Gromadka dzieci – 26

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o wronie, która wiele lat mieszkała w gnieździe nieopodal domu. Każdej wiosny, wspólnie ze swoim ptasim mężem, wili i naprawiali stare gniazdo. Zwykle na początku lata wylatywało z niego jedno pisklę, pieczołowicie chronione przez całą ptasią rodzinę. Różne ciotki i wujowie służyli pomocą w parku, w którym rodziło się pisklę. Odganiali agresywne sroki. Dawali znać, kiedy gdzieś pojawiło się jedzenie, a kiedy opierzone pisklę pierwszy raz opuszczało gniazdo. Czuwali też rodzice, karmiąc je różnościami, spokojni o to, że każdy kot, pies czy inny duży ptak zostanie przegoniony przez resztę rodziny.

Bo ptaki, tak jak i ludzie, chętnie długo opiekują się potomstwem.

Autorka: Magda z Dachu

Gromadka dzieci – 25

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o pięknych, leśnych duszkach, które opiekowały się wszystkimi roślinami, rosnącymi w lesie. Te duszki nazywały się skrzatami i mieszkały w czarodziejskich kręgach, utworzonych przez grzyby. Skrzaty mieszkające wśród borowików miały białe spodenki, brązowe kubraczki i gęste czupryny brązowych włosów. Nazywano ich Borowiczkami. Niedaleko Borowiczków mieszkała rodzina wesołych Muchomorków, ubranych w czerwone kubraczki i białe czapeczki. Niedługo miały rozegrać ze sobą mecz w piłkę żołędziową, na słonecznej polanie między drzewami, i były tym bardzo podekscytowane.

Autorka: Ela S

Kiedyś dawno dawno temu – 39

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Chłopiec był ich pierwszym dzieckiem i… jedynym, jakie planowali. Byli dumni i szczęśliwi, że się zjawił na świecie. Otaczało ich światło i dobre wróżki. Niestety, zjawiła się też zła wróżka, której rodzice nie zauważyli, bo przyjęła postać małego obłoczku. Zawisła pod sufitem i wypuściła dwie drzazgi. Jedna z nich spłynęła do serca, a druga do mózgu dzidziusia. Dobre wróżki musiały się z tym pogodzić, bo właśnie takie było wskazanie Koła Fortuny, zakręconego dla tego chłopca. Kolejne dziecko jego rodziców miało dostać w prezencie promyki światła, bo to wyprosiły wróżki u swoich zwierzchników. Dzięki temu drzazgi w sercu i mózgu chłopczyka rozpuściłyby się z czasem.

Tylko… wróżki nie wiedziały, że rodzice chłopca w ogóle nie planowali drugiego dziecka, bo uznali, że jedno im wystarczy. Chcieli dać mu jak najlepsze warunki rozwoju. Myśleli, że drugie dziecko by w tym przeszkadzało, że byłoby konkurencją… Zależało im, żeby chłopczyk wiedział i czuł, że jest bezwarunkowo kochany.

Dziecko rozwijało się dobrze. Rodzice bardzo się z tego cieszyli i bardzo go chwalili. Chłopczyk myślał, że tak ma być i że to mu się należy. Zatrute drzazgi sprawiały, że pochwały wbijały chłopca w pychę. Przekonany o własnej wyższości zaczął pogardzać rodzicami, babciami, dziadkami, ciotkami, wujkami, nauczycielami, sąsiadami, koleżankami i kolegami – po prostu wszystkimi ludźmi. Nikogo nie słuchał. Z nikim się nie liczył. Zadzierał nosa, był nieuprzejmy, wręcz opryskliwy… Również wydawało mu się, że wie, jak powinien wyglądać świat, że zna rozwiązania wszystkich problemów i że ludzie są głupi, bo go nie słuchają.

Tymczasem dobre wróżki nie próżnowały i wyprosiły zgodę od Losu, by dać chłopcu jeszcze jedną szansę. Dopuszczono je przed Koło Fortuny. Zakręciły nim i okazało się, że już można chłopcu pomóc.

Jednak, chłopiec w międzyczasie zdążył przeistoczyć się w mężczyznę i nie był zainteresowany uzyskaniem jakiejkolwiek pomocy. Uważał, że jest idealny i że jest jedynym mądrym człowiekiem na świecie…

Nie znał jednak siły miłości i światła, a te sprzyjały wróżkom. Dobre wróżki, gotowe do działania, czekały na odpowiednią chwilę… Długo czekały, ale nie traciły cierpliwości.

Niezależnie od tego, co działo się w jego życiu, mężczyzna stawał się coraz bardziej zatwardziały, okrutny i nieludzki. Wróżki jednak wierzyły, że to się zmieni, choć na chwilę. Przecież potrzebowały tylko chwili…

Kiedyś nadszedł czas, gdy Widmo Wojny stanęło u granic kraju, w którym mieszkał mężczyzna, a ten, tak jak wielu innych ludzi, zaczął się bać… o siebie… oraz o… swoją rodzinę i znajomych… Po raz pierwszy zaczął myśleć nie tylko o sobie, ale i o innych…

Kiedy ze strachu otworzył swoje serce i umysł, wróżki zaczęły ogrzewać je ciepłem miłości i światłością. Drzazgi rozpuściły się i spłynęły z dół, do samego środka Ziemi. Ciało mężczyzny po raz pierwszy stało się rozluźnione, zrelaksowane, wewnętrznie ogrzane…

Wtedy wróżki uśpiły mężczyznę i we śnie przedstawiły mu jego historię. Wyjaśniły, jak przebiegało jego dotychczasowe życie i jak by się ono potoczyło, gdyby miał młodszą siostrę. Pokazały działanie zatrutych drzazg w sercu i w mózgu – oraz konsekwencje z nimi związane – zarówno straty, jak i zyski, które z tego miał. Ukazały również możliwość życia bez tych drzazg oraz korzyści i niewygody takiego rozwiązania, gdyż musiałby się wówczas nauczyć na nowo żyć, współpracować, poznawać siebie i innych ludzi…

Wyjaśniły, że troszczyły się o niego i bolało je, że dotąd nie miał możliwości wyboru. Zatrute drzazgi mu to odebrały. Teraz wróżki pomogły mu odzyskać neutralny stan ducha i jasny umysł, bo chcą, żeby sam wybrał. Sam ma zdecydować, czego chce – powrotu do życia z odtworzonymi zatrutymi drzazgami, czy możliwości nowego życie – bez tych drzazg… On ma prawo wybrać, co chce, a one – dobre wróżki – każdy jego wybór uszanują. Gdy dokona wyboru, ich rola się skończy się i pofruną pomagać kolejnym osobom.

Gdy upewniły się, że mężczyzna zrozumiał ich przekaz, wróżki poprosiły, by starannie zastanowił się, czego chce i wybrał…

Mężczyzna, we śnie, zamknął oczy. Pomyślał chwilę. Potem rozważył różne warianty i… zdecydował.

Obudził się rześki i z jasnym umysłem. Otworzył oczy, uśmiechnął się i poczuł miłe ciepło w okolicy serca, gdy zobaczył odfruwające wróżki.

Autor: Babcia Jaga

Gromadka dzieci – 24

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o swoim dawnym pobycie w Australii i o bardzo niegrzecznych kangurach, które dokuczały sobie nawzajem.

Jedna kangurzyca miała w torbie córeczkę, którą bardzo kochała i cały czas interesowała się, czy jej czego nie brakuje. Pokazywała jej piękne kwiatki. Mała miała też tatę, który bardzo ją kochał, tak jak was kocha mama i tata…

Zrobiło się ciemno. Mama kangurzyca ułożyła się do snu, sprawdziła, czy córeczce jest wygodnie i czy nie jest głodna. I zasnęły obie smacznie.

A teraz wy napijcie się mleczka z miodem, ucałujcie mamę i tatę i biegiem lećcie do swoich łóżeczek. Życzę wam kolorowych snów.

Autorka: Danusia

Gromadka dzieci – 23

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o dziewczynce i chłopcu, którzy wybrali się w długą podróż. Dzieci były rodzeństwem, które pozostawiło swój dom rodzinny i postanowiło pojechać na koniec świata. Wędrowali już kilka godzin. Zaczęło się robić ciemno. Zmęczenie i głód dokuczały im coraz bardziej i bardziej.

W pewnej chwili dziewczynka zatrzymała się i zapłakała. A dlaczego?

Autorka: Gryzipiórek

Kiedyś dawno dawno temu – 38

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Każda pora roku wita nowe życie szczególnym układem gwiazd. Często są to wspaniałe konstelacje, ale bywa i tak, że coś się w promieniach gwiazd zagmatwa. Wtedy nadzieja umiera, bo chore dziecko stawia nas w odwrotnej sytuacji. To my musimy zrobić wszystko, żeby to małe zagmatwane życie uczynić znośnym. Niezwykłe wyzwanie, niesamowity trud, ale i wielka nagroda. Można się poczuć stwórcą, kiedy chore, krzywe nóżki zaczynają się prostować, słabe serce bije coraz mocniej i równiej, a niewidzące maleństwo zaczyna końcami palców odczuwać kolory. Wtedy można zachłysnąć się miłością i sukcesem.

Autor: Magda z Dachu

Gromadka dzieci – 22

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o swoim życiu.

Babcia mówiła:

Ja bajek nie umiem opowiadać, ale opowiem wam, jak byłam mała i o mojej rodzinie.

Miałam dwie siostry – jedną starszą i drugą młodszą. Bawiłyśmy się w domu lalkami. Kiedy przyszła zima, chodziłyśmy do parku, żeby zjeżdżać na sankach. Park był bardzo blisko, chodziłyśmy tam same i na zmianę zjeżdżałyśmy z górki. Mama nie pracowała, a nasz tata był górnikiem, pracował w kopalni na Śląsku i codziennie pociągiem do pracy jechał.

Pracował na trzy zmiany, na ranną 6-14, na popołudniową 14-22 i nocną 22-6 rano.

Tatuś bardzo nas lubił i co jakiś czas przynosił nam napoleonki.

Autorka: Zosia S

Lekkie krople deszczu – 38

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemną, burzową chmurę, która próbowała podpłynąć bliżej domu. Na szczęście dla jego mieszkańców, to się jej nie udawało, mimo że sprzyjał jej silny wiatr popychający ją w tym kierunku.

Na chmurze znajdowało się wielu płanetników. Niektórzy wiosłowali, inni bosakami odpychali się od lżejszych szarawych chmurek, po to by odciągnąć chmurę od domu. Na tych szarawych chmurkach też byli płanetnicy, pomagający odepchnąć dużą burzową chmurę.

Udało im się! Wspólnym wysiłkiem zaprowadzili chmurę nad wielkie morze. Sprawdzili, czy pod spodem jest pusto. Gdy zobaczyli, że w promieniu wielu mil, nie znajdował się żaden statek lub łódka, odetchnęli z ulgą. Zatrzymali chmurę i pomogli jej uwolnić się od deszczu i piorunów.

Przez okno widać było rozbłyski na horyzoncie, ale nad domem już błękitniało niebo i lekkie krople deszczu coraz wolniej stukały o parapet.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 21

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o chłopczyku, który nazywał się Pinokio. Jak to się stało, że przyszedł na świat? Że jego Tatuś, chcąc dzielić z kimś życie i mieć swoje własne dziecko, wystrugał go z drewna i kochał go nad życie, tak samo zresztą, jak kochał swego Tatusia Pinokio.

Babcia również powiedziała dzieciom, że jeśli Pinokio nie mówił prawdy, jego nos wydłużał się coraz bardziej i wszyscy dookoła widzieli, kiedy kłamie. Z tego też powodu Pinokio coraz rzadziej kłamał. Była to przestroga dla dzieci, bo a nuż spotka ich to samo, co Pinokia…

Autorka: Alicja

Kiedyś dawno dawno temu – 37

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

– Tak – pomyślał ojciec – nauczę go jazdy samochodem – będzie z niego świetny kierowca.

– I przejmie po mnie warsztat – powiedział już na głos.

– Co? – zapytała żona.

– Nic…

– Słyszałam… może przejmie, a może nie… Pamiętasz, co mi obiecałeś? Mały sam wybierze, kim będzie chciał być i co będzie robił.

– Tak, tak…

– No więc?

– Będzie dobrze. Wszystko co przyjdzie, będzie w porządku. Z tartakiem czy bez niego. Obiecuję! – odpowiedział Tata.

Autor: Ewa Majewska