Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.
Chłopiec był wcześniakiem. Był to dopiero szósty, bardzo niebezpieczny miesiąc. Lampa tranowa oświetlała rodziców. Początkowa radość mamy zmieniła się w smutek i ból…
– Sądzisz, że da radę? Że przeżyje? Jest taki malutki, taki delikatny i słaby – zapytała.
– Pamiętaj kochanie, że każde z nas ma swoje przeznaczenie, swój własny los. On kiedyś zrobi coś ważnego, to do czego jest przeznaczony, a wtedy oboje będziemy z niego dumni.
Odzyskawszy nadzieję, mama z miłością ucałowała syna i położyła go spać.
– Masz rację. Kiedyś będzie wielki.
Autor: Ewelina