Kiedyś dawno dawno temu – 38

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Każda pora roku wita nowe życie szczególnym układem gwiazd. Często są to wspaniałe konstelacje, ale bywa i tak, że coś się w promieniach gwiazd zagmatwa. Wtedy nadzieja umiera, bo chore dziecko stawia nas w odwrotnej sytuacji. To my musimy zrobić wszystko, żeby to małe zagmatwane życie uczynić znośnym. Niezwykłe wyzwanie, niesamowity trud, ale i wielka nagroda. Można się poczuć stwórcą, kiedy chore, krzywe nóżki zaczynają się prostować, słabe serce bije coraz mocniej i równiej, a niewidzące maleństwo zaczyna końcami palców odczuwać kolory. Wtedy można zachłysnąć się miłością i sukcesem.

Autor: Magda z Dachu

Gromadka dzieci – 22

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o swoim życiu.

Babcia mówiła:

Ja bajek nie umiem opowiadać, ale opowiem wam, jak byłam mała i o mojej rodzinie.

Miałam dwie siostry – jedną starszą i drugą młodszą. Bawiłyśmy się w domu lalkami. Kiedy przyszła zima, chodziłyśmy do parku, żeby zjeżdżać na sankach. Park był bardzo blisko, chodziłyśmy tam same i na zmianę zjeżdżałyśmy z górki. Mama nie pracowała, a nasz tata był górnikiem, pracował w kopalni na Śląsku i codziennie pociągiem do pracy jechał.

Pracował na trzy zmiany, na ranną 6-14, na popołudniową 14-22 i nocną 22-6 rano.

Tatuś bardzo nas lubił i co jakiś czas przynosił nam napoleonki.

Autorka: Zosia S

Lekkie krople deszczu – 38

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemną, burzową chmurę, która próbowała podpłynąć bliżej domu. Na szczęście dla jego mieszkańców, to się jej nie udawało, mimo że sprzyjał jej silny wiatr popychający ją w tym kierunku.

Na chmurze znajdowało się wielu płanetników. Niektórzy wiosłowali, inni bosakami odpychali się od lżejszych szarawych chmurek, po to by odciągnąć chmurę od domu. Na tych szarawych chmurkach też byli płanetnicy, pomagający odepchnąć dużą burzową chmurę.

Udało im się! Wspólnym wysiłkiem zaprowadzili chmurę nad wielkie morze. Sprawdzili, czy pod spodem jest pusto. Gdy zobaczyli, że w promieniu wielu mil, nie znajdował się żaden statek lub łódka, odetchnęli z ulgą. Zatrzymali chmurę i pomogli jej uwolnić się od deszczu i piorunów.

Przez okno widać było rozbłyski na horyzoncie, ale nad domem już błękitniało niebo i lekkie krople deszczu coraz wolniej stukały o parapet.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Gromadka dzieci – 21

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o chłopczyku, który nazywał się Pinokio. Jak to się stało, że przyszedł na świat? Że jego Tatuś, chcąc dzielić z kimś życie i mieć swoje własne dziecko, wystrugał go z drewna i kochał go nad życie, tak samo zresztą, jak kochał swego Tatusia Pinokio.

Babcia również powiedziała dzieciom, że jeśli Pinokio nie mówił prawdy, jego nos wydłużał się coraz bardziej i wszyscy dookoła widzieli, kiedy kłamie. Z tego też powodu Pinokio coraz rzadziej kłamał. Była to przestroga dla dzieci, bo a nuż spotka ich to samo, co Pinokia…

Autorka: Alicja

Kiedyś dawno dawno temu – 37

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu…

– Tak – pomyślał ojciec – nauczę go jazdy samochodem – będzie z niego świetny kierowca.

– I przejmie po mnie warsztat – powiedział już na głos.

– Co? – zapytała żona.

– Nic…

– Słyszałam… może przejmie, a może nie… Pamiętasz, co mi obiecałeś? Mały sam wybierze, kim będzie chciał być i co będzie robił.

– Tak, tak…

– No więc?

– Będzie dobrze. Wszystko co przyjdzie, będzie w porządku. Z tartakiem czy bez niego. Obiecuję! – odpowiedział Tata.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 20

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Misiu Uszatku i jego przyjaciołach. Wszyscy bardzo lubili miód i ciągle go brakowało. Ale ktoś wpadł na pomysł, żeby miód zamienić na cukierki, których nie lubił miś i… skończył się problem, a wszyscy byli bardzo szczęśliwi.

Autorka: Iwonna

Lekkie krople deszczu – 37

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było szarawobrunatny pejzaż, który rozpuszczał się po wpływem deszczu.

Brudne smugi spływały po budynkach, latarniach, chodnikach, parasolach i przemykających w strugach deszczu ludziach. Deszcz padał równomiernie i długo. Ciemne smugi spływały do studzienek kanalizacyjnych.

Po pewnym czasie, spod szarawobrudnej rzeczywistości zaczęły przeświecać czyste, żywe kolory – czerwony, żółty, niebieski, zielony… – w najrozmaitszych odcieniach.

Deszcz padał dalej i w końcu odsłonił piękno, które pod szarością było schowane.

Kolorowe domy lśniły i cieszyły oczy. Lśniące czystością liście drzew oraz soczysta trawa cieszyły również. Parasole zrobiły się kolorowe, podobnie jak ubrania przechodniów.

Ludzie przestali się śpieszyć i zaczęli spacerować, cieszyć się deszczem. Przystawali i rozmawiali ze znajomymi i nieznajomymi. Ich oczy błyszczały i promieniały radością.

Niebo przejaśniło się, deszcz przestał padać. Zza chmur wyjrzało słońce i po godzinie już tylko mokre kałuże na ulicy i na chodnikach przypominały, że w ogóle padało…

Autor: Ewa Damentka

Gromadka dzieci – 19

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o pięknej królewnie, zamkniętej w wieży zamkowej.

Królewna stała przy oknie i patrzyła na cudowną jesienną przyrodę, na zielono-czerwone drzewa i prawie puste szare pola. Było to bardzo dawno i bardzo daleko. Królewna bardzo by chciała pobiegać wśród tych drzew, ale była niegrzeczna, uparta, krnąbrna i pyskata i za to tata król zamknął ją w wieży. Długo tam już przebywała, bo pamiętała, że widok przez okno był zupełnie inny. Wszędzie zielono, a pola pokryte pięknym kwieciem. Bardzo chciała wyjść na wolność. Postanowiła więc przeprosić tatę za swoje złe zachowanie i bardzo, bardzo chciała zmienić swoje postępowanie. Ale niedobry ten król odpowiedział…

Wnuczek jęknął, a Wnuczka pokiwała główką. Babcia widząc zadumane i wystraszone buźki swoich wnucząt powiedziała, że król wcale nie był taki zły. On bardzo kochał swoją córkę i chciał, aby przemyślała swoje zachowanie. Dzieci patrząc na babcię wyszeptały: „dobrze, że u nas nie ma królów, a my postaramy się być zawsze grzeczne i posłuszne. Dobranoc Babciu – dziękujemy”. I poszły spać.

Autorka: Joanna

Gromadka dzieci – 18

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Dawnolandii, dziejach dawnych grodu, w którym kiedyś zamieszkiwali ich pradziadowie… i pradziadowie pradziadów, prababcie i jeszcze dawniejsi przedstawiciele rodu.

O czasach, kiedy w puszczy, porastającej okolice, chodziły niedźwiedzie, a plemiona Słowian wspólnie gromadziły się, naradzając się nad najlepszą metodą ich upolowania…

W oczach dzieci blask robił się jeszcze większy, niż na początku opowieści. Uwielbiały takie wieczory z babcią, przy kominku.

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 36

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było park, staw w parku, kolorową zieloną ławeczkę, która przy tej pogodzie wyglądała dość smętnie i trochę oblepiały ją liście.

Siedziałam przy oknie i myślałam o minionym lecie i o tej ławeczce. Była dla mnie symbolem oczekiwania, bo skoro już jest takie piękne miejsce, to powinno się tam coś pięknego wydarzyć.

Dlatego w ciepłe letnie dni przychodziłam tam, nieraz bardzo wcześnie rano, słuchałam ptaków lub nagranych powieści, albo coś dziergałam na drutach. Czasem przychodził na tę ławeczkę ktoś jeszcze i przyglądał mi się. Czasem rozpoczynał rozmowę i teraz, kiedy lato już minęło i pada jesienny deszcz, myślę, że to było najpiękniejsze, co się mogło wydarzyć.

Autor: Borówka