Kolorowe fajerwerki – 5

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim radość z nowego otwarcia. Chwilę zadumy nad przemijającym czasem. Kilka wspomnień z minionych osiągnięć. Zabawę pełną nadziei, że ten nowy czas przyniesie spokój i zadowolenie.

Myśl o nowych szansach, planach i zadaniach…

Autor: Celownik

Kolorowe fajerwerki – 4

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim nowe postanowienia. Postanowienia własne i dotyczące innych.

Przełom roku jest czasem zabawy i radości, ale postanowienia też krążyły po głowie. Były to myśli: czy tylko kilka postanowień do głębokiej realizacji, czy wiele postanowień i działanie w ramach nadarzających się możliwości…

Gdy wybiła północ, zastanawianie się zostało przerwane przez życzenia noworoczne.

Autor: Adam

Kolorowe fajerwerki – 3

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim nadeszło nowe. Oczekiwanie na nie mogło się okazać pustym uczuciem, ale mogło też być nadzieją na zmianę. Kolorowe niebo pozwalało nadal marzyć o wszystkim, nie było barier. Wszystko mogło się wydarzyć i spełnić.

Autorka: Magda z Dachu

Kolorowe fajerwerki – 2

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim nowe plany i nowe zobowiązania.

Patrzę na sztuczne ognie, piję szampana i rozmyślam o tym, co będę robić w Nowym Roku. Co chcę? Co powinnam? Czym mam się zająć w styczniu, lutym, marcu…. itd?

Pojawiła się wątpliwość i pytanie – po co w ogóle mam układać te plany? Jaki jest sens?

Zobaczyłam małe dziecko, moje dziecko, moje życie i już wiem, że te plany są dla niego, właśnie dla niego. Dla innych dzieci również. Układają się elementy układanki i w głowie mam już gotową listę celów i plany ich realizacji – konkretne i rzeczowe.

Czuję, że ktoś przy mnie stanął. Kilka osób – to moi przyjaciele i rodzina. Ich oczy lśnią radością. Żaden rok nie jest zły, gdy oni są przy mnie. Co więcej, wiem, że z pewnością będzie to bardzo dobry rok…

Autor: Kokoryczka

Kolorowe fajerwerki – 1

Kolorowe fajerwerki pięknie przyozdabiały nocne, zimowe niebo. Żegnały przemijający Stary Rok i witały Nowy, który właśnie nadszedł, a wraz z nim obawa przed nowym i przed zmianami, jakie z nowym się kojarzą.

Czasami tkwimy w starych przyzwyczajeniach tak bardzo, że nie chcemy lub boimy się z nich zrezygnować. Nowe wydaje się nieznane, zimne i nieprzyjazne. Stare natomiast jest swojskie i znane, mimo że niekiedy szkodzi.

Czy rzeczywiście możemy powstrzymać zmiany?

Uważam, że nie. Nie możemy powstrzymać upływu czasu, więc zmian również nie.

Takie wydarzenia jak Sylwester – gdy Stary Rok przemija, a Nowy nadchodzi – pokazują, że zmiana nie musi boleć. Że może być kolorowa i wyczekiwana. To nowe może być tak piękne i dobre, że aż trudno w to uwierzyć.

Może róbmy sobie sylwestrową zabawę co miesiąc, albo co tydzień? Łatwiej wtedy będzie poruszyć pozostałe, zardzewiałe tryby naszej życiowej maszynerii. Zaczniemy je oliwić i mechanizm naszego życia i naszego rozwoju będzie świetnie działał.

A my staniemy się może szczęśliwsi niż teraz.

Autor: Zyta

Była sobie łąka – 52

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a na stole szklanka i maślanka. Też makowiec własnej roboty i jajka, prosto od kur.

W dalszej części kuchni piec chlebowy i płyta na drewno. Obok domu studnia z daszkiem, też czerwonym i dachówką, jak na dachu domu.

Atrybuty wsi i zdrowego, naturalnego jedzenia. Klimatu dopełniały odgłosy przyrody. Wieczorem było słychać żaby. Noc cicha, a poranek z rosą. Chciałbym to zmagazynować i zawieźć do dużego miasta, w którym mieszkam na co dzień.

Autor: Adam

Była sobie łąka – 51

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka. Był czas porannego wietrzenia po rozpaleniu pieca. Domownicy, wraz z gośćmi z miasta, zajmowali się wyciąganiem wody ze studni. Woda miała służyć do zalania oczka wodnego, czyli dość dużego przedsięwzięcia, któremu wszyscy kibicowali. Gospodarze wykonali oczko, a goście-mieszczuchy przywieźli złote rybki.

Świeżo wypuszczonymi rybkami najbardziej zainteresowane były dzieci i dwa koty.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 40

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy oczom wędrowców ukazał się strumień, przecinający górską drogę. Za strumieniem widać było rozwidlenie dróg. Jedna wiodła do lasu, druga na polanę. Drogowskaz na rozdrożu pokazywał o dziwo tę samą nazwę miejscowości w obu kierunkach. Różnica była taka, że do osady leśnej było dalej, a do polany bliżej.

Grupa jednogłośnie orzekła, że wybiera drogę bliższą, gdyż do zmroku pozostała już tylko godzina.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 39

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy na przystanek podjechał autobus. Wsiadło do niego kilka osób. Wysiadło również kilka. Gdy autobus ruszył, wzbił chmurę opadłych liści. Pachniało kasztanami. Ruch na ulicy był raczej duży, a w sklepie warzywnym utworzyła się kolejka, bo dowieziono imbir.

Sprzedawca ze zdziwieniem obserwował, jak wiele osób kupuje to warzywo, jako dodatek do jesiennych potraw. Jakieś dziecko zapytało rodzica, czy kupuje odpowiednio więcej, by nakarmić także psa.

Cóż, nie wiadomo, czy były robione jakieś badania odnośnie wpływu imbiru na dietę czworonogów.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 38

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, kiedyś, mały zielony ludek pojawił się na Ziemi. Cały ludek przybył na mikrokomecie, która wpłynęła w ziemską atmosferę.

Wszyscy bezpiecznie wylądowali. Rozbiegli się po okolicy i uznali, że planeta bardzo im się podoba. Zaczęli budować domy na drzewach. Rozmawiali ze zwierzętami, ptakami i owadami, a nawet z niektórymi ludźmi.

Ich nazwa w ich rodzimym języku była tak długa i skomplikowana, że ludzie zaczęli ich nazywać po prostu zielonymi ludkami, leśnym ludkiem lub elfami.

Autor: Ewa Damentka