Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Dobrze, że jeszcze o tej porze utrzymywało się komfortowe dla naszych zmęczonych organizmów odczuwanie stężenia wilgoci w powietrzu. Jak wiadomo, gdy jego ilość wzrośnie, o wiele trudniej będzie się nam poruszać i oddychać. Mamy też szczęście, że nie dochodzi do nas wiatr przynoszący trujące opary z pobliskiej fabryki fosforytów. W takiej sytuacji powinniśmy dotrzeć na miejsce jeszcze przed świtem.
Autor: Ewa Majewska