Nitki babiego lata – 34

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Nad rzeczką siedział samotny, nieszczęśliwy człowiek, który miał w sobie wiele wewnętrznego i nieuświadomionego gniewu do całego świata, za całokształt swojego nieszczęśliwego życia.

Snując się z miejsca na miejsce i czując, jak życie przecieka mu przez palce, zawędrował nad tę właśnie rzeczkę w poczuciu wielkiego osamotnienia.

Nie chciało mu się nawet spojrzeć na odbicie siebie samego w wodzie. Jego umysł przepełniał strach i czarna rozpacz. „Przecież nie tak miało być” – pomyślał. Czuł, że go to już wszystko przerasta – „jak ja mam być dobrym człowiekiem, skoro tyle razy ludzie udowodnili mi, że nie powinno się im ufać. Trzeba trzymać ich na dystans, a jak ktoś zacznie pyskować, to najlepszym rozwiązaniem jest rozjechać takiego kogoś walcem. Patrzeć jak jest mu źle. Ja cierpię… to dlaczego ktoś innym, krzywdząc mnie, miałby nie cierpieć? Przecież to takie oczywiste”.

To prawda, w życiu tego człowieka stało się wiele złego, niemniej jednak był również cień nadziei. Myśląc to, co napisane zostało powyżej, równocześnie zdawał sobie sprawę i czuł wewnętrznie, że tak dłużej nie może być. Trzeba coś z tym fantem zrobić, bo inaczej będzie siał zniszczenie, a chciał być dobrym człowiekiem.

Postanowił przestać się bać ludzi. Usiadł po turecku i pozwolił, aby złe rzeczy uleciały mu przez czubek głowy i rozpuściły się w przestrzeni.

Zaczął szukać nowych rozwiązań…

Znalazł wielkiego czarnego konia, z oczami w jednolitym czerwonym kolorze, i zaczął go ujeżdżać. Koń był niczym z piekła rodem, jednak ów człowiek, który teraz stał się jeźdźcem, prędko zdołał sobie z nim poradzić. Koń miał swoje piekielne narowy. Jednak za każdym razem jeźdźcowi udawało się je prędko lokalizować i rozpuszczać, częstokroć jeszcze zanim się pojawiły.

Jeździec zaczął przypominać anioła, który stał się silniejszy od mocy piekielnych. Sam słał ludziom dobroć i miłość.

I zaczął być mile widziany tam, gdzie się pojawiał.

Autor: Bubulubu