Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia.
– Świetny pomysł – pomyślała młoda nauczycielka, która przyprowadziła do muzeum uczniów na ich pierwszą lekcję historii. Niby nie można dotykać eksponatów, niby pilnują ich pracownicy muzeum, a faktycznie każdy z jej uczniów otworzył już jakąś szufladę, zajrzał do tajnej skrytki i coś znalazł. Potem z wypiekami na twarzy pytał muzealników o znaleziska i osoby, które były z nimi związane i następnie chodził po muzeum samodzielnie wybierając kolejne eksponaty, żeby dowiedzieć się więcej o osobach przedstawionych na fotografii lub o historii przedmiotów.
Dziewczynka, która otworzyła tę szufladę, podniosła błyszczące oczy na niby zagniewaną panią kustosz i zasypała ją gradem pytań:
– kto jest na fotografii?
– to ona pisała te liściki?
– od kogo je dostała?
– co to jest pensja? pensjonariuszka?
– gdzie się uczyła?
– jakie miała stopnie w szkole?
Pani kustosz cierpliwie udzielała odpowiedzi i podała wskazówki, gdzie można zdobyć więcej informacji. Obie kobiety z uśmiechem odprowadziły wzrokiem małą dziewczynkę, która podeszła do biblioteczki i wyjęła dużą książkę, a następnie z wypiekami na twarzy zaczęła ją od razu przeglądać.
– Podoba mi się ten pomysł, żeby na niby chować ciekawe wiadomości, przedmioty i wskazówki do samodzielnej nauki – z uznaniem powiedziała młodziutka nauczycielka.
– Zauważyliśmy, że dzieci lepiej i chętniej się uczą, jeśli myślą, że coś przed nimi chowamy – z uśmiechem odpowiedziała pani kustosz.
– A nie przeszkadza wam, że dotykają eksponatów?
– To nie są oryginały, tylko kopie zdjęć, które udają starocie. Wystawiamy też drobne przedmioty codziennego użytku, których dużo mamy w magazynach. Wykładamy je na szkolne lekcje.
– Nie szkoda wam czasu i fatygi?
– A po co jest muzeum? … ma uczyć, i to ciekawie uczyć… – odpowiedziała doświadczona pani kustosz.
Autor: Ewa Damentka