Różnobarwne drzewa – 38

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, kiedyś, mały zielony ludek pojawił się na Ziemi. Cały ludek przybył na mikrokomecie, która wpłynęła w ziemską atmosferę.

Wszyscy bezpiecznie wylądowali. Rozbiegli się po okolicy i uznali, że planeta bardzo im się podoba. Zaczęli budować domy na drzewach. Rozmawiali ze zwierzętami, ptakami i owadami, a nawet z niektórymi ludźmi.

Ich nazwa w ich rodzimym języku była tak długa i skomplikowana, że ludzie zaczęli ich nazywać po prostu zielonymi ludkami, leśnym ludkiem lub elfami.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 21

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ludzi, którzy chowali się za parasolami i szli, każdy w swoją stronę. Pewnie wracali do domów, by odpocząć po pracy, wysuszyć się i zjeść ciepły posiłek.

Anka westchnęła i otworzyła oczy. Otaczały ją piaszczyste wydmy i czuła żar, lejący się z nieba.

Marzenia o deszczu utrzymywały ją w jakiej takiej formie. Dawały siłę, by wytrwać do końca kontraktu.

Przyjechała tu z grupą znajomych. Teraz, po paru miesiącach, rzadko odzywali się do siebie prywatnie – rozmawiali tylko na służbowe tematy.

Każdy uruchamiał własne sposoby, żeby przetrwać i choć na chwilę zapomnieć o gorącu.

Anka zaczęła wstawać, żeby wrócić co pracy, ale szef dał jej sygnał, że jeszcze może chwilkę odpocząć. Więc usiadła wygodnie, zamknęła oczy i znowu zaczęła przypominać sobie wilgoć, przyjemny chłód i lekkie krople deszczu, stukające o parapet.

Autor: Głos

Wiosenny las – 39

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i spoglądał w mapę. Zaplanowany wcześniej wedle niej spacer miał przebiegać polnymi drogami. Kiedy szedł wyznaczonym szlakiem, uznał, że ciekawią go niewielkie wzgórza otoczone lasem. Zdecydował więc o zmianie drogi. Teraz szedł, i na bieżąco zapoznawał się z nowymi szlakami, jakie miał wyrysowane na mapie. Wytyczał nową drogę.

Podróżnik miło się zdziwił, gdy zaczął spotykać na pagórkowych szlakach swoich znajomych i nauczycieli sprzed lat. Pojawiło się u niego przekonanie, iż wartościowi i znaczący ludzie lubią górskie szlaki oraz wędrówki. Podróż wyznaczonym szlakiem daje nam przygodę, a krajobraz oraz wysiłek fizyczny korzystnie wpływają na psychikę i ciało.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 20

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciężki sprzęt, odśnieżający nagromadzone zwały starego śniegu. Powoli z poboczy drogi znikały góry szaroburego śniegu, a deszcz rozpuszczał pozostałe jeszcze resztki, odsłaniając ziemię, która mogła wreszcie odetchnąć.

– Uff… nareszcie – ziemia wydała z siebie ciężkie westchnienie, ale było to westchnienie ulgi.

Deszcz powoli wsiąkał w jej coraz głębsze warstwy, pobudzając do życia uśpione larwy, korzenie i nasiona, z których już wkrótce rozwiną się nowe pędy.

Autor: Ewa Majewska

Różnobarwne drzewa – 37

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy widziano grupę osób, które bardzo się cieszyły, będąc we własnym otoczeniu.

Każda osoba, zarówno już obecna, jak i nowo przybyła, mogła czuć się swobodnie, będąc dokładnie taką, jaką jest i nie musząc nikogo udawać.

Społeczność ta rozrastała się, gdyż działała moc przyciągania osób, które się w niej znajdowały.

Każdy kto chciał, z czasem stawał się taką osobą, jaką inni ludzie chcieliby być…

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 19

Lekkie krople letniego deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było jezioro, na którym pływały żaglówki, kajaki i rowery wodne.

Żaglówki blisko brzegu obsiadły fale jak białe skrzydła motyla.

Na tarasie domku letniskowego siedziała sympatyczna, uśmiechnięta starsza pani z kotkiem na kolanach.

Kotek mruczał słodko. Na podłodze leżał zwinięty w kulkę mały łaciaty kundelek, przygarnięty przez właścicielkę jakiś czas temu. Pani ta, siedząc na tarasie i przymknąwszy oczy, wracała myślami do lat, kiedy biegała po pobliskich lasach i pływała jak ryba w jeziorze w ciepłe wakacyjne dni. Urządzała z przyjaciółmi regaty na tym pięknym jeziorze, pełnym ryb i ptactwa wodnego.

Teraz na jeziorze, w tej kolorowej łódce z białym dużym żaglem, śmiga jej wnuczka, z której jest ogromnie dumna.

„Życie jest jednak cudowne. Mam ochotę żyć jeszcze długo” – myśli starsza pani – „i cieszyć się sukcesami mojej wnusi”.

Na jej twarzy widać radosny uśmiech.

dla Bożenki napisała Joanna

Delikatna mgiełka – 43

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły przysiadło dwoje wędrowców – malutka dziewczynka i jeszcze mniejszy krasnoludek z siwą brodą.

Krasnoludek mówił cicho:

– Marysiu, pamiętaj, od tej pory nie możesz mówić do mnie po imieniu. Ci, co go poznają, zyskają olbrzymią przewagę nade mną. Wtedy mogliby skrzywdzić nas oboje.

– Nie rozumiem, przecież znam twoje imię, twoi kuzyni również…

– Tak Marysiu, ale wy nie wykorzystalibyście tego przeciwko mnie i innym istotom. Nie uprawiacie ciemnej magii. Dlatego proszę, dopóki nie wrócimy do wioski, nie używaj mojego imienia. Po prostu zapomnij o nim.

– Dobrze je pamiętam, jak mogę zapomnieć?

– Zamknij oczy, pomogę ci.

Dziewczynka posłusznie zamknęła oczy. Krasnoludek dotknął jej skroni. Chwilę trzymał swoje dłonie na jej główce. Marysia otworzyła oczy i popatrzyła na swojego towarzysza, marszcząc brwi, jakby się nad czymś zastanawiała. Krasnoludek uśmiechnął się do niej.

– Zapomniałaś moje imię i imiona innych krasnoludków. Przypomnisz sobie, gdy będzie już bezpiecznie.

– Jak mam ciebie nazywać?

– Krasnoludkiem, to wystarczy.

– A moje imię, też mamy je zapomnieć?

– Nie trzeba Marysiu. Jesteś człowiekiem. Wasze imiona nie mają czarodziejskiej mocy.

– Szkoda – Marysia westchnęła z żalem.

– Ale, ale…. niektórym ludziom odsłania się z czasem ich prawdziwe imię. Kiedy Tobie zdarzy się coś takiego, to pamiętaj, że nikomu, ale to nikomu, nawet mnie, nie możesz go zdradzić.

– Jak poznam to imię?

– Będziesz wiedziała. Tego nie da się pomylić z niczym innym.

– Krasnoludku, dokąd teraz pójdziemy? Czy niedługo wrócimy do wioski?

– Marysiu, mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do wioski lub zbudujemy ją w innym miejscu. Teraz pójdziemy do Szkoły Czarowania, która istnieje Pomiędzy.

– Pomiędzy? Nie rozumiem.

– Szkoła istnieje pomiędzy światami, a nawet Wszechświatami. Jest gdzieś, poza czasem i przestrzenią. To gdzieś trudno określić, bo prawdopodobnie się porusza i ciągle zmienia swoje położenie. Dlatego mówimy, że jest Pomiędzy.

– Boję się tego Pomiędzy… Musimy tam iść?

– Jest tam bezpiecznie. Po ostatnich wydarzeniach, szkoła stała się schronieniem dla wróżek i czarodziejów ze wszystkich światów i wszechświatów Pomagają tym światom i ich mieszkańcom. Poza tym wspierają czarodziejów, wróżki i wszystkich, którzy nadal są w swoich światach i walczą o ich przetrwanie. Opiekują się również ludźmi, którzy coraz częściej przypadkowo trafiają do szkoły. Znajdziemy tam schronienie i zajęcie.

– Skąd to wiesz?

– Od Merlina. Zaprosił nas w imieniu Babci Jagi, która jest dyrektorem Szkoły Czarowania.

– A inne krasnoludki?

– Mam nadzieję, że przeżyły. Może również tam przyjdą.

Marysia westchnęła cichutko i pomyślała o swoich przyjaciołach. Czy zobaczy ich jeszcze?

Skowronek śpiewał dalej, a powietrze przed Marysią i Krasnoludkiem rozjaśniło się, zadrgało i ich oczom ukazały się otwarte drzwi. Stał w nich Merlin i gestem dłoni zapraszał do środka.

Poszli za nim.

Autor: Archiwista SC

Lekkie krople deszczu – 18

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było umorusanego w trawie i błocie przybłędę – czworonożnego, młodego psiaka, którego ktoś pewnie porzucił w lesie.

Podrapał się łapką pod uchem, otrząsnął się z wody i ułożył pod przepierzeniem, chroniącym przed deszczem. Zasnął.

Nikt nie miał serca go wypędzić. Przybłęda znalazł swój nowy dom.

Autor: Ewa Majewska

Różnobarwne drzewa – 36

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, wspinając się po zboczu, poczułem więź z otoczeniem, taką bezpośrednią, wręcz materialną.

Połoniny, las, słońce i kolorowi ludzie. Jacyś wyciszeni, z oczami pełnymi zadumy, może refleksji. Prawie bez słów, będący częścią tego miejsca i piękna.

Było spokojnie, jesiennie, słonecznie, świątecznie i przyszły marzenia, aby to zachować i przenieść do dni powszednich.

Autor: Celownik

Lekkie krople deszczu – 17

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było rozhisteryzowaną, rozdygotaną, przemokniętą dziewczynkę, która pukała od drzwi do drzwi. Żadne się nie otworzyły, za to we wszystkich oknach zostały zasłonięte zasłony i spuszczone żaluzje. W wyniku tych działań, domy, stojące na zalanej deszczem ulicy, robiły wrażenie martwych, jakby od dawna nikt w nich nie mieszkał.

Nieliczni przechodnie ignorowali dziewczynkę lub uciekali przed nią, bo nie mogli znieść jej wrzasku i bali się, że zażąda od nich czegoś, czego nie mieli ochoty zrobić.

Dziewczynka krzyczała coraz głośniej. Zaczęła wręcz wyć i waliła piąstkami w drzwi, płoty i latarnie. Po długim czasie ucichła. Rozdygotana i zziębnięta usiadła na mokrym chodniku, objęła się ramionami i próbowała się ogrzać. Kołysała się w przód i w tył. Jej wzrok znieruchomiał. Już nie zwracała uwagi na przechodniów.

Ktoś wreszcie zatrzymał się przy niej i zaproponował:

– Mogę odwieźć cię do domu. Gdzie mieszkasz?

– Nie wiem – odpowiedziała dziewczynka.

– Jak masz na imię?

– Nie wiem.

– Jesteś sierotą?

– Nie wiem.

– Mieszkasz z rodziną czy w domu dziecka?

– Nie wiem.

Obok pytającego przystanęła kobieta – jego żona. Zapytała.

– Chcesz pójść z nami? Ogrzejesz się w ciepłym mieszkaniu.

– Nie wiem – odpowiedziała dziewczynka.

A deszcz ciągle padał i płakał, wypłakując niewypowiedziane żale i łzy dziewczynki.

Autor: Jęczydusza