Gromadka dzieci – 7

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Alicji, która przez zaczarowaną, króliczą norkę trafia do zaczarowanej krainy. Spotyka tam wielu przyjaciół, którym pomaga w rozwiązywaniu problemów. Po wielu przygodach, pełnych brawurowych akcji, wraca do domu. Tam również zaczęła pomagać.

Autor: Karolina

Polną drogą – 39

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili tuż przed sobą zobaczył olbrzymie lustro. Było bardzo długie i ciągnęło się jak wielki mur – w prawą i lewą stronę. Początkowo go nie zauważył, bo odbijało krajobraz i drogę, którą właśnie przyszedł. Widział w nim również nadchodzącego wędrowca – siebie samego. Gdy zrozumiał, że to jest lustro, przystanął zdziwiony i próbował znaleźć w nim drzwi, bramę, cokolwiek przez co mógłby przejść – nie znalazł. Próbował przejść górą, ale nie dał rady. Lustro okazało się za wysokie.

„Co to znaczy?” – pomyślał zirytowany. Wtedy zauważył, że niebo w lustrze zachmurzyło się, podczas gdy niebo nad nim pozostało bezchmurne. Wędrowiec wyjął małe lusterko i zaczął porównywać odbicie siebie i krajobrazu w swoim lusterku i w wielkim lustrze. Przyglądał się uważnie. Znalazł kilka różnic, największe dotyczyły jego wyglądu. W wielkim lustrze miał obszarpane ubranie, niesympatyczny wyraz twarzy i jakieś złośliwe błyski w oczach. Pomyślał, że chyba nie polubiłby człowieka, który wygląda tak jak jego odbicie w dużym lustrze.

„Chcę polubić siebie” – pomyślał – „chcę siebie szanować i chcę wyglądać tak, żebym sam ze sobą chciał się zaprzyjaźnić”.

Patrzył uważnie na duże lustro, ale nic się nie zmieniło. Westchnął głęboko i patrząc w oczy swojemu odbiciu, powiedział głośno:

– Potrzebuję tego! Potrzebuję lubić, cenić i szanować samego siebie. Potrzebuję być swoim przyjacielem. Chcę i potrzebuję…

Po czy dodał:

– Proszę.

Lustro zaczęło jaśnieć. Odbicie Wędrowca zmieniało się i jaśniało również, a z jego oczu popłynęła dobroć, życzliwość i mądrość.

Tak też Wędrowiec zaczął postrzegać samego siebie – z życzliwością i mądrą dobrocią.

Przypatrywał się uważnie swojemu odbiciu. Stał długo przed lustrem. Tak długo, aż na lustrze wyświetlił się napis – „Wracaj do domu. Już znalazłeś to, czego potrzebujesz”.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 6

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o tym, jak poznała ich dziadka. Było to na wojnie. On był zestrzelonym lotnikiem, ona pielęgniarką. Połączył ich gorący romans, później ślub i gromadka dzieci.

Autor: Daniel

Lekkie krople deszczu – 30

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było latarnię morską, stojącą na urwistym zboczu. Autobus podjechał bardzo blisko i zatrzymał się, więc nie wysiadając z niego, mogliśmy przyjrzeć się jej z bliska.

Mimo, że padało i mgła utrudniała widoczność, zobaczyliśmy, że niszczyli ją wandale. Pomalowali jej okna i ściany na czarno. Chwilami jej światło z trudnością przebijało się przez czarne szyby.

Z wielkim zdziwieniem zobaczyliśmy, że latarnia znakomicie daje sobie radę z wandalami. Kilku z nich wypadło przez otwarte drzwi z wnętrza latarni – zupełnie tak jakby coś ich wypchnęło lub wyrzuciło. Drzwi się zamknęły, więc wandale nie mogli już wejść do środka. Farba w błyskawicznym tempie zaczęła łuszczyć się i odpadać. Coraz większe płaty odczepiały się i spadały – najpierw z okien, a potem ze ścian. W krótkim czasie latarnia stała się piękna i czysta. Cieszyła oczy smukłą sylwetką, a jej światło niosło daleko, mimo narastającej mgły. A może właśnie dlatego świeciła coraz mocniej? Żeby ludzie we mgle mogli odnaleźć właściwą drogę?

Wandale zaczęli wspinać się po drabinach, żeby znowu zamalować okna i reflektor, ale to już się im nie udało. Drabiny się przewracały, farba nie chciała trzymać się szkła, a w końcu kubełek z farbą przewrócił się i cała farba wylała się na wandali.

Deszcz przestał padać, a nam trudno było odjechać, bo nie wierzyliśmy własnym oczom.

Otworzyły się drzwi i latarnik zaprosił nas do środka. Później, gdy już odjeżdżaliśmy, podjechał inny autobus.

Od tamtego czasu często spoglądam na tę latarnię. Zawsze stoi na swoim miejscu. Jest doskonale widoczna za dnia, a jej światło dobrze widoczne jest zarówno we mgle, jak i w nocy.

Latarnia robi to, co do niej należy, a ludzie nauczyli się właściwie korzystać ze wskazówek, jakie daje jej widok i jej światło. Dzięki temu umieją też zadbać o własne bezpieczeństwo. Wielu kapitanów przychodzi do latarni, żeby dziękować za ocalone życie ich i załogi oraz za ocalone statki…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 5

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o mówiącym samochodzie, należącym do kierowcy rajdowego. Kierowca był również międzynarodowym szpiegiem, wykonującym tajne operacje i misje.

Autor: Sebastian

Polną drogą – 38

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wielką zieloną łąkę, pełną polnych kwiatów. Zatrzymał się na chwilę i czerpał siłę z tego widoku. Zastanowił się, dlaczego właściwie ta łąka wydała mu się taka niezwykła. Widział już niejedną łąkę. Nie jej przecież szukał. Uśmiechnął się do swoich myśli i ruszył w dalszą drogę.

Po jakimś czasie zrobiło się ciemno i niezbyt przyjemnie. Słońce nie ogrzewało już jego kroków i nie bardzo widział, dokąd idzie. Postanowił zaszyć się gdzieś i przeczekać noc. Słyszał groźne pomruki zwierząt. Było mu bardzo zimno. Na dodatek but obtarł mu stopę, tak że krwawiła. Wstrząsały nim dreszcze. Miał wysoką gorączkę. Poczuł się jak mały chłopczyk, który rzucił się z motyką na słońce. Płakał. Pomyślał sobie, że ten wielki trakt jest straszny i z pewnością zaraz zje go wilk. Łkając zasnął ze zmęczenia. Przyśniła mu się łąka, ta sama, którą minął dziś po drodze. We śnie była równie piękna. Rozluźnił się.

Gdy się obudził, zrozumiał, że przecież ta łąka ciągle tam jest. Odetchnął z ulgą. Wiedział już, że nawet w tych ciemnościach ona tam jest.

Zrobiło się jasno i przyjemnie.

Autor: Wędrowny Grajek

Gromadka dzieci – 4

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o lisku i kogutku, mieszkających w jednym domku. Byli przyjaciółmi już od dzieciństwa. I pomimo różnic gatunkowych, dogadywali się znakomicie.

Autor: Maria

Lekkie krople deszczu – 29

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było poszukiwanie natchnienia na suficie, na szybie i spływających po niej kroplach. Poszukiwanie natchnienia wymalowane było nie tylko na twarzy autorki owego dzieła, ale i w całej postawie jej ciała.

Wprawny obserwator natychmiast to dostrzeże, malarz namaluje, a muzyk zagra.

Spływające krople deszczu…

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 3

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o śpiącej królewnie, zaklętej przez złą wiedźmę Diabolikę. Była to bajka, którą opowiadał jej dziadek.

Autor: Silwa

Gromadka dzieci – 2

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o małej księżniczce, która marzyła o tym, aby wcale ale to wcale nie być księżniczką. Chciała mieć zwykły malutki, przytulny pokoik dzielony z siostrzyczką. Tymczasem otaczały ją zimne mury wielgachnego zamczyska. Mimo całej masy zabawek, nie miała się z kim nimi bawić. Cały dzień wypełniała jej nauka dworskiej etykiety. Rodzice zajęci swoimi sprawami ograniczali się do jednego buziaka przed snem. Nawet bajki nie miał jej kto przeczytać. I choć dzieciom było żal księżniczki, poczuły się bardzo szczęśliwe. I gdy babcia skończyła opowiadać bajkę – mocno ją przytuliły.

Justyna