Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i wiarę, że wyjdziemy z lasu.
Byłam z ojcem i swoją siostrą na jagodach. Ojciec znał bardzo dobrze las, ale tego dnia tak się skupiliśmy na zbieraniu jagód, że nagle stracił orientację, gdzie jesteśmy.
Podniósł głowę, rozejrzał się dookoła i doprowadził nas do leśnej drogi. Znów się rozejrzał, spojrzał w górę, w niebo. Zobaczył księżyc i postanowił, że pójdziemy za jego światłem. Światło księżyca coraz bardziej jaśniało i nagle ojciec zobaczył drwala, który mimo późnej pory jechał furmanką, bo z wyrębu wracał do domu. On też nas zauważył. Dowiózł nas do wsi odległej o 5 km od tej, w której przebywaliśmy na letnisku. Ale tę drogę mój ojciec już dobrze znał. Więc wróciliśmy do naszej wsi, szczęśliwi, zadowoleni, obserwując po drodze latające świetliki.
Autor: Danuta Majorkiewicz