Polną drogą – 29

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył w oddali małą chatkę. Zasłonięta była wysokimi lipami, lecz czerwony dach wybijał się z otoczenia. Pomyślał, że w tym domku trafi na jakiś znak, który wskazałby, gdzie ma dalej się udać. Jego przypuszczenia trochę się sprawdziły…

Zapukał. Po chwili usłyszał kroki i drzwi się otworzyły. Zdumiał się, zobaczywszy tę drobną, młodą osóbkę. Spodziewał się raczej jakiegoś starca z długą brodą. A tu, przed sobą, ujrzał kobietę. Zaprosiła go do środka, napoiła, nakarmiła. Zaproponowała mu, żeby został kilka dni, odpoczął i dopiero potem ruszył w dalszą drogę. Wędrowiec tak też zrobił. Lecz kiedy nadszedł dzień, w którym miał opuścić chatkę, zawahał się. Gdy pomyślał, że znów będzie tak samotnie wędrował, to mu odeszły siły. Zaproponował dziewczynie, by z nim wyruszyła w podróż jego życia, aby w końcu odnalazł to, czego szuka. Zgodziła się i szybko przygotowali się do podróży. Już po godzinie szli razem wśród łąk, pól i gór.

Młodzieniec dopiero po kliku dniach wspólnej wędrówki zrozumiał, że już odnalazł to, czego szukał.

Autor: Hortensja

Polną drogą – 28

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył piękną kobietę, która wyglądała bardzo bezradnie, gdy stała przy swoim ślicznym samochodzie. Okazało się, że złapała gumę, a nie umiała zmienić koła. Wędrowiec pomógł jej. Kobieta zaproponowała, że go podwiezie. Ponieważ nie wiedział, gdzie ma jechać, grzecznie odmówił. Obawiał się, że gdy wsiądzie do jej wozu, to może nie zauważyć tego, co ma odnaleźć.

Skupiony na swoich poszukiwaniach, nawet nie zauważył, że kobieta zasmuciła się, gdy odmówił i z wielkim ociąganiem wsiadła do swojego auta. Wolniutko ruszyła, przystając co chwila. W końcu odjechała, a wędrowiec dalej rozglądał się, szukając tego, czego potrzebuje.

Autor: Marysia

Polną drogą – 27

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył drogowskaz „Twoje marzenie – 5 km”. Poszedł tą drogą i dotarł do leśniczówki o nazwie „Twoje marzenie”. Okazało się, że leśniczy potrzebował współpracownika, więc wędrowiec został u niego. Pomyślał, że pomagając przy leśnych pracach, będzie miał czas, żeby zastanowić się nad swoimi marzeniami. A potem już tylko krok będzie dzielił go od znalezienia tego, na czym mu zależy.

Autor: Zyta

Polną drogą – 26

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył człowieka, otoczonego ciemną mgłą. Podszedł bliżej i spostrzegł, że mgła mieściła się w dużej, być może szklanej kuli. Mgła gęstniała, robiła się coraz ciemniejsza, prawie czarna. Niemal całkowicie zakryła człowieka, który był wewnątrz. Czerń mgły przerywały od czasu do czasu biało-niebieskie rozbłyski. Gdy rozległ się pierwszy grzmot, wędrowiec zrozumiał, że te rozbłyski są piorunami. Uświadomił sobie, że człowiek, którego obserwuje, znajduje się w środku burzy i nie może od niej uciec, gdyż otaczająca go kula była bardzo szczelna.

Wędrowiec przystanął i bardzo zdziwiony zaczął przyglądać się temu zjawisku, bo pogoda była prześliczna, spokojna, słoneczna. Przysiadł na przydrożnym kamieniu, żeby spokojnie obserwować.

Mgła zupełnie zakryła obserwowanego człowieka. Rozległ się wybuch. Tumany mgły uniosły się w powietrzu, a człowiek stał się bardzo wyraźny. Zarys kuli zniknął. Przestrzeń między wędrowcem a obserwowanym człowiekiem stała się czysta i przejrzysta. Wędrowiec ucieszył się, że kula z mgłą zniknęła. Jednak szybko się zorientował, że to było tylko złudne marzenie. Zauważył, że dookoła obserwowanego człowieka zaczęła wytwarzać się nowa, połyskująca, szklana kula, która szybko rosła. W miarę, jak jej ścianki wzmacniały się, kula stawała się coraz bardziej szczelna. Gdy kula całkowicie uformowała się, to w jej środku zaczęły pojawiać się pierwsze jasne pasemka mgły…

Wędrowiec jeszcze raz obejrzał znany sobie cykl. Widział, jak pasemka mgły ciemnieją i gęstnieją. Znowu obserwował pioruny, wybuch, oczyszczenie i ponowne odrodzenie się kuli.

Zamyślony, ledwo zauważył, że człowiek z mgłą odszedł i powędrował swoją drogą.

Wędrowiec zastanawiał się, co dla niego znaczy to spotkanie? Jaką lekcję ma z niego wziąć? Czy jemu samego zdarza się reagować tak, jak to robi mężczyzna z mgielną kulą?

Natłok myśli przygniótł go. Wędrowiec uznał więc, że będzie wracał do tych pytań, a na razie zapamięta jeden wniosek: że i on i inni ludzie mogą reagować nie na to, co ich otacza, tylko na własne mgły, które przysłaniają widok.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Polną drogą – 25

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył, że jest otoczony szklaną kopułą, z której nie może się wydostać, ani też żadna osoba z zewnątrz nie może się dostać do środka. Czuł się trochę, jak małpa w klatce.

Kopuła była umiejscowiona na ruchliwej trasie, więc ludzie przechodzili obok niej dosyć często. Sprawiali wrażenie, że albo faktycznie jej nie widzą, albo tylko udają, że nie widzą i nie wykazują woli, aby cokolwiek zrobić, żeby człowiek w niej zamknięty mógł się wydostać na zewnątrz.

Wędrowiec strasznie się bał, bił pięściami w kopułę, lecz to nie przynosiło skutku. Krzyczał i wołał o pomoc, a nawet kopał nogami, lecz okazało się, że kopuła jest dźwiękochłonna i na tyle wytrzymała, aby oprzeć się wszelkim dotychczasowym próbom wydostania się z niej.

Ludzie przechodzili dalej, a wędrowiec nadal kombinuje, jak stać się wolnym człowiekiem.

Autor: Bubulubu

Polną drogą – 24

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył połyskujący pałac, który wyglądał, jakby był z prawdziwej bajki. Postanowił więc zbliżyć się do niego, aby lepiej się mu przyjrzeć. Stanął u jego wrót, spojrzał do góry i pomyślał, że nie wierzy własnym oczom. W przestworzach unosiła się wesoła młodzież na latających miotłach.
Widać było, że dobrze się bawią. Otworzyły się wrota, a z nich wyłonił się elegancki pan i zaprosił wędrowca do środka. Okazało się, że była to szkoła czarodziejów. Rozkład dnia był zawsze starannie zaplanowany, lecz nie przeszkadzało to w nauce pełnej poezji i dobrej zabawy, ponieważ do szkoły uczęszczali sami pasjonaci.

Wędrowiec na pamiątkę swojej wizyty otrzymał podręcznik magiczny i błogosławieństwo dyrektora.

Wędrówka trwała nadal…

Jak widać warto poszukiwać i podążać własną drogą, bo nigdy nie wiadomo, co dobrego może nas spotkać.

Autor: Bubulubu

Polną drogą – 23

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył las i usłyszał wróble kłócące się między sobą. Ćwir, ćwir, ćwir. Tak raczej usłyszał głośne ćwierkanie. Wróble go nie interesowały. On ich z pewnością też nie interesował. Co dzikiego wróbla może obchodzić człowiek? Ale czemu tak zajadle ćwierkały?

Wszedł pomiędzy drzewa i zobaczył żołnierza, a obok niego małego chłopczyka. Malec miał może osiem lat i karmił wróble, a one podlatywały i przepychały się, podskakiwały, by złapać coś dla siebie. Te bardziej zwinne chwytały okruszki w locie. Gdy malec przestawał rzucać okruchy, wróble zaczynały walczyć o drobiny leżące jeszcze na ziemi, a przy tym głośno ćwierkać. Może tak pokrzykiwały też na malca, by rzucił im jeszcze drobin chleba? 

Chłopiec, był szczęśliwy, spojrzał na tatę, podnosząc wysoko głowę i coś mówił. Radość wychodziła z całej jego postaci z gestów, a wystarczyło karmić wróble. Tak, karmić wróble w towarzystwie. Karmić je w towarzystwie taty. Usłyszał odpowiedź żołnierza: „One uwielbiają czerstwy chleb”.

Patrzył na nich, ale udawał, że patrzy na wróble.

Czego ludzie potrzebują, wszyscy? Wiadomo, być przez kogoś kochanymi (akceptacji, bezpieczeństwa, poczucia niebycia samemu) i potrzebują czegoś jeszcze, być szczęśliwymi. Tego, że są kochani, nie uświadamiają sobie, gdy to mają, to wydaje się wtedy takie oczywiste i nie ważne. Drugie, bycie szczęśliwym, to bywa się szczęśliwym. A chciałoby się, a i niektórzy się tego domagają, by było cały czas. „Ten dzieciak jest szczęśliwy” – pomyślał – „ale tylko dziś przez te kilka godzin? A potem jego tato wyjedzie”.

Zapytał o coś żołnierza i okazało się, że nie tato, a wujek i że dzieciaki takie są, że one cieszą się z byle czego i że żołnierzowi ten nastrój też się udziela. Patrzył na nich i nie wierzył, dzieciaki są różne, krzykliwe i niezadowolone, i złośliwe. „A może żołnierz czuje, że ten mały też go kocha” – pomyślał – „taką miłością, jaką kocha się aktora, tyle że tu kogoś, kto się nim interesuje?”

Chleb się skończył i wróble się rozbiegły, a malec z żołnierzem poszli przez las na przełaj, jak mówił żołnierz na azymut. Malec podskakiwał i zaczepiał gałęzie.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Polną drogą – 22

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył wielki znak zapytania, stojący przy drodze. Okazało się, że była to rzeźba, postawiona na odludziu. Wędrowiec stanął przy niej i zamyślił się. Pomyślał sobie, że szuka sensu życia, a nawet nie wie, po czym go rozpozna.

Usiadł więc pod rzeźbą, przedstawiającą znak zapytania. Oparł się o nią wygodnie, wyjął notes i zaczął zapisywać w nim pytania, które rodziły się w jego głowie:

– Czego naprawdę chcę od życia?

– Co naprawdę mnie uszczęśliwi?

– Co cenię?

– Dla kogo żyję?

– To coś, czego szukam ma pomóc mnie? A może innym ludziom? A może ma pomóc w określeniu mojego miejsca wśród ludzi?

– Czy będę szczęśliwy?

– Czy mam założyć rodzinę?

– Czy oświadczyć się mojej dziewczynie?

– Czy naprawdę ją kocham?

– Czy mnie nie zdradzi?

– Pójść do pracy, czy rozpocząć kolejne studia?

– Czy wygram na loterii lub w Lotto?

Odpowiedzi zaczęły pojawiać się już w trakcie zadawania pytań.

Wędrowiec uświadomił sobie, że nie wszystkie były dla niego przydatne i nie wszystkie pomogą mu w odnalezieniu sensu życia. Przyjrzał się pytaniom i zauważył, że to pytania nakierowywały go na odpowiedzi. A więc niektóre z pytań były bardziej przydatne, a inne mniej. Pomyślał, że warto zacząć od samych pytań. Zastanowił się, jakie pytania byłyby dla niego dobre? Jakie pytania pomogą odnaleźć i rozpoznać sens jego własnego życia? Usiadł wygodniej. Ręka z długopisem zawisła nad kartką w notesie. Zamyślony przywoływał odpowiednie dla siebie pytania. W pewnej chwili zapisał jedno z nich. Zastygł w bezruchu i jego ręka zapisała następne pytanie. Nie śpieszył się. Wiedział, że ma czas. Mając odpowiednie pytania, zacznie szukać przydatnych dla siebie odpowiedzi. Pomyślał, że na szczęście siedzi wygodnie, więc skupił się na wymyślaniu, a może raczej na przywoływaniu kolejnych pytań.

Autor: Ewa Damentka

Polną drogą – 21

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył małą jaszczurkę, która przecięła mu drogę i skryła się pod dużym kamieniem. Wzrok wędrowca podążył za nią i zastygł w bezruchu. Przez długą chwilę nie działo się nic. Tylko wiatr lekko kołysał koronami drzew. To NIC przeciągało się i przeciągało, aż wędrowiec ocknął się z zamyślenia, z którego wyrwał go olśniewający pomysł, domagający się natychmiastowego wcielenia w czyn. Jaszczurko – zawracam!

Autor: Ewa Majewska

Polną drogą – 20

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył idącego w jego stronę mężczyznę w sile wieku, ubranego w mundur leśnika.

Nie widział go tu nigdy wcześniej, mimo że w tej okolicy mieszkał od urodzenia.

Mężczyźni mijając się, uśmiechnęli się do siebie nieśmiało.

– Dzień dobry – powiedział leśniczy – a Pan gdzie tak się śpieszy?

Młodzieniec opowiedział mu swoją historię, że nie ma tu na wsi żadnych perspektyw na pracę i godne życie. Jest zmuszony iść do miasta, szukać pracy, a w domu zostali starzy, schorowani rodzice bez opieki.

Co on ma zrobić? Podjąłby każdą pracę, chociaż ma wykształcenie techniczne.

Mimo pięknej pogody, atmosfera zrobiła się bardzo smutna.

Panowie już mieli się rozejść, każdy w swoją stronę, kiedy leśnik spytał młodzieńca, czy nie podjąłby się pracy przy wycince lasu – tu, kilka kilometrów dalej.

Mówił, że jemu kiedyś pomogli ludzie, więc on teraz chce pomóc temu młodemu człowiekowi. Jak mówi przysłowie – „dobro powraca”. Trzeba wierzyć w ludzi.

Młodzieniec uśmiechnął się szczęśliwy, że będzie mógł opiekować się swoimi kochanymi rodzicami, a jednocześnie będą mieli za co żyć.

W tym momencie słońce wyszło zza chmury i polanę, na której stali, rozświetliły jasne promienie.

Autor: Joanna