Lekkie krople deszczu – 5

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było nowo wybudowaną drogę z alejami rowerowymi.

W związku z tym, że była sobota po południu, aleja prowadząca do lasu była całkowicie zapełniona.

Las czekał na indywidualnych rowerzystów, dzieci wraz z rodzicami oraz rolkarzy. Trasa powrotna była jeszcze pusta.

Przez okno lubił wyglądać starszy pan, były kolarz. Widok rowerzystów wprawiał go w bardzo dobry nastrój. Z okna widać było także sklep, stojący przy alei, prowadzącej z powrotem z lasu do miasta.

Obserwator czekał na godz. 19.00, by móc oglądać spragnionych i wygłodzonych rowerzystów, korzystających ze sklepu.

Jako że pan emeryt miał dużo wolnego czasu, liczył przejeżdżające drogą rowery oraz osoby robiące zakupy w sklepie. Oczywiście, po skończonej obserwacji, robił proporcje cyklistów i korzystających ze sklepu. Padający deszcz powodował wzmożony ruch w sklepie.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 4

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było zatłoczoną ulicę.

Siedziałam w kawiarni, czekając na przyjaciółkę. Nawet nie zauważyłam, kiedy przyszła, bo wciągnął mnie widok za oknem, bardzo malowniczy i nostalgiczny. Aż chciało się wziąć kolorowy papier, suche pastele i malować, malować, malować…

Autor: Ewa Damentka

Wiosenny las – 38

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i z satysfakcją myślał o swoich osiągnięciach…

Jesienią podjął się kierowania pewną organizacją. Było to dla niego duże wyzwanie i przepełniały go obawy. Jednak przełamał się, bo pomyślał – „raz kozie śmierć, trzeba wziąć byka za rogi”.

Kolejne miesiące były pracowite. Dwoił się i troił, wymyślając, jak pomóc organizacji, której przewodził. Zaangażowanie i pomysłowość szybko zaczęły przynosić dobre efekty, a młodzieniec ze zdumieniem odkrył, że nie tylko firma zyskała, ale i on sam.

Jednocześnie z radością zauważył, że lista jego celów stała się coraz dłuższa. Marzenia i cele zwyczajnie ustawiały się w kolejce, by realizował je po kolei, jedno po drugim…

Teraz, w czasie spaceru, przeglądał wspomnienia i podsumowywał swoje osiągnięcia. Szykował też mowę pożegnalną, bo uznał, że po półrocznej pracy może spokojnie przekazać organizację w inne ręce, a sam będzie się uczył, jak działać z drugiego rzędu i jak wspierać nowego lidera.

Był szczęśliwy…

Autor: Ewa Damentka

Ciemność zgęstniała – 38

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i troskę o innych.

Ciemność rozpuszczała się, ponieważ w oddali pojawił się wesoły pan sprzątacz, który był wyposażony w super-zaczarowaną miotłę, która wymiatała wszystko, co było czarne i nieprzyjemne. Machnął nią raz, drugi, trzeci… i widział dobre efekty. Później piąty i szósty, a następnie piętnasty i enty z kolei.

No i było pozamiatane i pozostawione w najlepszej czystości.

Wszyscy się cieszyli i byli panu sprzątaczowi bardzo wdzięczni.

Zawsze odpowiadał – „Jiii tam. Ja tu tylko sprzątam”.

Autor: Bubulubu

Polną drogą – 36

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć. W pewnej chwili zobaczył… radość. Biegała po łące, wąchała kwiaty, przeglądała się w strumyku, machała ptakom na nieboskłonie.

Zaglądała cichutko do ptasich gniazd, patrząc na śpiące pisklęta. Oczarowana spoglądała na chmury grzejąc twarz w promieniach słońca. Czasem zmęczona przysiadała w trawie na chwilę. W tym momencie wędrowiec zrozumiał, że to czego mu stale brakowało, to była zwykła ludzka radość. „A skoro” – pomyślał – „ona może być wszędzie, to zawrócę i postaram się, aby moje życie również było pełne radości”.

Autor: Kolor

Polną drogą – 35

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył to, czego brakowało mu w życiu. Długo się temu przyglądał, a po twarzy płynęły mu łzy. Dobrze znał to, co zobaczył, ale nigdy nie chciał się do końca z tym utożsamiać. Wstydził się tego, bo myślał, że jest to słabość. To, co zobaczył, to była miłość do bliskich, miłość do siebie, miłość do gór, lasów, jezior. Miłość do Boga.

Wiedział już, że nie musi zwiedzać świata w poszukiwaniu tego, czego mu brakowało. Miał to zawsze w swoim sercu.

Autor: Andrzej

Polną drogą – 34

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył stado dziwnych zwierząt. Były białe, rogate – przynajmniej niektóre z nich. Ale nie przypominały żadnego ze zwierząt, które dotąd widział. Stał i patrzył zafascynowany. Bardzo był ciekawy, co to za zwierzęta i kto się nimi zajmuje.

Spędził pół dnia obserwując te zwierzaki. Zauważył, że tworzą stado wyraźnie uporządkowane. W środku stada pasły się najmłodsze zwierzęta i one nie miały rogów. Potem na obrzeżach widać było również bezrogie zwierzęta, takie średniej wielkości. A dalej, najbliżej wolnej, nie zajętej przez zwierzęta przestrzeni, były te rogate.

Po połowie dnia jego cierpliwość została nagrodzona, bo pojawiły się dwie dziewczyny, które nasypały coś białego do ustawionych między zwierzętami koryt.

Zaciekawiony podszedł bliżej, ale okazało się, że rogate zwierzęta potraktowały go jako intruza, nieufnie.

Wobec tego zwrócił się do dziewcząt z pytaniem, co to za zwierzęta i co one właściwie tu robią. Dziewczyny wyjaśniły mu, że trafił do miejsca, gdzie hoduje się daniele. A zapytane o to białe, odpowiedziały, że to po prostu sól, która danielom jest potrzebna w diecie.

Bardzo podobały mu się zarówno zwierzęta, jak i dziewczyny. Zaczął zadawać im więcej pytań. W końcu stwierdził, że bardzo mu tu dobrze i że już nie ma ochoty wędrować dalej.

Zapytał dziewczyn, czy mógłby pracować razem z nimi. Powiedziały, że mógłby. Wobec czego stwierdził, że to było najlepsze, co spotkało go w życiu i został.

Najmilej mu było, jak pytały go wnuki, skąd się wziął w tej okolicy. Wówczas zaczynał im opowiadać o swoich wędrówkach i mówił, że również one powinny wyruszyć w swoją podróż, żeby znaleźć to, co jest im najbardziej potrzebne.

Autor: Borówka