Polną drogą – 38

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wielką zieloną łąkę, pełną polnych kwiatów. Zatrzymał się na chwilę i czerpał siłę z tego widoku. Zastanowił się, dlaczego właściwie ta łąka wydała mu się taka niezwykła. Widział już niejedną łąkę. Nie jej przecież szukał. Uśmiechnął się do swoich myśli i ruszył w dalszą drogę.

Po jakimś czasie zrobiło się ciemno i niezbyt przyjemnie. Słońce nie ogrzewało już jego kroków i nie bardzo widział, dokąd idzie. Postanowił zaszyć się gdzieś i przeczekać noc. Słyszał groźne pomruki zwierząt. Było mu bardzo zimno. Na dodatek but obtarł mu stopę, tak że krwawiła. Wstrząsały nim dreszcze. Miał wysoką gorączkę. Poczuł się jak mały chłopczyk, który rzucił się z motyką na słońce. Płakał. Pomyślał sobie, że ten wielki trakt jest straszny i z pewnością zaraz zje go wilk. Łkając zasnął ze zmęczenia. Przyśniła mu się łąka, ta sama, którą minął dziś po drodze. We śnie była równie piękna. Rozluźnił się.

Gdy się obudził, zrozumiał, że przecież ta łąka ciągle tam jest. Odetchnął z ulgą. Wiedział już, że nawet w tych ciemnościach ona tam jest.

Zrobiło się jasno i przyjemnie.

Autor: Wędrowny Grajek