Delikatna mgiełka – 42

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły biegały zające. Wybrały oświetlony słońcem teren, by rozgrzać się w biegu. Nieopodal przechodził profesor-biolog. Bardzo lubił przyrodę w każdej postaci.

Dzisiaj, zauroczony śpiewem skowronka, rozłożył statyw i przykręcił do niego aparat. Z majestatem uzbroił go w specjalny i profesjonalny obiektyw, a następnie zaczął pomiar światła.

W związku z tym, że mgła nie pomagała w zrobieniu dobrych zdjęć, profesor postanowił zjeść bardzo wczesne śniadanie. Słodka bułka plus kawa wpłynęły dobrze na jego i tak dobre samopoczucie.

Po śniadaniu warunki zdjęciowe były już bardzo dobre.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 16

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemne burzowe chmury. Mały chłopiec patrzył na nie z lękiem. Chmury wydawały się ogromne i bardzo ciemne. Dziadek wziął wnuka na ręce i podszedł z nim do okna.

– Popatrz tam – powiedział i palcem pokazał horyzont. Nad ziemią widoczny był jasny pasek niebieskiego nieba.

– Widzisz Stasiu – mówił dalej dziadek – chmury przejdą. Wróci słoneczna pogoda i jasne dni.

dla Bożenki napisała Ewa Damentka

Różnobarwne drzewa – 35

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przez park szła pewna kobieta. Miała na sobie brudny płaszcz, uszyty z rozmaitych łatek. Ludzie odwracali się od niej ze wstrętem – jakby śmierdziała.

Z kolei ona z miłym uśmiechem podchodziła do ludzi i podawała im przedmioty, które zgubili lub które były im potrzebne. Ci przyjmowali te przedmioty, po czym kopali kobietę albo obrzucali ją błotem. Czasami szli wyżej, wspinając się po jej plecach i zamiast podciągnąć ją za sobą do góry – odtrącali ją i spychali na dół. Wtedy kobietę zaczynała otaczać jakby czarna chmura. Gdy chmura się przerzedzała i znikała, kobieta zaczynała pomagać kolejnym osobom.

W pewnej chwili przystanęła. Spuściła głowę, opuściła ramiona. Zamyśliła się. Z nieba rozległ się głos podobny do grzmotu, mówiący słowa: „Już czas. Teraz. To właściwa pora”.

Kobieta powoli podniosła głowę, wyprostowała się. Jej twarz rozpogodziła się, a płaszcz z łatek rozpadł się na kawałki, które uleciały z wiatrem. Okazało się, że ubrana jest w piękną, połyskliwą suknię, która dopiero teraz ukazała się w pełnej krasie.

Cała kobieta promieniała blaskiem. Światło biło z jej twarzy, rąk, z całej postaci. Robiła wrażenie osoby spokojnej i przepełnionej wewnętrzną radością.

Już nie zabiegała o uwagę ludzi. Nie podawała im zgubionych lub potrzebnych im przedmiotów. Po prostu świeciła…

A ludzie przyglądali się jej z rosnącą sympatią. Przynosili prezenty. Zagadywali. Proponowali współpracę. Szukali różnych pretekstów, byle tylko być w pobliżu i porozmawiać z nią choć przez chwilkę. To, co się działo z nimi, gdy byli blisko niej, bardzo im się podobało.

Nawet nie zauważyli, że nie tylko ją darzą sympatią i szacunkiem, ale też sami nawzajem zaczęli się szanować i współpracować ze sobą.

Życzliwość szerzyła się na całym świecie…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Lekkie krople deszczu – 15

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było pola, puste już po zbiorach.

Cudownie jest tu, na działce mojej przyjaciółki Eli. Dom obrośnięty jest dzikim winem, które wraz z porami roku zmienia swoje kolory na czerwony i żółty.

Lubię tu do niej przyjeżdżać.

Delektujemy się takimi chwilami. Zakładamy kalosze i idziemy na spacer polami pachnącymi trawą i resztkami zboża, aż do pobliskiego lasu.

Koleiny na dróżkach wypełniają się wodą, a w nich pojawiają się ogromne dżdżownice, które wiją się i przyjmują różne ciekawe figury.

To wspaniałe miejsce jest dla nas oazą spokoju. Wracamy do Warszawy naładowane energią do dalszej pracy.

Autor: Joanna

Delikatna mgiełka – 41

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy. Na prastarym brzegu Wisły właśnie obudził się wielki stary pająk. Rozejrzał się swymi błyszczącymi oczkami dookoła i ze zdziwieniem zobaczył, że sąsiad śpi, zwieszony na kądziołkach, w zakamarku swej pajęczyny, wyglądając jak prześliczny kandelabr. Długie nogi złożył w każdym stawie, a ostatnie ich człony zwiesił dookoła, stopami na zewnątrz. Na każdej nóżce lśniły maleńkie kropelki rosy.

Stary pająk uwił swą pajęczynę w spiralę. Jeden z jego sąsiadów – w półkole, rozpięte szprychami cienkich nitek, a każda była misternie zawieszona na szarym listku piołunu. Jeszcze inny miał pajęczynę jak latawiec wypełniony delikatnymi żebrami. Wszystkie pajęczyny napięte na krzewinach srebrnego ziela, obsypane cudownymi klejnotami kropli rosy, które tak wspaniale podkreślały kształty pajęczych pułapek.

Wtedy wschodzące słońce rozświetliło ten niebywały spektakl. Gdzieniegdzie, w kroplach, można było zobaczyć maleńkie tęcze…

Autor: Kolor

Lekkie krople deszczu – 14

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było światło latarni, przysłonięte lekką mgiełką kropel deszczu.

Zmierzchało.

Światło odbijało się w kropelkach deszczu i każda z nich wyglądała, jakby miała w sobie malutką, świecącą tęczę. Razem tworzyły widok, od którego trudno było oderwać oczy, więc Babcia Jaga często siadała przy oknie, żeby oglądać deszczowe spektakle.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Różnobarwne drzewa – 34

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy patrzyłam na smukłą, piękną lipę, oświetloną promieniami słońca, przebijającymi się przez chmury. Czułam radość…

Wnet lekki podmuch wiatru strącił mrowie lipowych liści, które wirując, spokojnie, lekko i powoli opadały na dół. W ich tańcu ujrzałam piękno, które zaczęło wbudowywać się we mnie. Owego piękna było we mnie coraz więcej i więcej, a wraz z nim przyszła lekkość.

Z sąsiedniego domku wyszli sąsiedzi. On wiceprezes naszego związku. Ludzie mieli do niego dużo żalu za podejmowane decyzje.

Zaczęłam z nim rozmawiać, bo w sercu poczułam potrzebę budowania życzliwości w kontakcie z owym panem.

Nie miałam ochoty na żal.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Lekkie krople deszczu – 13

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było kołyszący się w porcie statek. Wiał silny wiatr. Robiło się coraz ciemniej. Ulice opustoszały. W oknach domów pojawiły się światła. Deszcz narastał. Przy statku pojawili się ludzie w żółtych hełmach. Pracowali przy statku chwilę, a później zaczął się rozładunek. Olbrzymie dźwigi unosiły ze statku duże ładunki. Gdy rozładunek zakończył się, zza chmur wyszło słońce.

Załoga zauważyła, że trafiła z rozładunkiem nie w ten czas, co trzeba, ale mimo trudnych warunków wszystko odbyło się pomyślnie.

Autor: Adam

Na dnie szuflady – 45

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

„Mistrzu, ale zaszalałeś… romantyk z ciebie czy co?” – pomyślał o Merlinie młody adept magii, który miał wykonać swoje dyplomowe zadanie. Głośno zapytał:

– Gdzie jestem? Planeta? Czas? …

Cisza….

„Co mam robić? Przecież w tej szufladzie ma znajdować się broń, oręż, jaki mam użyć w decydującym starciu. Świat się wali… Egzamin egzaminem, ale świat zawsze się wali, gdy któryś z nas kończy nauki. I jeśli go nie uratuję na czas, to się rozwali kompletnie i potem będzie tworzył się na nowo, kawałek po kawałku… Jak wtedy, gdy Merlin oblał swój pierwszy egzamin” – myślał młody mag, stojący przed wysuniętą szufladą z listami, kwiatkami, kamykiem i fotografią.

„Kiedy świat zginie, stracę moich bliskich, tych co kocham. Nie mogę na to pozwolić” – myślał dalej.

– Poproszę do dodatkowe informacje – powiedział głośno do podręcznego komunikatora.

Zobaczył przed sobą hologram. Dwie olbrzymie armie ścierały się. Biali walczyli z Czarnymi, Czarni z Białymi, a Szarzy walczyli ze sobą i ze wszystkimi jednocześnie. Nad armiami królowały potężne sylwetki dwóch rozzłoszczonych postaci, nie przypominających ani ludzi, ani magów. Wydawało się, że nie ma w nich nic ludzkiego. Obie potężne i obie straszne. Biała postać miała czarne berło, Czarna postać miała białe berło…

Młody adept bezradnie popatrzył na wysuniętą szufladę, na listy i fotografię. Zobaczył na niej zażółcony ze starości symbol yin-yang.

Charakterystyczne łezki tworzące koło. Ciemną łezkę z jasną kropką w środku i jasną łezkę z ciemną kropeczką.

Ciemne kiedyś chyba było czarne, zażółcone jasne chyba było białe… przynajmniej tak mu się wydawało.

Skupił się, by pomyśleć, co ma teraz zrobić…

Pokazać się obu postaciom i ich wojskom? Przeanalizował możliwe warianty wydarzeń i uznał, że nie warto. Może stracić życie, a gdy będzie martwy, to nie wykona zadania…

Przypomniał sobie swoich nauczycieli: Merlina, Babcię Jagę, Czarodziejkę Jagodę, Wróżkę Jenczy, Głos, Borówkę i innych… Zobaczył salę lekcyjną. Usłyszał, jak Jagódka i Kokoryczka proszą o wyjaśnienie, bo nie zrozumiały strategii wykładanej na lekcji. Przypomniał sobie, jak Babcia Jaga dobrotliwym głosem mówiła, że nawet najbardziej leniwi uczniowie Szkoły Czarowania, są zbyt pracowici. Bo działają, zamiast nadać ruch i pozwolić, by rzeczy same się „działy”. Głos wtedy dodał, że najlepsi czarodzieje powstrzymują się przed wyręczaniem ludzi, czarodziejów i historii. Czarodziejka Jagoda z kolei tłumaczyła, że należy znaleźć coś drobnego, coś co, gdy będzie uleczone, to uleczy cały system…

Popatrzył uważnie na brudny symbol. Pomyślał, że najpierw go oczyści i uzdrowi. A potem zdecyduje, co dalej…

Skupił się i połączył z energią źródła. Poczuł, jak przepływają przez niego oczyszczające fale, które opróżniały jego umysł, uzdrawiały ciało i intencje. Wziął fotografię z symbolem yin-yang i wyobraził sobie, że ta oczyszczająca fala przenika zarówno zdjęcie, jak i symbol, który był fotografowany. Wyobraził sobie, że oczyszczenie obejmuje również pojmowanie tego symbolu przez wszystkie istoty, które myślą, czują, mają świadomość…..

Fale przetaczały się przez jego umysł i ciało, przez fotografię i wszystkie przedmioty znajdujące się w pokoju. Rozlewały się i rozchodziły coraz dalej – jak kręgi na wodzie.

Kiedy poczuł, że oczyszczenie dobiegło końca, poprosił źródło o uzdrowienie, o wzmacniającą, uzdrawiającą energię. Oraz o to, by właściwy porządek rzeczy zapanował na świecie – zarówno w widzialnych, jak i niewidzialnych wymiarach.

Potem poprosił o miłość. Agape – bezinteresowną i wszechogarniającą…

Nie liczył czasu, trwał w medytacji długo. W pewnej chwili poczuł, że już zrobił to, co do niego należało.

Dwie armie nadal walczyły, ale… zniknęły sylwetki rozzłoszczonych postaci.

– Zuch chłopak – usłyszał w swojej głowie nieznany głos.

– Jaki zuch – odezwał się drugi – zepsuł nam zabawę.

– Wiesz, troszkę żeśmy się zagalopowali – skomentował pierwszy.

Młody adept zobaczył, że biała postać z czarnym berłem i czarna postać z biały berłem przypatrują mu się i przyglądają się też wysuniętej szufladzie…

– Listy, są tutaj…

– Wszystkie?

– Tak, kamyk i fiołki również…

– To po co, żeśmy się tłukli?

– Dla rozrywki…

– Hmmm, idziemy na piwo?

– Jasne!

Obydwaj wyszli z pokoju, nie zwracając uwagi na młodego adepta.

Armie przestały walczyć.

– Poproszę o informacje – powiedział do swojego komunikatora.

– Zdałeś egzamin – odezwał się głos Merlina.

– Ale ja nie rozumiem…

– Wracaj do szkoły, odpoczniesz i później porozmawiamy.

– Dobrze Merlinie.

   * * *

Zmieszany i zaskoczony obrotem wydarzeń, teleportował się do szkoły. Zdziwiony patrzył, jak uczniowie i nauczyciele biją mu brawo. Kokoryczka i Jagódka uśmiechały się do niego.

– Nie rozumiem – zaczął bezradnie – ja…

– To może przestaniesz wyśmiewać się z dziewczyn, że zadają pytania na lekcji? – zapytała rzeczowo Zyta.

– Daruj mu – poprosiła Jęczyduszka – wyśpi się i sam zrozumie, co zrobił i czemu właśnie to zadziałało.

Autor: Archiwista SC

Lekkie krople deszczu – 12

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było stodołę, a na jej szczycie ogromne bocianie gniazdo. W zagrodzie mieszkało dwoje staruszków. Żyli w rejonie, gdzie przyroda pulsowała intensywnym tętnem. Gdzie żyzne gleby sąsiadowały z rozlewiskami rzek.

Przyszła wiosna a wraz z nią przyleciały bociany. Staruszka, wyglądająca przez okno wraz z mężem, cieszyła się z ich przylotu, bo bocian to symbol szczęścia i dostatku. I szczęścia w ich domu na szczęście przybywało… Na świat przychodziły kolejne zdrowe i radosne dzieci. Oboje wychowywali je mądrze i miłością.

Obserwowali bocianie zaloty i troskę pana bociana o panią bocianową wysiadującą jaja. Wraz z nimi w gnieździe zamieszkiwały wróble i szpaki. Miło było patrzeć na wspólne obcowanie. Po wykluciu bocianiątek, pan bocian troszczył się o całą rodzinę. Przynosił do gniazda zaskrońce, jaszczurki, dżdżownice i drobne ryby.

Staruszkowie przyglądali się temu, zatopieni we własnych myślach. Wnet żona powiedziała:

– Dziękuję ci mężu za troskę o mnie, o dzieci, o rodzinę.

– Ja też ci dziękuję, kochana żono, za miłość, za ciepły, kochający dom i za kochające nas dzieci. Umiałaś je wychować.

– Oj, głuptasie, umieliśmy je wychować. Bociany dopomogły.

Staruszkowie odeszli od okna, bo uznali, że czas wziąć się za obiad. Dzieci z wnukami przyjeżdżają. Będzie miło i radośnie.

dla Bożenki napisała Danuta Majorkiewicz