Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.
Chłopiec był długo oczekiwanym potomkiem. Jego rodzice od lat próbowali spłodzić następcę tronu. Ojciec w marzeniach snuł jego przyszłość. Widział mądrego silnego króla, którego serce było silne, twarde, ale sprawiedliwe. Widział go, jako dokładną swoją kopię. Mama też planowała przyszłość swojego syna. Oczyma duszy dostrzegła jego ślub, swoje własne wnuki i ciągłość rodu.
Jednak chłopiec dorósł i zrzekł się tronu, czym zraził do siebie ojca. Nie ożenił się, gdyż jego serce pragnęło czegoś innego. Ale wiecie co? Był pierwszym z rodu, który naprawdę posłuchał swojego serca i zrobił nie to, co należało, a co trzeba było zrobić. Zrezygnował z władzy, z tronu, bo wiedział, że nie będzie dobrym władcą. Nie ożenił się, bo nie kochał wybranej kobiety. Nie chciał unieszczęśliwiać jej i siebie.
Warto trwać przy tradycji, ale warto też dążyć do zmian…
Autor: Ewelina