Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Oboje rodzice patrzyli ma maleństwo z czułością i radością. Jednak w głębi serc tlił się lęk i obawa: „jakie życie będzie miał nasz syn?”. Czuli też strach, czy potrafią go wychować na dobrego człowieka…
Tymczasem mały wierzgał nóżkami we wszystkie strony, myśląc sobie: „No nareszcie wydobyłem się z tego ciasnego brzucha, W ogóle tam już nie było miejsca. Wreszcie mogę rozprostować kości… i chrząstki i wyciągnąć się porządnie. Ale tu fajowsko na tym świecie. Ktoś mnie cały czas gilgocze, uśmiechają się i płaczą na mój widok – to ździebko dziwne jest. A jak puszczam bąka, to klaszczą i się zachwycają. Podstawiają mi jedzenie, nawet jak nie jestem głodny. Co chwila sprawdzają, czy wszystko w porządku. Nie wiem, co mogłoby być nie w porządku, przecież ledwo się ruszam, to jeszcze nie bałaganię. No ale dobra, dostosuję się do tutejszych zwyczajów. Hmmm… zachciało mi się spać, tylko puszczę jeszcze bąka, żeby ucieszyć rodziców. Dobranoc”.
Autor: Elunia