Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciężki sprzęt, odśnieżający nagromadzone zwały starego śniegu. Powoli z poboczy drogi znikały góry szaroburego śniegu, a deszcz rozpuszczał pozostałe jeszcze resztki, odsłaniając ziemię, która mogła wreszcie odetchnąć.
– Uff… nareszcie – ziemia wydała z siebie ciężkie westchnienie, ale było to westchnienie ulgi.
Deszcz powoli wsiąkał w jej coraz głębsze warstwy, pobudzając do życia uśpione larwy, korzenie i nasiona, z których już wkrótce rozwiną się nowe pędy.
Autor: Ewa Majewska