Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ludzi, którzy chowali się za parasolami i szli, każdy w swoją stronę. Pewnie wracali do domów, by odpocząć po pracy, wysuszyć się i zjeść ciepły posiłek.
Anka westchnęła i otworzyła oczy. Otaczały ją piaszczyste wydmy i czuła żar, lejący się z nieba.
Marzenia o deszczu utrzymywały ją w jakiej takiej formie. Dawały siłę, by wytrwać do końca kontraktu.
Przyjechała tu z grupą znajomych. Teraz, po paru miesiącach, rzadko odzywali się do siebie prywatnie – rozmawiali tylko na służbowe tematy.
Każdy uruchamiał własne sposoby, żeby przetrwać i choć na chwilę zapomnieć o gorącu.
Anka zaczęła wstawać, żeby wrócić co pracy, ale szef dał jej sygnał, że jeszcze może chwilkę odpocząć. Więc usiadła wygodnie, zamknęła oczy i znowu zaczęła przypominać sobie wilgoć, przyjemny chłód i lekkie krople deszczu, stukające o parapet.
Autor: Głos