Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.
Wychodzące z lasu sarny przypatrywały się krzątającej się po kuchni pani. Owa matka dzieci, zmywając naczynia, też zwykle przez okno na nie patrzyła. Często bywało tak, że gdy rodzina siadała do obiadu, mogła obserwować pasące się na łące sarny z dziećmi.
Najmłodsze z pięcioosobowej rodziny dziecko wpadło na pomysł zrobienia wspólnego obiadu ze zwierzętami. Ojciec zaproponował dzieciom, ażeby uzgodniły to z sarnami.
Nie wiadomo dlaczego, przy próbie rozmowy zwierzęta uciekły, a dzieci były zdziwione. To zdarzenie jednak spowodowało, że dzieci podczas mroźnej zimy przynosiły na miejsce planowanego pikniku siano.
Autor: Adam