Na dnie szuflady – 45

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

„Mistrzu, ale zaszalałeś… romantyk z ciebie czy co?” – pomyślał o Merlinie młody adept magii, który miał wykonać swoje dyplomowe zadanie. Głośno zapytał:

– Gdzie jestem? Planeta? Czas? …

Cisza….

„Co mam robić? Przecież w tej szufladzie ma znajdować się broń, oręż, jaki mam użyć w decydującym starciu. Świat się wali… Egzamin egzaminem, ale świat zawsze się wali, gdy któryś z nas kończy nauki. I jeśli go nie uratuję na czas, to się rozwali kompletnie i potem będzie tworzył się na nowo, kawałek po kawałku… Jak wtedy, gdy Merlin oblał swój pierwszy egzamin” – myślał młody mag, stojący przed wysuniętą szufladą z listami, kwiatkami, kamykiem i fotografią.

„Kiedy świat zginie, stracę moich bliskich, tych co kocham. Nie mogę na to pozwolić” – myślał dalej.

– Poproszę do dodatkowe informacje – powiedział głośno do podręcznego komunikatora.

Zobaczył przed sobą hologram. Dwie olbrzymie armie ścierały się. Biali walczyli z Czarnymi, Czarni z Białymi, a Szarzy walczyli ze sobą i ze wszystkimi jednocześnie. Nad armiami królowały potężne sylwetki dwóch rozzłoszczonych postaci, nie przypominających ani ludzi, ani magów. Wydawało się, że nie ma w nich nic ludzkiego. Obie potężne i obie straszne. Biała postać miała czarne berło, Czarna postać miała białe berło…

Młody adept bezradnie popatrzył na wysuniętą szufladę, na listy i fotografię. Zobaczył na niej zażółcony ze starości symbol yin-yang.

Charakterystyczne łezki tworzące koło. Ciemną łezkę z jasną kropką w środku i jasną łezkę z ciemną kropeczką.

Ciemne kiedyś chyba było czarne, zażółcone jasne chyba było białe… przynajmniej tak mu się wydawało.

Skupił się, by pomyśleć, co ma teraz zrobić…

Pokazać się obu postaciom i ich wojskom? Przeanalizował możliwe warianty wydarzeń i uznał, że nie warto. Może stracić życie, a gdy będzie martwy, to nie wykona zadania…

Przypomniał sobie swoich nauczycieli: Merlina, Babcię Jagę, Czarodziejkę Jagodę, Wróżkę Jenczy, Głos, Borówkę i innych… Zobaczył salę lekcyjną. Usłyszał, jak Jagódka i Kokoryczka proszą o wyjaśnienie, bo nie zrozumiały strategii wykładanej na lekcji. Przypomniał sobie, jak Babcia Jaga dobrotliwym głosem mówiła, że nawet najbardziej leniwi uczniowie Szkoły Czarowania, są zbyt pracowici. Bo działają, zamiast nadać ruch i pozwolić, by rzeczy same się „działy”. Głos wtedy dodał, że najlepsi czarodzieje powstrzymują się przed wyręczaniem ludzi, czarodziejów i historii. Czarodziejka Jagoda z kolei tłumaczyła, że należy znaleźć coś drobnego, coś co, gdy będzie uleczone, to uleczy cały system…

Popatrzył uważnie na brudny symbol. Pomyślał, że najpierw go oczyści i uzdrowi. A potem zdecyduje, co dalej…

Skupił się i połączył z energią źródła. Poczuł, jak przepływają przez niego oczyszczające fale, które opróżniały jego umysł, uzdrawiały ciało i intencje. Wziął fotografię z symbolem yin-yang i wyobraził sobie, że ta oczyszczająca fala przenika zarówno zdjęcie, jak i symbol, który był fotografowany. Wyobraził sobie, że oczyszczenie obejmuje również pojmowanie tego symbolu przez wszystkie istoty, które myślą, czują, mają świadomość…..

Fale przetaczały się przez jego umysł i ciało, przez fotografię i wszystkie przedmioty znajdujące się w pokoju. Rozlewały się i rozchodziły coraz dalej – jak kręgi na wodzie.

Kiedy poczuł, że oczyszczenie dobiegło końca, poprosił źródło o uzdrowienie, o wzmacniającą, uzdrawiającą energię. Oraz o to, by właściwy porządek rzeczy zapanował na świecie – zarówno w widzialnych, jak i niewidzialnych wymiarach.

Potem poprosił o miłość. Agape – bezinteresowną i wszechogarniającą…

Nie liczył czasu, trwał w medytacji długo. W pewnej chwili poczuł, że już zrobił to, co do niego należało.

Dwie armie nadal walczyły, ale… zniknęły sylwetki rozzłoszczonych postaci.

– Zuch chłopak – usłyszał w swojej głowie nieznany głos.

– Jaki zuch – odezwał się drugi – zepsuł nam zabawę.

– Wiesz, troszkę żeśmy się zagalopowali – skomentował pierwszy.

Młody adept zobaczył, że biała postać z czarnym berłem i czarna postać z biały berłem przypatrują mu się i przyglądają się też wysuniętej szufladzie…

– Listy, są tutaj…

– Wszystkie?

– Tak, kamyk i fiołki również…

– To po co, żeśmy się tłukli?

– Dla rozrywki…

– Hmmm, idziemy na piwo?

– Jasne!

Obydwaj wyszli z pokoju, nie zwracając uwagi na młodego adepta.

Armie przestały walczyć.

– Poproszę o informacje – powiedział do swojego komunikatora.

– Zdałeś egzamin – odezwał się głos Merlina.

– Ale ja nie rozumiem…

– Wracaj do szkoły, odpoczniesz i później porozmawiamy.

– Dobrze Merlinie.

   * * *

Zmieszany i zaskoczony obrotem wydarzeń, teleportował się do szkoły. Zdziwiony patrzył, jak uczniowie i nauczyciele biją mu brawo. Kokoryczka i Jagódka uśmiechały się do niego.

– Nie rozumiem – zaczął bezradnie – ja…

– To może przestaniesz wyśmiewać się z dziewczyn, że zadają pytania na lekcji? – zapytała rzeczowo Zyta.

– Daruj mu – poprosiła Jęczyduszka – wyśpi się i sam zrozumie, co zrobił i czemu właśnie to zadziałało.

Autor: Archiwista SC