Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. To było pierwsze ich dziecko i do tego syn. Syn był potrzeby, szczególnie ojcu. Kto miał przejąć warsztat i umiejętności ojca, jak nie jego dziecko. A praca była ciężka i wymagała męskiej siły, ale to był syn i rodzice się bardzo ucieszyli. Matka wolałaby by córkę. Córka pomagałaby w kuchni i mamie mniej by było nudno, ale był syn i to było jej dziecko. To patrzyła na maleństwo z sympatią.
Ojciec dorzucił drew do kominka, wyjął gitarę i zaczął brzdąkać. Ulatywały coraz piękniejsze nuty i akordy. Dziecko patrzyło z ciekawością. Matka zamyśliła się i wsłuchała w dźwięki muzyki. Szukała słów do tych dźwięków i przychodziło jej na myśl, dom, rodzina, ciepło.
A muzyka rozchodziła się, wibrowała i była harmonijna.
Autor: Janusz Nitkiewicz