Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było umorusanego w trawie i błocie przybłędę – czworonożnego, młodego psiaka, którego ktoś pewnie porzucił w lesie.
Podrapał się łapką pod uchem, otrząsnął się z wody i ułożył pod przepierzeniem, chroniącym przed deszczem. Zasnął.
Nikt nie miał serca go wypędzić. Przybłęda znalazł swój nowy dom.
Autor: Ewa Majewska