Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…
Ten piękny widok nie przyciągał jednak wzroku. Oczy przyciągała natomiast tęcza, która przecinała polanę na pół. Tęcza była olbrzymia i bez żadnych wątpliwości, ale to bez żadnych wątpliwości, była ona sztuczna i to ona przyciągała oczy. Jak się okazało nie tylko oczy ludzi, gdyż nie dało się jej nie zauważyć.
Jakoś dziwnie majtnęła się zasłonka w oknie z akcentem na dziwnie i wydawało się, że nawet może się ona urwać od tego majtnięcia, ale pojawił się w oknie Kicior. Popatrzył na tęczę, popatrzył, ale z widocznym brakiem sympatii i miauknął niezadowolony. Znowu się rozejrzał i wskoczył na brzeżek tęczowej tęczy, bo była w pobliżu, a w chwilę potem skradał się ostrożnie w stronę jej szczytu. Gdy był już na górze zaczął wylegiwać się i miauczeć zadowolony. Wokoło, tam gdzie patrzył, była tylko zielona łąka, piękne kwiaty, w tle płynęła rzeczka i widać było odległy las. Kicior zamknął oczy. Tu było ciepło, przyjemnie i bezpiecznie, cudnie pomyślał, cudnie, aż do czasu obiadu.
Autor: Janusz Nitkiewicz