Czerwcowa noc – 13

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad morze. Była wśród nich pewna starsza pani – wczasowiczka z dużego miasta. Poszła nad brzeg morza, bo nigdy wcześniej nie widziała wianków, które z małej rzeczki wypływały na morskie fale. Trzymała w ręku własny wianek, który dostała w prezencie od zaprzyjaźnionej pary. Wahała się, czy puścić go do rzeczki, czy od razu powierzyć morzu.

Smutne myśli nie pomagały w podjęciu tej decyzji. Ze względu na stan zdrowia musiała przerwać pracę. I tak udało się jej pracować wiele lat dłużej, niż powinna. Mimo wypracowanych lat i podeszłego wieku, nie ciągnęło jej na emeryturę. Zajęta robieniem kariery, nie pomyślała o własnej rodzinie. Nie wyszła za mąż, nie miała dzieci. Tutaj, na wczasach, widziała swoje rówieśniczki, które przyjechały na wakacje ze swoimi wnukami, a nawet prawnukami…

Gwar wesołych rozmów, prowadzonych przez otaczające ją osoby, wytrącił kobietę z zamyślenia. Popatrzyła bystro dookoła i pomyślała, że swoim starczym smutkiem nie chce psuć zabawy innym ludziom…

Zauważyła, że w jej wianuszku przekręciła się świeczka. Poprawiła ją, zapaliła i puściła wianek na otwarte morze. Wianuszek popłynął w dal razem z innymi wiankami i… razem z jej kolczykiem, który odpiął się i zsunął do wianka, gdy poprawiała świeczkę… Długo stała na plaży i patrzyła na odpływające wianki. Kiedy wszystkie zniknęły za horyzontem, wróciła do pensjonatu, w którym się zatrzymała, i spokojnie zasnęła.

* * *

Mieszkający na morskiej wyspie stary, siwy rybak wypłynął na wieczorny połów. Z daleka widział poświatę nad nadmorskim uzdrowiskiem i światełka wianków, które powoli przybliżały się do niego. „Aha, dziś Sobótka” – pomyślał i z zainteresowaniem śledził wzrokiem pływające światełka. Zauważył, że jedno z nich odłączyło się od reszty i dryfowało prosto na niego…

Rybak zamyślił się. Kiedy to było? Kilkadziesiąt lat temu, ze swoją dziewczyną pierwszy raz puszczali wianki na morze. I robili tak co roku. W międzyczasie pobrali się, wychowali dzieci i coraz bardziej byli sobie bliscy… Żona odeszła dwa lata temu. Zabrała ją ciężka choroba. Od tej pory rybak nie puszczał wianków, bo za bardzo przypominały mu o jego stracie i o opustoszałym domu, w którym już nie rozlegnie się głos jego żony. Rozpoczęły się wakacje. Przez kilka tygodni dom nie będzie pusty, bo przyjechały wnuki. „Trzeba nakarmić tę gromadkę” – pomyślał.

Ocknął się z zamyślenia i już chciał wyciągać sieci, gdy poczuł, jak coś lekko stuknęło o jego łódź. Był to wianek. Wyjął go z wody. Świeczka jeszcze się paliła. Zdmuchnął ją i zaintrygowany przyjrzał się wiankowi. Coś błysnęło w jego listkach. Zdumiony, podniósł do oczu przepiękne cacuszko, delikatny, misterny kolczyk. „Jaka śliczna robota” – pomyślał – „wygląda na rodowy klejnot. Ciekawe, ile lat ma jego właścicielka. Chyba jest dojrzałą kobietą. Młódka raczej by tego nie doceniła”. Postanowił popłynąć rano do kurortu, żeby odszukać właścicielkę kolczyka.

* * *

Spotkali się wczesnym rankiem. Ona poszła na plażę, szukać zaginionego kolczyka. On zauważył ją bez trudu. Wyglądała inaczej niż pozostali spacerowicze, którzy szukali muszli i grudek bursztynu. Kobieta, skupiona na poszukiwaniach, nie zauważyła ani łodzi, ani rybaka. Drgnęła z zaskoczenia, gdy nad uchem usłyszała miły męski głos:

– Czy szuka pani może tego właśnie kolczyka?

I uśmiechnęła się, gdy na wyciągniętej, ogorzałej, rybackiej dłoni zobaczyła swoją zgubę.

Spojrzała pytająco w niebieskie oczy rybaka.

On wyjaśnił:

– Przypłynął do mnie razem z wiankiem – i z uśmiechem popatrzył na drugi, identyczny kolczyk, który dobrze trzymał się jej ucha.

Po chwili mężczyzna dodał:

– Wydaje mi się, że jest tu pani na wakacjach, może zechce pani popłynąć ze mną, na moją wyspę, żeby zobaczyć jak długą drogę przepłynął pani kolczyk i wianek?

Ku swojemu zaskoczeniu, kobieta bez wahania przyjęła zaproszenie rybaka i popłynęła z nim na jego wyspę.

Może to wydawać się dziwne, ale starsza pani jakoś nie ma ochoty opuszczać tej wyspy. Choć brakuje tam nawet telewizora, to pobyt na wyspie jej służy i zupełnie nie tęskni za wielkim miastem…

Autor: Ewa Damentka