Nitki babiego lata – 2

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. W oddali jechał pociąg jak pędząca dokądś metalowa gąsienica. Był tak daleko, że nie było go słychać. Obok widać było rzędy utkanych ze stali słupów energetycznych. Natura nastrajała błogo. Tu był jednak intruzem, nie czuł się u siebie, może to był ten powód, że tak się czuł, jak intruz. Bez koca bał się położyć w kuszącej go swoją soczystością i zapachem trawie. Wiedział, że coś go potnie i będzie potem swędziało. Rozejrzał się i przysiadł na zwalonym konarze drzewa i patrzył z przyjemnością na ten świat inny niż jego codzienny. Tam też była roślinność i starała się żyć wśród bruku, wychodziła ze szczelin asfaltu, czasem udało się jej rozsadzić wroga siłą korzeni. A sama zieleń, ta zaplanowana, zaakceptowana, była przycięta, przyschnięta, rozdzielona alejkami. Jedynie, na nasypach wiaduktów, obok mostów, na poboczach, tam rosły dzikie kwiaty i też nie swoim życiem. Jedynie do czasu, nim zostaną ścięte za pieniądze podatników. Zostaną ścięte na pewno byle jak, wg zaplanowanego zakresu i ograniczonego obszaru robót. Pojedyncze kwiaty przetrwają, te przy słupkach, te po drugiej stronie i rozsieją nasiona, i za rok znowu będą tam kwitły maki i chabry, i urośnie wysoko trawa.

Autor: Janusz Nitkiewicz