kolejną wizję… niestety, bezskutecznie…, ponieważ nie umiała zobaczyć, jak wybacza sobie i innym.

Zrozpaczona zaczęła się modlić i prosić Boga o łaskę wybaczenia.

Zatopiona w modlitwie nie liczyła czasu i nie zauważyła nawet, że morze już zniknęło. Jej modlitwa trwała i trwała…

Kiedy kobieta skończyła się modlić, usłyszała, jak lekkie krople deszczu coraz wolniej stukają o parapet.

Autor: Jenczy