Przy pięknej starej toaletce – 6

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jeździła w zaprzęgu św. Mikołaja, powożąc reniferami i zrzucając nad różnymi miastami i wioskami paczki pełne upragnionych prezentów. A było ich tak dużo, jak wiele roześmianych twarzyczek obdarowywanych nimi dzieci.

W tym śnie dorośli też byli dziećmi – dostawali to, czego w głębi serca najbardziej pragnęli i potrzebowali jednocześnie.

Zdziwicie się może, ale wcale nie były to nowe modele samochodów, ani markowe ubrania, czy sprzęt DVD.

A i tak ich twarze rozjaśniały się, napełniając wielką radością.

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 5

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że spotkała się na przyjęciu w pięknym ogrodzie – niczym z obrazów Malczewskiego – ze zmarłymi dziadkami i innymi kuzynami z dawnych lat. Częstowali ją domowymi wypiekami i konfiturami z owoców z ogródka. Niewiele mówili, każdy był czymś zajęty, a jednocześnie emanował spokojną radością i miłością. Na odchodnym dotknęli jej ramienia i ściskając serdecznie – rzucili od niechcenia – „Będzie dobrze”!

…A przecież nie zadała im żadnego pytania i niczego nie mówiła…

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 4

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jej grzebień nabrał niezwykłej mocy – za każdym razem, gdy czesała włosy – zmieniała się w inną postać. Raz była księżniczką, raz pasterką, innym razem starcem z pooraną bruzdami twarzą.

– To pewnie jakiś znak – pomyślała – Pójdę jednak na ten wtorkowy casting. Co mam do stracenia?

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 3

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że urodziła się w mieście należącym do innej, pozaziemskiej cywilizacji. Tam porozumiewali się telepatycznie, nie trzeba było uczyć się żadnych obcych języków, ani zdawać egzaminów. Co tylko zechciała – przychodziło. Miłe uczucie.

– Nie ma to jak relaks w domku u babci na wsi – pomyślała, patrząc na sporą stertę ćwiczeń do egzaminu poprawkowego z niemieckiego.

Cóż trzeba chyba powrócić do rzeczywistości.

Zapach kawy znęcił ją do kuchni i pobudził do działania. A więc do roboty.

Witaj planeto Ziemia!

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 2

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jechała na białym koniu ze srebrzystą długą grzywą, przez łąki i lasy – aż zatrzymała się przy małym górskim źródle. Spragniona zanurzyła w nim swoje ręce i obmyła twarz.

W nurcie wody zobaczyła swoje odbicie – szczęśliwą, promienną twarz. Sięgnęła po łyk źródlanej wody – smakowała znakomicie. Zaczęła biec bosymi stopami, dotykając rosy w trawie. Rozpędziła się tak beztrosko, że uniosła się w powietrzu i niczym ptak zaczęła fruwać, machając energicznie rękami – skrzydłami.

Tak, teraz już wie, co robić.

Jutro powie o wszystkim. Musi być inaczej…

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 1

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że była księżniczką jakiegoś bliżej nieznanego państwa (może państwa, o którym nikt nie wiedział, bo działało ono w konspiracji?). Czyżby to było jakieś nawiązanie do czasów stanu wojennego – świadoma śnienia próbowała analizować. Nieważne – jest nieźle. Ujęcie z góry – widzi siebie wychodzącą w długiej sukni z kanałów (tak, to by wyglądało na konspirację, ale z czasów II wojny światowej – komentuje w myślach). Podaje jakieś papiery bardzo groźnie wyglądającym strażnikom w mundurach, z karabinami na ramionach. Udaje się przejść dalej. Za rogiem kolejny szlaban i kontrola mundurowych. Jakieś zamieszanie, wybuchy i kurz. Korzystając z nieuwagi strażników przedziera się dalej. Dochodzi do jej świadomości (w śnieniu), że ma przekazać jakiś bardzo ważny i tajny meldunek lub rzecz komuś, kto na to czeka.

Obraz nagle rozmywa się, sen znika. Budzik przerywa akcję…

Może będzie ciąg dalszy?

Autor: Ewa Majewska

Była sobie łąka – 47

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka…

Zasłonki też jeszcze do niedawna powiewały, ale podarły się po ostatniej nawałnicy, kiedy to Michał zapomniał zamknąć dobrze okno.

I nie wiszą. Powiewa tylko biała firanka, ale w niczym to nikomu nie przeszkadza, nawet firance.

Autor: Ewa Majewska

Czerwcowa noc – 28

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na wojnę do Somalii, by raz na zawsze rozprawić się z tamtejszymi szwadronami śmierci. Uzbrojeni byli w kolorowe stroje, gąbkowe, czerwone nosy, tęczowe peruki i farbki do malowania twarzy.

Była to grupa do zadań specjalnych. Komando Klauni, przy których nawet żołnierze GROM-u wyglądali jak grzeczne dzieci.

Zadaniem klaunów było rozbrojenie przeciwników śmiechem i tak też się stało. Somalijczycy już na sam ich widok zaczęli siusiać w majtki ze śmiechu.

Jak widać klauni nadają się do wielu rzeczy.

Autor: Bubulubu

Czerwcowa noc – 27

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na świeże powietrze. Można tam było zobaczyć pewnego człowieka, który wszędzie się śpieszył. Śpieszył się tak bardzo, że nigdzie nie mógł zdążyć.

W głowie narastał zamęt. Zupełnie nie wiedział, co ma z tym fantem zrobić. Wszędzie jest go pełno, a jednocześnie nigdzie go nie ma. Sytuacja jest dość paradoksalna.

Postanowił – trochę tak jak Budda – usiąść pod drzewem i poczekać, aż rozwiązania same przyjdą. Po pewnym czasie rzeczywiście przyszły.

Od tamtej pory zachowywał się inaczej. Trochę jak inny człowiek, choć cały czas przecież był taki sam.

Autor: Bubulubu

Była sobie łąka – 46

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka.

Słońce było już wysoko. I było bardzo ciepło.

Jak co dzień o tej porze roku, dzieci wróciły ze szkoły do domu. Z daleka usłyszały szczekanie swego ukochanego psa i poczuły zapach obiadu.

Pies wybiegł im na spotkanie, a że był bardzo towarzyski, wiadomo było, że bez chwili zabawy nie wpuściłby dzieci do środka. Czwórka dzieci więc rozdzieliła się i troje z nich wślizgnęło się biegiem do domu. Najmłodsze dziecko wybrało się z psem nad strumień. Pies był bardzo szczęśliwy, gdyż napił się chłodnej, bardzo dobrej wody.

W tym czasie reszta rodzeństwa wraz z rodzicami czekała z obiadem. Gdy dziecko wróciło ze spaceru, pozostało już tylko umyć ręce i siąść do stołu.

Autor: Adam