Nitki babiego lata – 6

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Nagle rozległ się głośny trzask. Błysk światła ukazał międzywymiarową bramę, przez którą przeszło dwoje ludzi. Ubrani w czarne szaty rozpoczęli poszukiwanie wybrańca.

Autor: S

Przy pięknej starej toaletce – 30

Przy pięknej starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że…. właśnie.

Tak, to był sen, tylko sen, a ten który się zapamięta, ten nie dośnił się do końca. „Mam piękne sny” – pomyślała i mimowolnie zamknęła oczy, i tylko ręce coraz wolniej poruszały się, czesząc włosy, a może pieściły włosy jej dłonie jak wiatr i czuła, że jest lato, i ona w lesie, a w dłoni trzyma kwiat paproci. Ta końcówka nagle urwana. Co mogła oznaczać?

Skupiła się i zaczęła sobie przypominać. Była noc, a na stole w jej pokoju paliła się naftowa lampa. Strój, który miała na sobie, obciskał mocno jej kibić (czyli tułów od ramion po biodra), czuła to w miłym naprężeniu tkaniny i jednocześnie widziała samą siebie, swoje ciało, kuszące, kształtne w zielonym pięknym stroju. Jak mogła to widzieć? Widziała jednak, jakby czyimiś oczami, a może swoimi, ale umiejscowionymi gdzieś indziej? Wyglądała fantastycznie, młodo, kusząco i była zadowolona, i oczekiwała czegoś wyjątkowego. Skupiła się bardziej na detalach, które widziała we śnie. Przyglądała się sobie dokładniej. Miejscami przycięte i obrobione kawałki tkaniny zwisały w ubiorze luźno i to też podkreślało jej wygląd i strój, jego szykowność i atrakcyjną szczupłość jej ciała.

Rozejrzała się po pokoju. Wyjęła z szuflady patyczek, zdjęła szklany bursztynowy klosz z pięknej porcelanowej lampy naftowej, przyłożyła drewienko do ognia, przeskoczył płomień. Podeszła z nim do małej lampki stojącej na mahoniowym stoliku pod ścianą, zdjęła jej klosz i podpaliła knot. Drobny płomień ożył. Podkręciła knot, aby świecił słabiej, i z tą lampką w dłoni podeszła, zdmuchnęła płomień pierwszej lampy i wyszła.

Szła do lasu w ważnej sprawie. Wiedziała, że w ważnej sprawie i że musi tam iść. Była noc, ale wokoło było jasno, aż za jasno i może dlatego czuła coś magicznego. Spojrzała w górę. Na tle czerni widać było olbrzymi księżyc w pełni i małe pojedyncze chmury, musiały być cieniutkie, gdyż przeświecało przez nie światło księżyca i wydawały się one płatkami świecącego światła. Światło było tak intensywne, że wszystko wydawało się widoczne, tajemnicze i bezpieczne.

Przechodziła obok sadu. Nie śpieszyło się jej. W środku czerwca w tym sadzie wisiały, a raczej czerwieniały w dzień słodziutkie czereśnie. Sięgała dłonią. Owoce wyglądały na czarne i brzydkie, ale były słodkie. Tu wśród niskich drzew owocowych było ciemniej, pokręciła pokrętłem przy lampce i z małym opóźnieniem płomień stał się większy, a światło lampy stało się intensywniejsze. Teraz jaśniej wydawało się w pobliżu, a dalej wszystko wydawało się ciemniejsze i bardziej niepokojące.

Trzeba było iść. Zostawiła czereśnie z niechęcią. Szukała przecież czegoś bardziej wartościowego, kwiatu paproci. Sama nie wierzyła w kwiat paproci i w legendę też, ale obiecał jej ten kwiat czarownik. Wystarczyło tylko przyjść do lasu i go od niego wziąć. Teraz czuła się niespokojna. Przed nią był las i wydawał się czarny. A gdy weszła pomiędzy drzewa, wydały się one jej wielkie. Stało się nagle mroczno, czarno. Lampka oświetlała tylko to, co było najbliżej. Wokół słychać było jakieś dźwięki. Kukułka zakukała, obejrzała się za siebie. Stał tam i patrzył na nią. Skąd się tam wziął, tak nagle?

– Przyszłam tu po obiecany kwiat paproci. Daj mi go – poprosiła.

– On jest tu, ale kawałek stąd.

– Przynieś mi go.

– Sama musisz go wziąć, dla siebie.

Zastanawiała się chwilę i poszła. Głupie to było w tym śnie, tak pójść do lasu z kimś obcym, ale pamiętała, że przeszli kawałek i tak: Spotkała czarodzieja w lesie. Przeszli wśród drzew i znalazł on o północy to, co w baśniach kwitnie raz w roku, Kwiat paproci. Widziała paprocie. Patrzyła i widziała kwiatek na paproci. Daj go mnie, nakazała z oczekiwaniem. Dam go tobie.

Miała kwiat w dłoniach i tu sen nagle się urwał. Teraz skupiła się na tym momencie. Ma kwiat paproci w dłoniach. Widzi swoje dłonie, ma w nich kwiat paproci. Kwiat paproci, sama go wyrwała z liści krzaku paproci. Ma w dłoniach kwiat paproci. Widziała to i nic więcej. Co było dalej? Co wydarzyłoby się, gdyby się nie obudziła? Co miał dać jej ten kwiat paproci? Co ja chcę? Co chcę?!

Autor: Janusz Nitkiewicz

Nitki babiego lata – 5

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Łąka niedaleko niej była ulubionym miejscem spotkań zakochanej pary. Córka pastora i młody rzemieślnik byli już po słowie. Ciągle jednak przychodzili w miejsce swego pierwszego spotkania i pocałunku.

Autor: Paweł

Nitki babiego lata – 4

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Na pobliskich polach, w okropnym skwarze i w pocie czoła pracowali rolnicy. Ostatnie dni żniw zawsze wyciskają z nich ostatnie soki.

Autor: B

Przy pięknej starej toaletce – 29

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że tańczyła z pięknym młodzieńcem. Wirowali w tańcu z gracją i wdziękiem. Była tak oczarowana tańcem, że zupełnie zapomniała o obecności innych ludzi na sali balowej. A było ich bardzo dużo. Liczył się taniec, rytm, wspólne zgranie się. Wraz z partnerem odgadywali swoje zamiary i poddawali się muzyce. Nie przeszkadzało jej nawet to, że partner delikatnie lecz zdecydowanie prowadził. „A ja już myślałam, że jestem wojującą feministką” – pomyślała dziewczyna.

Ręka czesząca włosy zatrzymała się, grzebień również znieruchomiał. Dziewczyna zamyśliła się głęboko. W jej głowie pojawiła się nowa myśl – „Może zapiszę się na kurs tańca?”. Po chwili znowu zaczęła rozczesywać swoje piękne włosy.

Autor: Ewa Damentka

Nitki babiego lata – 3

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. Stada ptaków wzbiły się w powietrze, zaniepokojone przebiegającymi obok nich sarenkami. To był jedne z najpiękniejszych dni lata.

Autor: AW

Nitki babiego lata – 2

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki. W oddali jechał pociąg jak pędząca dokądś metalowa gąsienica. Był tak daleko, że nie było go słychać. Obok widać było rzędy utkanych ze stali słupów energetycznych. Natura nastrajała błogo. Tu był jednak intruzem, nie czuł się u siebie, może to był ten powód, że tak się czuł, jak intruz. Bez koca bał się położyć w kuszącej go swoją soczystością i zapachem trawie. Wiedział, że coś go potnie i będzie potem swędziało. Rozejrzał się i przysiadł na zwalonym konarze drzewa i patrzył z przyjemnością na ten świat inny niż jego codzienny. Tam też była roślinność i starała się żyć wśród bruku, wychodziła ze szczelin asfaltu, czasem udało się jej rozsadzić wroga siłą korzeni. A sama zieleń, ta zaplanowana, zaakceptowana, była przycięta, przyschnięta, rozdzielona alejkami. Jedynie, na nasypach wiaduktów, obok mostów, na poboczach, tam rosły dzikie kwiaty i też nie swoim życiem. Jedynie do czasu, nim zostaną ścięte za pieniądze podatników. Zostaną ścięte na pewno byle jak, wg zaplanowanego zakresu i ograniczonego obszaru robót. Pojedyncze kwiaty przetrwają, te przy słupkach, te po drugiej stronie i rozsieją nasiona, i za rok znowu będą tam kwitły maki i chabry, i urośnie wysoko trawa.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Nitki babiego lata – 1

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki, gdzie cudnie kumkały żabki.

Ania wyszła właśnie z pobliskiego lasku, w którym zbierała grzyby. Koszyk pełen był prawdziwków i podgrzybków, bo zbierała tylko grzyby, które znała dobrze.

Usiadła na wysokim brzegu sennie płynącej rzeki. W lustrze wody pięknie odbijały się promienie zachodzącego słońca.

Odkąd Kuba wyjechał za granicę „podobno zarabiać”, sama przyjeżdżała do letniego domku. Tak niedawno pieczołowicie, długo go budowali i urządzali. Była to odskocznia od codziennego życia w wielkim mieście dla niej i jej ukochanego.

Ania jest jeszcze młodą – trzydziestoletnią kobietą. Dla niej bez Kuby życie straciło sens.

Zapatrzona w leniwie płynący nurt rzeki zastanawiała się, co teraz będzie?

A jeśli on nie wróci? Coraz rzadziej dzwoni…

Co dalej?

Autor: Joanna

Przy pięknej starej toaletce – 28

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że wybrała się na wycieczkę w góry, w miejsce, o którym mówiono „Pawie Oko”. Ażeby tę dolinkę zobaczyć, trzeba było się najpierw bardzo wysoko wdrapać, potem przejść oznakowaną ścieżką i potem za dwoma skałami, które wydawały się zagradzać drogę, otwierało się przejście do dolinki ze stawem. Dziewczyna bardzo chciała tam spotkać kogoś, kogo bardzo lubiła i właściwie słyszała, jak ten ktoś wymawia jej imię, jak woła ją „Krysiu”. I rzeczywiście ktoś ją wołał, ale nie była to osoba, na którą czekała, tylko jej siostra, która wołała ją: „Krysiu wstawaj, bo spóźnimy się obie”.

Autor: Borówka

Przy pięknej starej toaletce – 27

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jest operatorem dźwigu. W swojej pracy oglądała świat z góry. Stamtąd wszystko wygląda inaczej. Rozległy kompleks wieżowców sprawia wrażenie przynależności do obszaru miasta.

Będąc na dole człowiek czuje się bardziej lokalnie.

Autor: Adam