Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i przepędzając mrok.
Stary człowiek, siedzący na szczycie wzgórza, przyglądał się temu światełku z wielką uwagą. Zauważył, że ciemność znowu zgęstniała i z wielką siłą zaatakowała światełko, które zaczęło migotać i słabnąć. Starzec pstryknął palcami i światełko urosło, wzmocniło się. Stało się wielkim, potężnym światłem i rozjaśniło nie tylko bliższą, ale i dalszą okolicę. Oświetliło ziemię, spływającą krwią rannych i zabitych ludzi, opancerzone wozy bojowe i żołnierzy obu walczących stron, chowających się przed przeciwnikami i namierzających kolejne cele do zaatakowania.
Starzec ponuro pomyślał, że historia znowu toczy się kołem. Ludzie, dawniej współpracujący ze sobą, sąsiedzi, znowu zaczęli bić się o Ziemię, która do nich nie należy. „Czy oni naprawdę nie rozumieją, że dostaliśmy Ziemię we wspólne użytkowanie?” – pomyślał zdziwiony i zatroskany – „nie widzą, że ich miłość własna i pycha zasłaniają im fakt, że wojna niszczy i zabija to, co jest w życiu najważniejsze? Ba, nawet samo życie zabija…”
Drgnął, gdy otaczające go powietrze zamigotało i zobaczył obok siebie unoszącą się w powietrzu świetlistą postać.
– Merlinie, pomogłeś światłu – odezwał się Anioł.
– Nie mogłem patrzeć na śmierć niewinnych. Niestety, wiem, że ciemność zaraz się wzmocni.
– Kiedyś stosowałeś inne metody. Zsyłałeś na dowódców wypadki, zarazy i zdrady – pamiętasz Cezara?
– Niestety, to skutkowało na krótko. Zawsze znajdował się ktoś następny, dążący do podporządkowania sobie świata.
– Co teraz zrobisz? Ludzie, jak widać, nie mądrzeją, tylko doskonalą się w sztuce wojny, nienawiści i wrogości.
– Nie wiem – westchnął zmęczony Merlin – myślę.
Po czym zapytał:
– A czemu Wy nic nie zdziałaliście? Nie widać, żebyście w ogóle coś robili w sprawie tej wojny i tej ciemności.
– Niestety, nikt nas o to nie prosił. Tę wojnę i tę ciemność wywołali sami ludzie. Znasz nasze uprawnienia. Musimy szanować ich wolę. Tak ustanowił Najwyższy. Nie po to dał ludziom wolność i wolną wolę, by im to odbierać. Anioły nie mogą pomagać nieproszone.
– A ja jestem jeszcze człowiekiem? – zapytał Merlin – jak mnie traktujecie, skoro żyję już kilka tysięcy lat?
– Aniołem na pewno nie jesteś – odpowiedział Anioł. Potem uśmiechnął się łagodnie i dodał:
– Tak, możemy uznać, że nadal jesteś człowiekiem.
– Więc proszę, pomóżcie światłu. Pomóżcie uspokoić umysły, wyciszyć emocje, zaprowadzić ład i pokój. Niech światło znów rozświetla Ziemię i życie ludzi na Ziemi. A razem z nim niech powrócą miłość i szacunek dla życia.
Anioł znowu się uśmiechnął i zamigotał. Światłość powiększyła się. W powietrzu znalazło się wiele jej świecących, migocących drobinek. Widać było, jak ten świetlisty pył trafia do głów i do serc walczących ludzi.
– Trochę to jeszcze potrwa – mruknął Anioł – pył musi trafić do każdego człowieka. I trzeba jeszcze trochę czasu, żeby zadziałał…
Po czym Anioł zostawił Merlina, siedzącego na wzgórzu, i dołączył do innych Aniołów. Do całej armii Aniołów, które udzielały pomocy Ziemi i zbolałym ludziom.
Autor: Archiwista SC