Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i budząc Yogigojego, który rozwarł swoją paszczę, ziewając bardzo głośno i klepiąc się po okrągłym kudłatym brzuszku.
Światło urosło i zaczęło drażnić nieprzywykłe do niego oczy okrągłego kudłacza. Wtedy Yogigoji podszedł do światła i próbował go połknąć. Ono jednak się nie dawało. Więc kudłacz brał w swoje łapy dostępne przedmioty i rzucał w światło. To tylko pogarszało sytuację. Światło stawało się coraz jaśniejsze i nie dawało się go już niczym zgasić, ani przerwać procesu postępującego rozświetlania.
Autor: Ewa Majewska