Przy pięknej starej toaletce – 30

Przy pięknej starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że…. właśnie.

Tak, to był sen, tylko sen, a ten który się zapamięta, ten nie dośnił się do końca. „Mam piękne sny” – pomyślała i mimowolnie zamknęła oczy, i tylko ręce coraz wolniej poruszały się, czesząc włosy, a może pieściły włosy jej dłonie jak wiatr i czuła, że jest lato, i ona w lesie, a w dłoni trzyma kwiat paproci. Ta końcówka nagle urwana. Co mogła oznaczać?

Skupiła się i zaczęła sobie przypominać. Była noc, a na stole w jej pokoju paliła się naftowa lampa. Strój, który miała na sobie, obciskał mocno jej kibić (czyli tułów od ramion po biodra), czuła to w miłym naprężeniu tkaniny i jednocześnie widziała samą siebie, swoje ciało, kuszące, kształtne w zielonym pięknym stroju. Jak mogła to widzieć? Widziała jednak, jakby czyimiś oczami, a może swoimi, ale umiejscowionymi gdzieś indziej? Wyglądała fantastycznie, młodo, kusząco i była zadowolona, i oczekiwała czegoś wyjątkowego. Skupiła się bardziej na detalach, które widziała we śnie. Przyglądała się sobie dokładniej. Miejscami przycięte i obrobione kawałki tkaniny zwisały w ubiorze luźno i to też podkreślało jej wygląd i strój, jego szykowność i atrakcyjną szczupłość jej ciała.

Rozejrzała się po pokoju. Wyjęła z szuflady patyczek, zdjęła szklany bursztynowy klosz z pięknej porcelanowej lampy naftowej, przyłożyła drewienko do ognia, przeskoczył płomień. Podeszła z nim do małej lampki stojącej na mahoniowym stoliku pod ścianą, zdjęła jej klosz i podpaliła knot. Drobny płomień ożył. Podkręciła knot, aby świecił słabiej, i z tą lampką w dłoni podeszła, zdmuchnęła płomień pierwszej lampy i wyszła.

Szła do lasu w ważnej sprawie. Wiedziała, że w ważnej sprawie i że musi tam iść. Była noc, ale wokoło było jasno, aż za jasno i może dlatego czuła coś magicznego. Spojrzała w górę. Na tle czerni widać było olbrzymi księżyc w pełni i małe pojedyncze chmury, musiały być cieniutkie, gdyż przeświecało przez nie światło księżyca i wydawały się one płatkami świecącego światła. Światło było tak intensywne, że wszystko wydawało się widoczne, tajemnicze i bezpieczne.

Przechodziła obok sadu. Nie śpieszyło się jej. W środku czerwca w tym sadzie wisiały, a raczej czerwieniały w dzień słodziutkie czereśnie. Sięgała dłonią. Owoce wyglądały na czarne i brzydkie, ale były słodkie. Tu wśród niskich drzew owocowych było ciemniej, pokręciła pokrętłem przy lampce i z małym opóźnieniem płomień stał się większy, a światło lampy stało się intensywniejsze. Teraz jaśniej wydawało się w pobliżu, a dalej wszystko wydawało się ciemniejsze i bardziej niepokojące.

Trzeba było iść. Zostawiła czereśnie z niechęcią. Szukała przecież czegoś bardziej wartościowego, kwiatu paproci. Sama nie wierzyła w kwiat paproci i w legendę też, ale obiecał jej ten kwiat czarownik. Wystarczyło tylko przyjść do lasu i go od niego wziąć. Teraz czuła się niespokojna. Przed nią był las i wydawał się czarny. A gdy weszła pomiędzy drzewa, wydały się one jej wielkie. Stało się nagle mroczno, czarno. Lampka oświetlała tylko to, co było najbliżej. Wokół słychać było jakieś dźwięki. Kukułka zakukała, obejrzała się za siebie. Stał tam i patrzył na nią. Skąd się tam wziął, tak nagle?

– Przyszłam tu po obiecany kwiat paproci. Daj mi go – poprosiła.

– On jest tu, ale kawałek stąd.

– Przynieś mi go.

– Sama musisz go wziąć, dla siebie.

Zastanawiała się chwilę i poszła. Głupie to było w tym śnie, tak pójść do lasu z kimś obcym, ale pamiętała, że przeszli kawałek i tak: Spotkała czarodzieja w lesie. Przeszli wśród drzew i znalazł on o północy to, co w baśniach kwitnie raz w roku, Kwiat paproci. Widziała paprocie. Patrzyła i widziała kwiatek na paproci. Daj go mnie, nakazała z oczekiwaniem. Dam go tobie.

Miała kwiat w dłoniach i tu sen nagle się urwał. Teraz skupiła się na tym momencie. Ma kwiat paproci w dłoniach. Widzi swoje dłonie, ma w nich kwiat paproci. Kwiat paproci, sama go wyrwała z liści krzaku paproci. Ma w dłoniach kwiat paproci. Widziała to i nic więcej. Co było dalej? Co wydarzyłoby się, gdyby się nie obudziła? Co miał dać jej ten kwiat paproci? Co ja chcę? Co chcę?!

Autor: Janusz Nitkiewicz