Była sobie łąka – 51

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Był czas porannego wietrzenia po rozpaleniu pieca. Domownicy, wraz z gośćmi z miasta, zajmowali się wyciąganiem wody ze studni. Woda miała służyć do zalania oczka wodnego, czyli dość dużego przedsięwzięcia, któremu wszyscy kibicowali. Gospodarze wykonali oczko, a goście-mieszczuchy przywieźli złote rybki.

Świeżo wypuszczonymi rybkami najbardziej zainteresowane były dzieci i dwa koty.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 11

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Szeherezadzie, latających dywanach, cudownej lampie Aladyna i dżinie, spełniającym każde życzenie swojego pana.

Nagle dzieci poczuły unoszenie się w powietrzu i zawirowanie pod stopami. Dywan jeszcze raz poruszył się i leciutko uniósł nad podłogę. Dzieci przerażonym wzrokiem rozejrzały się dookoła, nie rozumiejąc niczego z tego, co się właśnie działo i, nie dowierzając, że to dzieje się naprawdę.

Czyżby któreś z nich wypowiedziało czarodziejskie życzenie, a dywan miał niezwykłą moc?

A może to babcia spłatała im figla?

Patrzyły na jej rozpromienioną i uśmiechniętą twarz, wciąż nie rozumiejąc…

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 10

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o młodym mężczyźnie, który wiódł szczęśliwe życie po tym, jak przeszedł wcześniejszą drogę oczyszczenia.

Teraz miał fantastyczną osobowość i nic nie było w stanie wytrącić go z równowagi, ponieważ był rozświetlony przez wewnętrzną serdeczność. Zupełnie tak, jakby tkwiło w jego sercu wewnętrzne słońce, które powodowało dobry i stabilny nastrój.

Ataki, złe siły, uroki i… generalnie wszystko, co chciało mu zrobić krzywdę, zatrzymywało się i rozpraszało, palone promieniami dobroci.

Jednocześnie płomienie te były na tyle subtelne, że nikomu dobremu nie robiły krzywdy. A wręcz przeciwnie – przekazywały mu dobrą energię.

Teraz, pod wpływem tej stabilności, młody człowiek wiedzie zdrowe i szczęśliwe życie. Dobrze radzi sobie w relacjach z innymi ludźmi. Założył swój własny biznes, który dobrze prosperuje. Buduje go, zatrudniając ludzi dokładnie takich, jakich chce zatrudniać. I to on sam decyduje o swoim własnym życiu.

Ma piękny dom, udaną żonę, zdrowe dzieci i jeździ fajnym samochodem.

Jest szczęśliwy również z tego powodu, że przez swoją pracę pomaga innym ludziom.

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 32

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było jak czarne postacie dobijają się z przeraźliwym łomotem do domku na skraju lasu.

Hałas był dosyć duży, jednak nie tak duży jak postać znajdująca się wewnątrz domku. Wielkość tej postaci nie była wielkością fizyczną lecz wewnętrzną, czyli duchową i mentalną.

Czarne postacie wdarły się do domku lecz w tej samej chwili poraziło ich oślepiające światło.

Był to blask gospodarza.

Czarne postacie rozpuściły się, a w domku pozostał gospodarz i bezpieczeństwo.

Dzieci obudziły się ciekawe tego co się stało.

– Mamo, mamo, co to za hałas?

– To nic – odrzekła mama – to tylko panowie krasnoludki, ale już sobie poszli.

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 9

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki. Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o kreciku, który zmagał się z trudnościami przy budowie swojego domku.

W czasie drążenia korytarzy ziemia osypywała się, lecz krecik wytrwale wydobywał ją na powierzchnię gruntu. Budowa kosztowała go wiele wysiłku, ale był szczęśliwy, bo wydrążył przedpokój i duży salon.

Lecz przyszła ogromna ulewa. Rozmyła domek krecika, a on sam spłynął z wodą do rzeki. Ledwo utrzymywał się na powierzchni wody.

Zobaczył go bocian. Przyfrunął ratować krecika. Delikatnie wziął go w szpony i zabrał do swojego gniazda. Osuszył go, przykrywając suchą trawą. Wysłuchał i pocieszył.

Gdy ulewa ustała, bocian na swym grzbiecie przeniósł go w miejsce, gdzie grunt był bezpieczny. Krecik znów zaczął budować dom, o czym bocian rozesłał wici.

Wnet zjawili się pomocnicy – myszki, nornice, bóbr i jeż. Budowa poszła bardzo szybko, sprawnie i radośnie, bo bocian zadbał też o towarzyszkę dla krecika. Powstał przedpokój, salon i sypialnia.

Krecik zaprosił swoich przyjaciół na otwarcie domu. Stół był zastawiony smakołykami. Miła, ciepła atmosfera. Krecik był wdzięczny swoim przyjaciołom. Wszyscy byli bardzo szczęśliwi. Cieszyli się z nowej posiadłości krecika i z nawiązanej przyjaźni.

A krecik z krecikową mieli całkiem sporą gromadkę dzieci. I żyli długo i szczęśliwie…

dla Bożenki napisała Danuta Majorkiewicz

Gromadka dzieci – 8

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o wesołym, roześmianym chłopcu, który pomagał swoim dziadkom w pracach polowych. Któregoś dnia, posłali go po wodę do leśnego strumyka. Będąc przy jego brzegu usłyszał cichą muzykę, dochodzącą jakby spod ziemi. Zaintrygowany ruszył w jej stronę. Po kilku krokach poślizgnął się na mokrych kamieniach i spadł w dół. Znalazł się w jaskini. To właśnie z niej dochodziła muzyka. Na samym środku, przykuty do skały łańcuchami ze srebra, klęczał młody mężczyzna. To spotkanie, tak jak i wiele następnych, odmieniło życie obojga.

– Ale to już zupełnie inna historia – zakończyła babcia.

Autor: Ewelina

Lekkie krople deszczu – 31

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było idącą postać kobiety. Wydawała mi się znajoma. Odwróciła się. Tak, to właśnie ta osoba, której obraz stanął mi przed oczami. Kobieta trener. Mój trener. Mój trener z dawnych lat. Zawsze była pełna dobroci i miłości. Otwarta, życzliwa, pełna empatii. Uważna i dyplomatyczna. Widziała człowieka jak gdyby od wewnątrz niego samego.

Patrząc przez zamglone okno poczułam radość i wdzięczność, że właśnie z nią mogłam pracować. To dzięki niej, która była i jest dobrym liderem, dokonałam zmian. Dobrych zmian.

Dzięki temu dziś jestem radosna, szczęśliwa i spełniona.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Gromadka dzieci – 7

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Alicji, która przez zaczarowaną, króliczą norkę trafia do zaczarowanej krainy. Spotyka tam wielu przyjaciół, którym pomaga w rozwiązywaniu problemów. Po wielu przygodach, pełnych brawurowych akcji, wraca do domu. Tam również zaczęła pomagać.

Autor: Karolina

Polną drogą – 39

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili tuż przed sobą zobaczył olbrzymie lustro. Było bardzo długie i ciągnęło się jak wielki mur – w prawą i lewą stronę. Początkowo go nie zauważył, bo odbijało krajobraz i drogę, którą właśnie przyszedł. Widział w nim również nadchodzącego wędrowca – siebie samego. Gdy zrozumiał, że to jest lustro, przystanął zdziwiony i próbował znaleźć w nim drzwi, bramę, cokolwiek przez co mógłby przejść – nie znalazł. Próbował przejść górą, ale nie dał rady. Lustro okazało się za wysokie.

„Co to znaczy?” – pomyślał zirytowany. Wtedy zauważył, że niebo w lustrze zachmurzyło się, podczas gdy niebo nad nim pozostało bezchmurne. Wędrowiec wyjął małe lusterko i zaczął porównywać odbicie siebie i krajobrazu w swoim lusterku i w wielkim lustrze. Przyglądał się uważnie. Znalazł kilka różnic, największe dotyczyły jego wyglądu. W wielkim lustrze miał obszarpane ubranie, niesympatyczny wyraz twarzy i jakieś złośliwe błyski w oczach. Pomyślał, że chyba nie polubiłby człowieka, który wygląda tak jak jego odbicie w dużym lustrze.

„Chcę polubić siebie” – pomyślał – „chcę siebie szanować i chcę wyglądać tak, żebym sam ze sobą chciał się zaprzyjaźnić”.

Patrzył uważnie na duże lustro, ale nic się nie zmieniło. Westchnął głęboko i patrząc w oczy swojemu odbiciu, powiedział głośno:

– Potrzebuję tego! Potrzebuję lubić, cenić i szanować samego siebie. Potrzebuję być swoim przyjacielem. Chcę i potrzebuję…

Po czy dodał:

– Proszę.

Lustro zaczęło jaśnieć. Odbicie Wędrowca zmieniało się i jaśniało również, a z jego oczu popłynęła dobroć, życzliwość i mądrość.

Tak też Wędrowiec zaczął postrzegać samego siebie – z życzliwością i mądrą dobrocią.

Przypatrywał się uważnie swojemu odbiciu. Stał długo przed lustrem. Tak długo, aż na lustrze wyświetlił się napis – „Wracaj do domu. Już znalazłeś to, czego potrzebujesz”.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 6

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o tym, jak poznała ich dziadka. Było to na wojnie. On był zestrzelonym lotnikiem, ona pielęgniarką. Połączył ich gorący romans, później ślub i gromadka dzieci.

Autor: Daniel