Gromadka dzieci – 20

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Misiu Uszatku i jego przyjaciołach. Wszyscy bardzo lubili miód i ciągle go brakowało. Ale ktoś wpadł na pomysł, żeby miód zamienić na cukierki, których nie lubił miś i… skończył się problem, a wszyscy byli bardzo szczęśliwi.

Autorka: Iwonna

Lekkie krople deszczu – 37

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było szarawobrunatny pejzaż, który rozpuszczał się po wpływem deszczu.

Brudne smugi spływały po budynkach, latarniach, chodnikach, parasolach i przemykających w strugach deszczu ludziach. Deszcz padał równomiernie i długo. Ciemne smugi spływały do studzienek kanalizacyjnych.

Po pewnym czasie, spod szarawobrudnej rzeczywistości zaczęły przeświecać czyste, żywe kolory – czerwony, żółty, niebieski, zielony… – w najrozmaitszych odcieniach.

Deszcz padał dalej i w końcu odsłonił piękno, które pod szarością było schowane.

Kolorowe domy lśniły i cieszyły oczy. Lśniące czystością liście drzew oraz soczysta trawa cieszyły również. Parasole zrobiły się kolorowe, podobnie jak ubrania przechodniów.

Ludzie przestali się śpieszyć i zaczęli spacerować, cieszyć się deszczem. Przystawali i rozmawiali ze znajomymi i nieznajomymi. Ich oczy błyszczały i promieniały radością.

Niebo przejaśniło się, deszcz przestał padać. Zza chmur wyjrzało słońce i po godzinie już tylko mokre kałuże na ulicy i na chodnikach przypominały, że w ogóle padało…

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 19

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o pięknej królewnie, zamkniętej w wieży zamkowej.

Królewna stała przy oknie i patrzyła na cudowną jesienną przyrodę, na zielono-czerwone drzewa i prawie puste szare pola. Było to bardzo dawno i bardzo daleko. Królewna bardzo by chciała pobiegać wśród tych drzew, ale była niegrzeczna, uparta, krnąbrna i pyskata i za to tata król zamknął ją w wieży. Długo tam już przebywała, bo pamiętała, że widok przez okno był zupełnie inny. Wszędzie zielono, a pola pokryte pięknym kwieciem. Bardzo chciała wyjść na wolność. Postanowiła więc przeprosić tatę za swoje złe zachowanie i bardzo, bardzo chciała zmienić swoje postępowanie. Ale niedobry ten król odpowiedział…

Wnuczek jęknął, a Wnuczka pokiwała główką. Babcia widząc zadumane i wystraszone buźki swoich wnucząt powiedziała, że król wcale nie był taki zły. On bardzo kochał swoją córkę i chciał, aby przemyślała swoje zachowanie. Dzieci patrząc na babcię wyszeptały: „dobrze, że u nas nie ma królów, a my postaramy się być zawsze grzeczne i posłuszne. Dobranoc Babciu – dziękujemy”. I poszły spać.

Autorka: Joanna

Gromadka dzieci – 18

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Dawnolandii, dziejach dawnych grodu, w którym kiedyś zamieszkiwali ich pradziadowie… i pradziadowie pradziadów, prababcie i jeszcze dawniejsi przedstawiciele rodu.

O czasach, kiedy w puszczy, porastającej okolice, chodziły niedźwiedzie, a plemiona Słowian wspólnie gromadziły się, naradzając się nad najlepszą metodą ich upolowania…

W oczach dzieci blask robił się jeszcze większy, niż na początku opowieści. Uwielbiały takie wieczory z babcią, przy kominku.

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 36

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było park, staw w parku, kolorową zieloną ławeczkę, która przy tej pogodzie wyglądała dość smętnie i trochę oblepiały ją liście.

Siedziałam przy oknie i myślałam o minionym lecie i o tej ławeczce. Była dla mnie symbolem oczekiwania, bo skoro już jest takie piękne miejsce, to powinno się tam coś pięknego wydarzyć.

Dlatego w ciepłe letnie dni przychodziłam tam, nieraz bardzo wcześnie rano, słuchałam ptaków lub nagranych powieści, albo coś dziergałam na drutach. Czasem przychodził na tę ławeczkę ktoś jeszcze i przyglądał mi się. Czasem rozpoczynał rozmowę i teraz, kiedy lato już minęło i pada jesienny deszcz, myślę, że to było najpiękniejsze, co się mogło wydarzyć.

Autor: Borówka

Gromadka dzieci – 17

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o przygodach szewca Dratewki, który był niezwykle dzielnym i zaradnym młodzieńcem. Posiadał umiejętność zszywania, łatania, łączenie i przywracania życiu rzeczy, przedmiotów, a nawet niematerialnych bytów – takich jak chociażby chmury…

Jeśli z poszarpanych chmur padał zbyt długo deszcz, szewc Dratewka wyciągał swoją igłę i zszywał obłoki. Deszcz ustawał, a na niebie pojawiała się tęcza.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 16

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o rozstaniu. O tym, że każdy kwiat kiedyś przekwita i odchodzi i należy pamiętać, że trzeba cieszyć się tym kwiatem wtedy, kiedy jest. Trzeba go wąchać i podziwiać.

Można też podarować go komuś bliskiemu…

Ale… kiedy nadejdzie jego czas, trzeba pozwolić mu odejść, ewentualnie zasuszyć w ulubionej książce…

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 35

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemne chmury. Polną drogą szedł elektryczny człowiek. Padający deszcz powodował, że jego pole rażenia stawało się coraz większe.

Po niedługim czasie widać już było tylko coraz większą i porażającą kulę piorunów i wyładowań elektrycznych. Nikt nie wiedział, co to wszystko ma znaczyć. Ludzie zaczęli uciekać w popłochu, a strażacy, którzy chcieli ją ugasić, prędko zostali zamienieni w węgielki.

Z nieba przyleciał Anioł i wskoczył w tę kulę piorunów. Dał zaledwie dwa albo trzy razy elektrycznemu człowiekowi w przysłowiową papę, przewracając go przy okazji, po czym wyjął czarną smołę z serca i głowy naszego bohatera.

Elektryczny człowiek wstał lecz nie był już człowiekiem elektrycznym, ale normalnym człowiekiem

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 15

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o czerwonym kapturku, który ubierał się na zielono, a koloru czerwonego unikał, jak diabeł święconej wody.

Dzieci się rozbudziły, każde zaczęło znosić do domu wszystko w kolorze zielonym. Jedno z nich nawet przefarbowało włosy na tenże piękny kolor… Rodzice nie byli zachwyceni z tego powodu i ogolili dziecko na łyso.

Nie zniechęciło to go wcale. Kiedy podrosło, pomalowało się całe na zielono, wskoczyło do pierwszego lepszego statku kosmicznego i wylądowało na Marsie, stając się prawdziwym ufoludkiem.

Pech jednak chciał, że jest to czerwona planeta.

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 14

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o człowieku, który wyszedł ze swojego nieszczęścia.

Kiedyś uświadomił sobie, że jego życie nie wygląda tak, jakby chciał. Zrozumiał, że jego kłopoty, troski i nieszczęścia otaczały go i zmieniały rzeczywistość. Zatruwały jego myśli, jego działania i jego relacje z ludźmi…

Postanowił, że chce to zmienić. Uznał, że da radę… Wyobraził sobie siebie i chmurę nieszczęść, trosk, poczucia krzywdy, zmartwień i innych paskudztw, które go otaczały. Wpadł na pomysł, że im ucieknie!!!

Wybrał się więc na długi spacer i wyobrażał sobie, że idzie szybciej niż jego nieszczęścia. Zobaczył, jak pozostające w tyle troski, zmartwienia, krzywdy, nieszczęścia, a nawet strach, rozwiewają się w powietrzu, a otaczająca go chmura staje się coraz cieńsza. Szedł dalej energicznym, miarowym krokiem i ciągle utrzymywał w swojej wyobraźni obraz, że idzie szybciej niż jego nieszczęścia.

W pewnej chwili poczuł ulgę i lekkość. Nieszczęścia, troski i krzywdy zniknęły! Cofnął się, żeby sprawdzić, czy jakieś nie schowało się w trawie. Na szczęście nic nie znalazł. Był wolny!!!

Wtedy zaprosił do swojego życia Radość, Szczęście i Zdrowie. Wyobraził sobie, jak gęstnieją i otaczają go, wirując w powietrzu i bawiąc się beztrosko. Poczuł i zobaczył, że razem z nim zjawiły się Miłość i Siła. Wiedział, że teraz już sobie poradzi i będzie żył zdrowo i szczęśliwie…

Zastanowił się chwilkę, co zrobić na wypadek, gdyby kiedyś jakieś nieszczęście znów chciałoby się do niego przykleić. Szybko rozjaśnił się, bo zrozumiał, że metodę już ma…

Wypracował nowy nawyk – często chodził na spacery i wyobrażał sobie, że że wszystkie nieszczęścia, nawet malutkie, zostawia za sobą, a w zamian przyciąga do siebie coraz więcej Radości, Zdrowia i Szczęścia.

Babcia skończyła opowiadać bajkę, a dzieci słuchały dalej… Więc milczała, żeby im nie przerywać tego skupienia. Po pewnym czasie jedno z dzieci zapytało, czy jutro mogą pójść z Babcią na spacer. Zgodziła się. Wtedy roześmiane dzieci poszły razem z nią na kolację…

Autor: Babcia Jaga