Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…
„Mistrzu, ale zaszalałeś… romantyk z ciebie czy co?” – pomyślał o Merlinie młody adept magii, który miał wykonać swoje dyplomowe zadanie. Głośno zapytał:
– Gdzie jestem? Planeta? Czas? …
Cisza….
„Co mam robić? Przecież w tej szufladzie ma znajdować się broń, oręż, jaki mam użyć w decydującym starciu. Świat się wali… Egzamin egzaminem, ale świat zawsze się wali, gdy któryś z nas kończy nauki. I jeśli go nie uratuję na czas, to się rozwali kompletnie i potem będzie tworzył się na nowo, kawałek po kawałku… Jak wtedy, gdy Merlin oblał swój pierwszy egzamin” – myślał młody mag, stojący przed wysuniętą szufladą z listami, kwiatkami, kamykiem i fotografią.
„Kiedy świat zginie, stracę moich bliskich, tych co kocham. Nie mogę na to pozwolić” – myślał dalej.
– Poproszę do dodatkowe informacje – powiedział głośno do podręcznego komunikatora.
Zobaczył przed sobą hologram. Dwie olbrzymie armie ścierały się. Biali walczyli z Czarnymi, Czarni z Białymi, a Szarzy walczyli ze sobą i ze wszystkimi jednocześnie. Nad armiami królowały potężne sylwetki dwóch rozzłoszczonych postaci, nie przypominających ani ludzi, ani magów. Wydawało się, że nie ma w nich nic ludzkiego. Obie potężne i obie straszne. Biała postać miała czarne berło, Czarna postać miała białe berło…
Młody adept bezradnie popatrzył na wysuniętą szufladę, na listy i fotografię. Zobaczył na niej zażółcony ze starości symbol yin-yang.
Charakterystyczne łezki tworzące koło. Ciemną łezkę z jasną kropką w środku i jasną łezkę z ciemną kropeczką.
Ciemne kiedyś chyba było czarne, zażółcone jasne chyba było białe… przynajmniej tak mu się wydawało.
Skupił się, by pomyśleć, co ma teraz zrobić…
Pokazać się obu postaciom i ich wojskom? Przeanalizował możliwe warianty wydarzeń i uznał, że nie warto. Może stracić życie, a gdy będzie martwy, to nie wykona zadania…
Przypomniał sobie swoich nauczycieli: Merlina, Babcię Jagę, Czarodziejkę Jagodę, Wróżkę Jenczy, Głos, Borówkę i innych… Zobaczył salę lekcyjną. Usłyszał, jak Jagódka i Kokoryczka proszą o wyjaśnienie, bo nie zrozumiały strategii wykładanej na lekcji. Przypomniał sobie, jak Babcia Jaga dobrotliwym głosem mówiła, że nawet najbardziej leniwi uczniowie Szkoły Czarowania, są zbyt pracowici. Bo działają, zamiast nadać ruch i pozwolić, by rzeczy same się „działy”. Głos wtedy dodał, że najlepsi czarodzieje powstrzymują się przed wyręczaniem ludzi, czarodziejów i historii. Czarodziejka Jagoda z kolei tłumaczyła, że należy znaleźć coś drobnego, coś co, gdy będzie uleczone, to uleczy cały system…
Popatrzył uważnie na brudny symbol. Pomyślał, że najpierw go oczyści i uzdrowi. A potem zdecyduje, co dalej…
Skupił się i połączył z energią źródła. Poczuł, jak przepływają przez niego oczyszczające fale, które opróżniały jego umysł, uzdrawiały ciało i intencje. Wziął fotografię z symbolem yin-yang i wyobraził sobie, że ta oczyszczająca fala przenika zarówno zdjęcie, jak i symbol, który był fotografowany. Wyobraził sobie, że oczyszczenie obejmuje również pojmowanie tego symbolu przez wszystkie istoty, które myślą, czują, mają świadomość…..
Fale przetaczały się przez jego umysł i ciało, przez fotografię i wszystkie przedmioty znajdujące się w pokoju. Rozlewały się i rozchodziły coraz dalej – jak kręgi na wodzie.
Kiedy poczuł, że oczyszczenie dobiegło końca, poprosił źródło o uzdrowienie, o wzmacniającą, uzdrawiającą energię. Oraz o to, by właściwy porządek rzeczy zapanował na świecie – zarówno w widzialnych, jak i niewidzialnych wymiarach.
Potem poprosił o miłość. Agape – bezinteresowną i wszechogarniającą…
Nie liczył czasu, trwał w medytacji długo. W pewnej chwili poczuł, że już zrobił to, co do niego należało.
Dwie armie nadal walczyły, ale… zniknęły sylwetki rozzłoszczonych postaci.
– Zuch chłopak – usłyszał w swojej głowie nieznany głos.
– Jaki zuch – odezwał się drugi – zepsuł nam zabawę.
– Wiesz, troszkę żeśmy się zagalopowali – skomentował pierwszy.
Młody adept zobaczył, że biała postać z czarnym berłem i czarna postać z biały berłem przypatrują mu się i przyglądają się też wysuniętej szufladzie…
– Listy, są tutaj…
– Wszystkie?
– Tak, kamyk i fiołki również…
– To po co, żeśmy się tłukli?
– Dla rozrywki…
– Hmmm, idziemy na piwo?
– Jasne!
Obydwaj wyszli z pokoju, nie zwracając uwagi na młodego adepta.
Armie przestały walczyć.
– Poproszę o informacje – powiedział do swojego komunikatora.
– Zdałeś egzamin – odezwał się głos Merlina.
– Ale ja nie rozumiem…
– Wracaj do szkoły, odpoczniesz i później porozmawiamy.
– Dobrze Merlinie.
* * *
Zmieszany i zaskoczony obrotem wydarzeń, teleportował się do szkoły. Zdziwiony patrzył, jak uczniowie i nauczyciele biją mu brawo. Kokoryczka i Jagódka uśmiechały się do niego.
– Nie rozumiem – zaczął bezradnie – ja…
– To może przestaniesz wyśmiewać się z dziewczyn, że zadają pytania na lekcji? – zapytała rzeczowo Zyta.
– Daruj mu – poprosiła Jęczyduszka – wyśpi się i sam zrozumie, co zrobił i czemu właśnie to zadziałało.
Autor: Archiwista SC