Różnobarwne drzewa – 32

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy wiatr zrzucił na moje ramię brązowo-czerwono-żółtego liścia kasztanowca… Idealna wielkość, kształt i kolory.

Właśnie taki liść będzie idealny, jako zakładka czytanej właśnie książki. Skąd wiedział, że akurat teraz go potrzebuję? Człowiek z liściem na ramieniu?

Autor: Ewa Majewska

Na dnie szuflady – 43

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia. Zapowiadało się romantycznie, obiecująco…

Niestety, treść losowo wybranego listu była wstrząsająca dla małej dziewczynki. To, co było tam napisane, nie było pożółkłe jak fotografia lecz boleśnie ostre i paraliżujące. Bardzo wyraźne i nie pozostawiające złudzeń.

Nie powinna była tego czytać. Kto lub co więc chciało, żeby to zrobiła?

Niczym robot, schowała małą rączką kartkę do koperty i z powrotem do szuflady.

Film zaczął się cofać, ale tego, co czuła, nie dało się cofnąć. Weszło w trzewia i zatruło od środka. Na zewnątrz pojawił się strój królewskiego błazna. Przetrwała. Przetrwała?

Któregoś ranka dziewczynka obudziła się jak zwykle i otworzyła szeroko oczy, żeby zobaczyć wschodzące słońce. Nagle poczuła ogromną potrzebę, żeby wyjść z domu.

W jasnych, słonecznych promieniach zobaczyła postać Dobrej Wróżki, która przywoływała ją świetlistą dłonią. Dziewczynka podążyła za nią i obydwie dotarły do miejsca pełnego dziewczynek i chłopców, siedzących, każde przed swoją szufladą. Wyglądali jak Zombi.

Kiedy zobaczyli dziewczynkę z wróżką, zaczęli wstawać. Zostawili swoje szuflady i razem z dziewczynką i Dobrą Wróżką przeszli na drugą stronę tęczy.

Autor: Wędrowny Grajek

Różnobarwne drzewa – 31

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy pomyślałam, że pora coś zmienić w moim życiu i uwolnić się od głodu bycia akceptowaną przez wszystkich i od lęku przed tym, że coś się nie uda w życiu czy w pracy. Przecież nie zawsze taką byłam. Zwykle umiałam walczyć o wszystkich i o wszystko, nigdy o siebie. Zawsze miałam sukces wpisany w życie, ale absolutnie nie wierzyłam w siebie. Jak to się mogło stać?

Przecież byłam ślicznym, inteligentnym, zdolnym dzieckiem…

Gdy patrzyłam na różnobarwne liście, przypomniała mi się szkoła. Pierwsza klasa. Mama zachorowała, a mnie powiedziano, że powinnam mamie przynosić radość swoim postępowaniem. Żeby to robić, zawsze miałam być grzeczna. Potem uciszano mnie, gdy się bawiłam, a ja nauczyłam się, że nie tylko mam być grzeczna, ale również cicha i posłuszna. Nauczyłam się też, że nie mam robić tego, co chcę, tylko to, czego po mnie oczekiwano.

Nadmorska jesień była dla mnie dopełnieniem. Niestety trwała krótko i nigdy nie zdołałam pobrać z niej tego, czego mnie samej brakowało.

Czy te wydarzenia rzeczywiście miały wpływ na całe moje życie?

Nieważne – teraz, patrząc na piękną jesień, postanowiłam, że pora zaopiekować się osobą, którą dotąd pomijałam – czyli sobą samą. Ja też mam prawo do szczęśliwego życia.

Autor: Altruistka

Była sobie łąka – 50

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

W środku, przy stole przykrytym piękną białą serwetą, siedziały dwie kobiety. Jedna była stara, bardzo stara, siwa, z twarzą pobrużdżoną zmarszczkami. Patrzyła życzliwie na młodszą od siebie kobietę, dojrzałą, zmęczoną życiem, która skarżyła się:

– Babciu, już nie mogę… nie dam rady… zabierz mnie stąd. Pozwól mi wrócić do domu. Nawet do szkoły. Mogę uczyć początkujące wróżki, ale zabierz mnie z tego świata. Ludzie są straszni, zasłużyli na swój los. Sami tworzą piekło i sami się w nim pogrążają. Niszczenie i ranienie innych sprawia im przyjemność. Przynosi im ulgę…

Babcia Jaga zamyśliła się. Po chwili odpowiedziała.

– Sama wiesz, że wszystkie wróżki i czarodzieje są teraz bardzo zajęci… przykro mi, musisz wytrwać…

Czarodziejka Jagoda rozpłakała się i wychlipała:

– Boję się, że zaczynam się do nich upodabniać. Niedługo zamienię się w Babę Jagę. Trudno mi utrzymywać życzliwość i dobre intencje, gdy widzę tych złośliwych, lekkomyślnych łobuzów.

– Kochanie, wiesz, że Ziemia długo była spowita trującą kosmiczną chmurą, która odmieniała ludzkie serca i mąciła rozum, tak że stawali się agresywni, niecierpliwi i nietolerancyjni.

– Mówiłaś, że chmura już zniknęła.

– Tak, rozwialiśmy ją, z Bożą pomocą.

– Ale, Babciu Jago, ludzie nadal są zawistni i pełni złości.

– Bo się tego nauczyli. Chmura otaczała ich tak długo, że zapomnieli jak było wcześniej. Zapomnieli, że kiedyś byli innymi ludźmi. Teraz, w złości utrzymują ich tylko nawyki, a te można zmienić. Chmura naprawdę zniknęła, jej trucizna również. Dlatego mogliśmy cię tu przysłać. Dopiero teraz twoja praca przynosi efekty. Myślisz, że niewielkie? Mylisz się. Jesteś zmęczona i nie widzisz, jak wiele już zrobiłaś, jak wiele robisz każdego dnia. Pomagasz ludziom, a oni roznoszą dalej te światełka nadziei i altruizmu, którymi się z nimi dzielisz. Cała planeta zdrowieje.

– A jeśli zamienię się w Babę Jagę? – zapytała zrozpaczona Czarodziejka.

– Cóż, jeśli to będzie konieczne, to tak zrobisz.

– Już nie lubię siebie…

– Jagoda, stop! Zatrzymaj się…. Teraz zrób głęboki wdech…. Poczuj zapach łąki… – łagodnie powiedziała Babcia Jaga.

– Przypomnij sobie dom i inne wróżki – kontynuowała babcia miękkim głosem.

Jagoda zaczęła się rozluźniać. Z oczu popłynęły łzy, a ciemna przestrzeń wokół niej zaczęła się rozjaśniać. Kilka minut oddychała spokojnie, promieniejąc coraz większym blaskiem.

Po chwili powiedziała cicho:

– Dam radę. Wytrzymam…

– Wiem – uśmiechnęła się babcia – wszyscy, gdy mają wolną chwilę, myślą o tobie, wierzą w ciebie i wspierają cię. A poza tym znasz chyba przysłowie, że zawsze najciemniej jest tuż przed wschodem słońca?

– Czyżby… to już? – Jagoda popatrzyła z nadzieją na babcię.

– Tak – odpowiedziała Babcia Jaga – to już niedługo. Zbliża się czas, gdy wrócisz do domu. Jednak musisz być skoncentrowana i uważna, teraz będzie najtrudniej. Pamiętaj, że dasz radę. Wiem, że dasz radę!

Autor: Archiwista SC

Różnobarwne drzewa – 30

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przez wysokie trawy szły dwa małe koty. To był dla nich las. Podróż odbywała się powoli. Było sporo ziół i roślin do powąchania i pogryzienia. W gąszczu traw przebywały drobne zwierzątka i owady, które były bardzo interesujące dla uczących się świata kotów. Droga z domu do świeżego mleka wiodła właśnie przez gąszcz traw.

Po napiciu się mleka, obydwa młode drapieżniki bardzo uroczo wyglądały, gdy wypasione i z pełnymi brzuchami leżały na dachu altany.

Autor: Adam

Różnobarwne drzewa – 29

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, idąca przez park pani, zauważyła opadający, przepiękny czerwony liść. Postanowiła zabrać go do domu.

W domu położyła liść na małym stoliku, przy którym piła zwykle popołudniową kawę i zajęła się przygotowaniem tejże kawy.

Jak już usiadła, żeby się nacieszyć aromatem swojej ulubionej mieszanki, z maciupeńką filiżanką w ręku, przysunęła sobie swoją ulubioną gazetę, włożyła okulary i wtedy zobaczyła, że to, co brała za jakieś owadzie ścieżki na liściu, jest pismem, jest wiadomością skierowaną właśnie do niej. Zaciekawiona, zagłębiła się w tekst i okazało się, że pisze do niej wiewiórka, mieszkająca w dziupli na tymże właśnie drzewie. Wiewiórka pisała, że bardzo chętnie spędziłaby u niej zimę. W parku jest zimno, a u niej w mieszkaniu pewnie ciepło i wiewiórka bardzo prosiła o to, żeby pani znalazła ją na tymże drzewie i zabrała ze sobą.

Tylko kłopot polegał na tym, że pani nie pamiętała, z którego drzewa spadł ten liść.

Codziennie chodziła do parku, tym razem w okularach i szukała następnych listów na liściach. Ale już więcej nie znalazła. Więc przez całą zimę ustawiała miseczki z orzechami dla wiewiórek pod większością drzew w parku.

Autor: Borówka

Różnobarwne drzewa – 28

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy Człowiek zrozumiał, że jego szczęście, zdrowie i radość zależą od niego. Nie od innych ludzi, tylko od niego samego. Westchnął ze spokojną determinacją. Pstryknął palcami i w pokoju, tuż obok jego nóg pojawił się olbrzymi, ciężki kufer.

Człowiek spokojnie i metodycznie zaczął pakować do niego wszystkie swoje nieszczęścia, wspomnienia o tym, że były i projekcje, że znowu się pojawią. Kufer szybko się zapełnił. Zaraz potem urósł, wzmocnił się i poszerzył. Znowu zrobiło się w nim miejsce, więc Człowiek włożył do niego kolejne nieszczęścia, wspomnienia o nich i ich projekcje. Kiedy wydawało mu się, że już wszystkie nieszczęścia wsadził do kufra, Człowiek na wszelki wypadek rozejrzał się uważnie. Przeszukał całe mieszkanie i znalazł jeszcze jedno nieszczęście – które schowało się przed nim w kącie i kurczowo trzymało się ściany. Człowiek oderwał je od ściany i umieścił w kufrze. Włączył odkurzacz, żeby pozbierać resztki nieszczęść, ich wspomnień i projekcji. Zapełniony worek też włożył do kufra.

Ponieważ kufer znowu się powiększył, Człowiek powtórzył swoją akcję, tylko, że teraz wsadzał do kufra krzywdy, jakich doznawał i jakich się spodziewał w przyszłości.

Kufer ciągle rósł, więc potem przyszła pora na smutki i żale.

I tak, metodycznie, Człowiek przeszukiwał i sprzątał. Wsadzał do kufra wszystko, co przeszkadzało lub przeszkodziłoby mu w zdrowym, szczęśliwym i radosnym życiu.

Chwilkę zastanowił się, co zrobić z systemem przekonań, który utrzymywał jego dotychczasowe życie. Zobaczył go, jako grubą żelazną konstrukcję. Wyobraził sobie, że zasiewa w ogrodzie nowe przekonania, służące dobremu, zdrowemu życiu. Nowe przekonania szybko wypuściły zielone kiełki i rosły, zamieniając się we wspaniałe rośliny. Konstrukcję ze starymi przekonaniami ogrodził i wyobraził sobie, że jest to dziki, zardzewiały zakątek w jego starannie pielęgnowanym ogrodzie. Zadał sobie pytanie, co dalej zrobić z tym dzikim zakątkiem, ale okazało się, że nie musiał nic wymyślać. Zobaczył, że stare przekonania same zaczęły się rozdzielać. Część z nich przywarła do żelaznej konstrukcji i zaczęła schnąć, a pozostałe otrzepały się i przeszły do zielonego ogrodu. Niektóre zapuściły korzenie i zmieniły się w zdrowe, piękne rośliny, a inne w migoczący, kolorowy, świetlisty pyłek, który osadzał się na roślinach i wnikał w nie, dzięki czemu stawały się one mocniejsze i zdrowsze.

Człowiek, oglądając to widowisko, poczuł, że sam rośnie, że staje się wyższy, większy, jaśniejszy. Jasność zapanowała też w jego głowie. „Jasny umysł” – pomyślał – „nawet nie wiedziałem, że taki stan istnieje i że mogę go mieć.”

Zobaczył, że konstrukcja ze starymi, uschniętymi przekonaniami zaczęła rdzewieć i zawaliła się, rozpadając na kawałki. Człowiek zebrał je wszystkie i wsadził do kufra. Potem zatrzasnął wieko i zamknął kufer na klucz. Zdziwiony zobaczył, że klucz zaraz potem rozpłynął się w powietrzu, uniemożliwiając ponowne otwarcie kufra. „No i dobrze – pomyślał Człowiek – „i tak nie zamierzałem go otwierać. Dobrze, że już zawsze będzie zamknięty.”

Jednak okazało się, że rozpłynięcie się klucza było tylko początkiem… Widowisko trwało dalej, bo… zaczął zmieniać się sam kufer. Zmieniał kształt i strukturę, gdyż zaczął zamieniać się w monolityczny, wielki, żelazny głaz. Ziemia otworzyła się i głaz zniknął w jej wnętrzu. Człowiek zobaczył oczyma wyobraźni obraz, a raczej film, pokazujący, jak ten głaz dociera do samego środka Ziemi i spala się w jego cieple.

„OK” – znowu pomyślał Człowiek – „teraz pora na zdrowe, mądre i szczęśliwe życie”. Zaprosił do siebie Szczęście, Lekkość, Zaradność, Mądrość, Zdrowy Rozsądek, Pogodę Ducha i Zdrowy Dystans do samego siebie, do innych ludzi i do wydarzeń, jakie się w życiu zdarzają. Zamieszkały razem z nim. Wspólnie z nimi wprowadziły się do jego życia też Wiara, Nadzieja, Miłość, Siła, Radość i wiele innych, zaprzyjaźnionych z nimi, cech i stanów emocjonalnych. Nie wszystkich się spodziewał, ale każdą z nich zaakceptował i przyjął.

Z zadowoleniem przekonywał się później, że wszystkie one okazywały się i ważne, i przydatne.

Autor: Jagoda

Różnobarwne drzewa – 27

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy pewien kwadratowy ludzik z milusińską mordką wskoczył na parapet szpitalnego okna, aby pobawić się z przebywającymi tam dziećmi.

Okazało się, że były one bardzo mobilne – to znaczy nie musiały bez przerwy leżeć w łóżkach, podłączone do przeróżnej aparatury, tylko mogły swobodnie poruszać się po salach i korytarzach. Ułatwiło to sprawę, ponieważ dzięki temu ludzik miał większy wybór gier i zabaw.

Postanowił więc dwoma zgrabnymi susami wskoczyć do jednej z sal i pokazać się będącym tam dzieciom. Zabawa była wspaniała.

Niestety, jeden z rodziców obsikał go gaśnicą przeciwpożarową i już odechciało mu się bawić.

Autor: Bubulubu

Różnobarwne drzewa – 26

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy zadzwonił telefon. Połączenie zaraz się urwało po jednym sygnale. Nie znałam tego numeru – może pomyłka – jeśli nie zadzwoni raz jeszcze…

Mogę spokojnie wstawić wodę i napić się dobrej kawy. Jesienne dni sprzyjają zadumie z filiżanką kawy lub kubkiem gorącej herbaty.

Autor: Ewa Majewska

Czerwcowa noc – 37

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad Wisłę.

Z oddali brzmiała muzyka. Było ciepło. Było ciekawie i romantycznie. Ludzie odnosili się do siebie nad wyraz życzliwie. Można odnieść wrażenie, że wszystko, co się działo wokoło tchnęło miłością i spełnieniem. Słychać było śpiew. Noc sprzyjała wyznaniom i oświadczynom.

Czasem echo odpowiadało: „Kocham, kocham, kocham…”

Autor: Celownik