Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…
Wspomnienia – jaki mają sens? – pomyślałam. Co prawda, ja też jestem sentymentalna, ale z przeszłości zatrzymałam tylko listy mojej mamy, dyplomy, zdjęcia rodzinne, słonika śp. cioci Krysi. Ale ciągle gromadzę listy i kartki od mojej córki, która jest niesamowitą osobą, dzięki której i ja nie ustaję w rozwoju, zarówno duchowym, umysłowym, jak i fizycznym.
Bo z „żywymi naprzód trzeba iść”, a wspomnienia, no cóż najważniejsze to te, które zatrzymało serce.
Muszę wrócić do listów. Dzięki zachowanym listom (pożółkłym już) poznałam historię odzyskiwania praw do własności ziemskich sprzed wojny. A najważniejsze – stanowią dowód w sprawie sądowej.
Autor: Ewa S.