Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.
Na prastarym brzegu Wisły stał kilkuletni chłopiec. Wpatrywał się w kolorowy spławik, pływający w wodzie. Obok jego nóg leżały już dwie złowione ryby. Trochę dalej zgromadził to, co jeszcze złowił. Był tam stary czajnik, dętka, stary but, jakaś gazeta i kawałek folii.
„Ale połów” – pomyślał chłopak z przekąsem – „Jeszcze tylko jedna ryba i idę do domu. Jak wyłowię kalosz, to też idę do domu, żebyś nie męczył się z wymyślaniem – co tu dalej napisać. Cześć”.
Autor: Andrzej