Polną drogą – 24

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył połyskujący pałac, który wyglądał, jakby był z prawdziwej bajki. Postanowił więc zbliżyć się do niego, aby lepiej się mu przyjrzeć. Stanął u jego wrót, spojrzał do góry i pomyślał, że nie wierzy własnym oczom. W przestworzach unosiła się wesoła młodzież na latających miotłach.
Widać było, że dobrze się bawią. Otworzyły się wrota, a z nich wyłonił się elegancki pan i zaprosił wędrowca do środka. Okazało się, że była to szkoła czarodziejów. Rozkład dnia był zawsze starannie zaplanowany, lecz nie przeszkadzało to w nauce pełnej poezji i dobrej zabawy, ponieważ do szkoły uczęszczali sami pasjonaci.

Wędrowiec na pamiątkę swojej wizyty otrzymał podręcznik magiczny i błogosławieństwo dyrektora.

Wędrówka trwała nadal…

Jak widać warto poszukiwać i podążać własną drogą, bo nigdy nie wiadomo, co dobrego może nas spotkać.

Autor: Bubulubu

Ciemność zgęstniała – 37

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przepędzając mrok.

Stary człowiek, siedzący na szczycie wzgórza, przyglądał się temu światełku z wielką uwagą. Zauważył, że ciemność znowu zgęstniała i z wielką siłą zaatakowała światełko, które zaczęło migotać i słabnąć. Starzec pstryknął palcami i światełko urosło, wzmocniło się. Stało się wielkim, potężnym światłem i rozjaśniło nie tylko bliższą, ale i dalszą okolicę. Oświetliło ziemię, spływającą krwią rannych i zabitych ludzi, opancerzone wozy bojowe i żołnierzy obu walczących stron, chowających się przed przeciwnikami i namierzających kolejne cele do zaatakowania.

Starzec ponuro pomyślał, że historia znowu toczy się kołem. Ludzie, dawniej współpracujący ze sobą, sąsiedzi, znowu zaczęli bić się o Ziemię, która do nich nie należy. „Czy oni naprawdę nie rozumieją, że dostaliśmy Ziemię we wspólne użytkowanie?” – pomyślał zdziwiony i zatroskany – „nie widzą, że ich miłość własna i pycha zasłaniają im fakt, że wojna niszczy i zabija to, co jest w życiu najważniejsze? Ba, nawet samo życie zabija…”

Drgnął, gdy otaczające go powietrze zamigotało i zobaczył obok siebie unoszącą się w powietrzu świetlistą postać.

– Merlinie, pomogłeś światłu – odezwał się Anioł.

– Nie mogłem patrzeć na śmierć niewinnych. Niestety, wiem, że ciemność zaraz się wzmocni.

– Kiedyś stosowałeś inne metody. Zsyłałeś na dowódców wypadki, zarazy i zdrady – pamiętasz Cezara?

– Niestety, to skutkowało na krótko. Zawsze znajdował się ktoś następny, dążący do podporządkowania sobie świata.

– Co teraz zrobisz? Ludzie, jak widać, nie mądrzeją, tylko doskonalą się w sztuce wojny, nienawiści i wrogości.

– Nie wiem – westchnął zmęczony Merlin – myślę.

Po czym zapytał:

– A czemu Wy nic nie zdziałaliście? Nie widać, żebyście w ogóle coś robili w sprawie tej wojny i tej ciemności.

– Niestety, nikt nas o to nie prosił. Tę wojnę i tę ciemność wywołali sami ludzie. Znasz nasze uprawnienia. Musimy szanować ich wolę. Tak ustanowił Najwyższy. Nie po to dał ludziom wolność i wolną wolę, by im to odbierać. Anioły nie mogą pomagać nieproszone.

– A ja jestem jeszcze człowiekiem? – zapytał Merlin – jak mnie traktujecie, skoro żyję już kilka tysięcy lat?

– Aniołem na pewno nie jesteś – odpowiedział Anioł. Potem uśmiechnął się łagodnie i dodał:

– Tak, możemy uznać, że nadal jesteś człowiekiem.

– Więc proszę, pomóżcie światłu. Pomóżcie uspokoić umysły, wyciszyć emocje, zaprowadzić ład i pokój. Niech światło znów rozświetla Ziemię i życie ludzi na Ziemi. A razem z nim niech powrócą miłość i szacunek dla życia.

Anioł znowu się uśmiechnął i zamigotał. Światłość powiększyła się. W powietrzu znalazło się wiele jej świecących, migocących drobinek. Widać było, jak ten świetlisty pył trafia do głów i do serc walczących ludzi.

– Trochę to jeszcze potrwa – mruknął Anioł – pył musi trafić do każdego człowieka. I trzeba jeszcze trochę czasu, żeby zadziałał…

Po czym Anioł zostawił Merlina, siedzącego na wzgórzu, i dołączył do innych Aniołów. Do całej armii Aniołów, które udzielały pomocy Ziemi i zbolałym ludziom.

Autor: Archiwista SC

Polną drogą – 23

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył las i usłyszał wróble kłócące się między sobą. Ćwir, ćwir, ćwir. Tak raczej usłyszał głośne ćwierkanie. Wróble go nie interesowały. On ich z pewnością też nie interesował. Co dzikiego wróbla może obchodzić człowiek? Ale czemu tak zajadle ćwierkały?

Wszedł pomiędzy drzewa i zobaczył żołnierza, a obok niego małego chłopczyka. Malec miał może osiem lat i karmił wróble, a one podlatywały i przepychały się, podskakiwały, by złapać coś dla siebie. Te bardziej zwinne chwytały okruszki w locie. Gdy malec przestawał rzucać okruchy, wróble zaczynały walczyć o drobiny leżące jeszcze na ziemi, a przy tym głośno ćwierkać. Może tak pokrzykiwały też na malca, by rzucił im jeszcze drobin chleba? 

Chłopiec, był szczęśliwy, spojrzał na tatę, podnosząc wysoko głowę i coś mówił. Radość wychodziła z całej jego postaci z gestów, a wystarczyło karmić wróble. Tak, karmić wróble w towarzystwie. Karmić je w towarzystwie taty. Usłyszał odpowiedź żołnierza: „One uwielbiają czerstwy chleb”.

Patrzył na nich, ale udawał, że patrzy na wróble.

Czego ludzie potrzebują, wszyscy? Wiadomo, być przez kogoś kochanymi (akceptacji, bezpieczeństwa, poczucia niebycia samemu) i potrzebują czegoś jeszcze, być szczęśliwymi. Tego, że są kochani, nie uświadamiają sobie, gdy to mają, to wydaje się wtedy takie oczywiste i nie ważne. Drugie, bycie szczęśliwym, to bywa się szczęśliwym. A chciałoby się, a i niektórzy się tego domagają, by było cały czas. „Ten dzieciak jest szczęśliwy” – pomyślał – „ale tylko dziś przez te kilka godzin? A potem jego tato wyjedzie”.

Zapytał o coś żołnierza i okazało się, że nie tato, a wujek i że dzieciaki takie są, że one cieszą się z byle czego i że żołnierzowi ten nastrój też się udziela. Patrzył na nich i nie wierzył, dzieciaki są różne, krzykliwe i niezadowolone, i złośliwe. „A może żołnierz czuje, że ten mały też go kocha” – pomyślał – „taką miłością, jaką kocha się aktora, tyle że tu kogoś, kto się nim interesuje?”

Chleb się skończył i wróble się rozbiegły, a malec z żołnierzem poszli przez las na przełaj, jak mówił żołnierz na azymut. Malec podskakiwał i zaczepiał gałęzie.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Polną drogą – 22

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wielki znak zapytania, stojący przy drodze. Okazało się, że była to rzeźba, postawiona na odludziu. Wędrowiec stanął przy niej i zamyślił się. Pomyślał sobie, że szuka sensu życia, a nawet nie wie, po czym go rozpozna.

Usiadł więc pod rzeźbą, przedstawiającą znak zapytania. Oparł się o nią wygodnie, wyjął notes i zaczął zapisywać w nim pytania, które rodziły się w jego głowie:

– Czego naprawdę chcę od życia?

– Co naprawdę mnie uszczęśliwi?

– Co cenię?

– Dla kogo żyję?

– To coś, czego szukam ma pomóc mnie? A może innym ludziom? A może ma pomóc w określeniu mojego miejsca wśród ludzi?

– Czy będę szczęśliwy?

– Czy mam założyć rodzinę?

– Czy oświadczyć się mojej dziewczynie?

– Czy naprawdę ją kocham?

– Czy mnie nie zdradzi?

– Pójść do pracy, czy rozpocząć kolejne studia?

– Czy wygram na loterii lub w Lotto?

Odpowiedzi zaczęły pojawiać się już w trakcie zadawania pytań.

Wędrowiec uświadomił sobie, że nie wszystkie były dla niego przydatne i nie wszystkie pomogą mu w odnalezieniu sensu życia. Przyjrzał się pytaniom i zauważył, że to pytania nakierowywały go na odpowiedzi. A więc niektóre z pytań były bardziej przydatne, a inne mniej. Pomyślał, że warto zacząć od samych pytań. Zastanowił się, jakie pytania byłyby dla niego dobre? Jakie pytania pomogą odnaleźć i rozpoznać sens jego własnego życia? Usiadł wygodniej. Ręka z długopisem zawisła nad kartką w notesie. Zamyślony przywoływał odpowiednie dla siebie pytania. W pewnej chwili zapisał jedno z nich. Zastygł w bezruchu i jego ręka zapisała następne pytanie. Nie śpieszył się. Wiedział, że ma czas. Mając odpowiednie pytania, zacznie szukać przydatnych dla siebie odpowiedzi. Pomyślał, że na szczęście siedzi wygodnie, więc skupił się na wymyślaniu, a może raczej na przywoływaniu kolejnych pytań.

Autor: Ewa Damentka

Polną drogą – 21

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył małą jaszczurkę, która przecięła mu drogę i skryła się pod dużym kamieniem. Wzrok wędrowca podążył za nią i zastygł w bezruchu. Przez długą chwilę nie działo się nic. Tylko wiatr lekko kołysał koronami drzew. To NIC przeciągało się i przeciągało, aż wędrowiec ocknął się z zamyślenia, z którego wyrwał go olśniewający pomysł, domagający się natychmiastowego wcielenia w czyn. Jaszczurko – zawracam!

Autor: Ewa Majewska

Polną drogą – 20

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył idącego w jego stronę mężczyznę w sile wieku, ubranego w mundur leśnika.

Nie widział go tu nigdy wcześniej, mimo że w tej okolicy mieszkał od urodzenia.

Mężczyźni mijając się, uśmiechnęli się do siebie nieśmiało.

– Dzień dobry – powiedział leśniczy – a Pan gdzie tak się śpieszy?

Młodzieniec opowiedział mu swoją historię, że nie ma tu na wsi żadnych perspektyw na pracę i godne życie. Jest zmuszony iść do miasta, szukać pracy, a w domu zostali starzy, schorowani rodzice bez opieki.

Co on ma zrobić? Podjąłby każdą pracę, chociaż ma wykształcenie techniczne.

Mimo pięknej pogody, atmosfera zrobiła się bardzo smutna.

Panowie już mieli się rozejść, każdy w swoją stronę, kiedy leśnik spytał młodzieńca, czy nie podjąłby się pracy przy wycince lasu – tu, kilka kilometrów dalej.

Mówił, że jemu kiedyś pomogli ludzie, więc on teraz chce pomóc temu młodemu człowiekowi. Jak mówi przysłowie – „dobro powraca”. Trzeba wierzyć w ludzi.

Młodzieniec uśmiechnął się szczęśliwy, że będzie mógł opiekować się swoimi kochanymi rodzicami, a jednocześnie będą mieli za co żyć.

W tym momencie słońce wyszło zza chmury i polanę, na której stali, rozświetliły jasne promienie.

Autor: Joanna

Polną drogą – 19

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył, że droga się rozwidla. Przystanął, żeby zdecydować, którędy ma pójść. Po długiej chwili rozmyślania zawrócił do domu. Uznał bowiem, że w następną podróż wybierze się dopiero wtedy, gdy będzie dokładnie wiedział, czego chce i gdy będzie umiał samodzielnie podejmować trudne decyzje.

Autor: Ewa Damentka

Polną drogą – 18

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył gnającego na motocyklu, niczym na czarnym rumaku, jeźdźca, który ujrzawszy wędrowca, z piskiem opon zahamował, po czym cofnął się i wrócił do niego.

– Podrzucić gdzieś? – zapytał.

– Nie wiem… – niepewnie wymamrotał zaskoczony szybkością akcji wędrowiec.

– Oj, wsiadaj chłopcze, bo nie wiem, kiedy będę tędy jechał następnym razem.

Ani się obejrzał, a już mknął z nieznajomym wprost przed siebie.

Autor: Ewa Majewska

Polną drogą – 17

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył miasto, rozciągające się w dolinie, przez którą przepływała rzeka. Postanowił zejść z góry i zatrzymać się tu na jakiś czas. Miasto było stare, ale bardzo piękne. Wąskie uliczki zbiegały się promieniście w rynku. W samym środku stał ratusz, ze starym zegarem. Jego mosiężne wskazówki pokazywały ludziom, która jest godzina. Zobaczył też duży budynek, w kierunku którego szły grupy młodych ludzi.

Był to uniwersytet i wtedy wędrowiec zrozumiał, że znalazł to, czego szukał. Postanowił się kształcić.

Autor: Krystyna

Polną drogą – 16

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył źródło krystalicznie czystej wody. Wyglądało jak fontanna. Na jej brzegu siedziała młoda dziewczyna. Było w niej coś dziwnego, eterycznego wręcz. Nie przypominała człowieka. Gdy go dostrzegła, uśmiechnęła się słodko.

– Co to za miejsce? – zapytał zaintrygowany wędrowiec.

– Fontanna wszelkiej wiedzy. Wystarczy jeden łyk i posiądziesz całą wiedzę, znaną ludzkości. Jednak strzeż się! Każda wiedza ma swą cenę. I dla każdego jest ona inna.

– Skąd o tym wiesz?

– Strzegę tego źródła od tysięcy lat. Jest moim domem.

– Kim właściwie jesteś?

– Wiedzą.

Autor: Ewelina