Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad rzekę, aby świętować świętojańską noc. Brzeg rzeki zapełniał się ludźmi, coraz bardziej i bardziej. Rzeka płynęła przez mazowiecką nizinę. Wiła się wśród łąk, odpoczywających po pierwszym pokosie traw. Ludzie przybywali nad rzekę całymi rodzinami z wiosek leżących wzdłuż rzeki. Rozkoszowali się zapachem siana, złożonego w kopach i zapachem wodnych lilii oraz śpiewem ptaków, gnieżdżących się wśród drzew i krzewów. W ciszy i spokoju spuszczali na wodę kolejne wianki. A wraz z nimi wysyłali w świat swą miłość i życzliwość. Gdy zapadł zmrok i ptaki ucichły, zaczęli śpiewać ludzie. Po wodzie niósł się ich śpiew. Echem odbijał się po przeciwległym brzegu rzeki i wracał spotęgowany śpiewem ludzi z wiosek, leżących do drugiej stronie. Wrażenie było niesamowite. Śpiew rozchodził się po okolicy, coraz dalej i dalej. I to mnóstwo światełek płynących po wodzie. Jak w bajce. W ludziach rosła miłość, życzliwość i radość… I było jej coraz więcej na świecie…
Autor: Danuta Majorkiewicz