Gromadka dzieci – 17

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o przygodach szewca Dratewki, który był niezwykle dzielnym i zaradnym młodzieńcem. Posiadał umiejętność zszywania, łatania, łączenie i przywracania życiu rzeczy, przedmiotów, a nawet niematerialnych bytów – takich jak chociażby chmury…

Jeśli z poszarpanych chmur padał zbyt długo deszcz, szewc Dratewka wyciągał swoją igłę i zszywał obłoki. Deszcz ustawał, a na niebie pojawiała się tęcza.

Autor: Ewa Majewska

Gromadka dzieci – 16

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o rozstaniu. O tym, że każdy kwiat kiedyś przekwita i odchodzi i należy pamiętać, że trzeba cieszyć się tym kwiatem wtedy, kiedy jest. Trzeba go wąchać i podziwiać.

Można też podarować go komuś bliskiemu…

Ale… kiedy nadejdzie jego czas, trzeba pozwolić mu odejść, ewentualnie zasuszyć w ulubionej książce…

Autor: Ewa Majewska

Lekkie krople deszczu – 35

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciemne chmury. Polną drogą szedł elektryczny człowiek. Padający deszcz powodował, że jego pole rażenia stawało się coraz większe.

Po niedługim czasie widać już było tylko coraz większą i porażającą kulę piorunów i wyładowań elektrycznych. Nikt nie wiedział, co to wszystko ma znaczyć. Ludzie zaczęli uciekać w popłochu, a strażacy, którzy chcieli ją ugasić, prędko zostali zamienieni w węgielki.

Z nieba przyleciał Anioł i wskoczył w tę kulę piorunów. Dał zaledwie dwa albo trzy razy elektrycznemu człowiekowi w przysłowiową papę, przewracając go przy okazji, po czym wyjął czarną smołę z serca i głowy naszego bohatera.

Elektryczny człowiek wstał lecz nie był już człowiekiem elektrycznym, ale normalnym człowiekiem

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 15

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o czerwonym kapturku, który ubierał się na zielono, a koloru czerwonego unikał, jak diabeł święconej wody.

Dzieci się rozbudziły, każde zaczęło znosić do domu wszystko w kolorze zielonym. Jedno z nich nawet przefarbowało włosy na tenże piękny kolor… Rodzice nie byli zachwyceni z tego powodu i ogolili dziecko na łyso.

Nie zniechęciło to go wcale. Kiedy podrosło, pomalowało się całe na zielono, wskoczyło do pierwszego lepszego statku kosmicznego i wylądowało na Marsie, stając się prawdziwym ufoludkiem.

Pech jednak chciał, że jest to czerwona planeta.

Autor: Bubulubu

Gromadka dzieci – 14

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o człowieku, który wyszedł ze swojego nieszczęścia.

Kiedyś uświadomił sobie, że jego życie nie wygląda tak, jakby chciał. Zrozumiał, że jego kłopoty, troski i nieszczęścia otaczały go i zmieniały rzeczywistość. Zatruwały jego myśli, jego działania i jego relacje z ludźmi…

Postanowił, że chce to zmienić. Uznał, że da radę… Wyobraził sobie siebie i chmurę nieszczęść, trosk, poczucia krzywdy, zmartwień i innych paskudztw, które go otaczały. Wpadł na pomysł, że im ucieknie!!!

Wybrał się więc na długi spacer i wyobrażał sobie, że idzie szybciej niż jego nieszczęścia. Zobaczył, jak pozostające w tyle troski, zmartwienia, krzywdy, nieszczęścia, a nawet strach, rozwiewają się w powietrzu, a otaczająca go chmura staje się coraz cieńsza. Szedł dalej energicznym, miarowym krokiem i ciągle utrzymywał w swojej wyobraźni obraz, że idzie szybciej niż jego nieszczęścia.

W pewnej chwili poczuł ulgę i lekkość. Nieszczęścia, troski i krzywdy zniknęły! Cofnął się, żeby sprawdzić, czy jakieś nie schowało się w trawie. Na szczęście nic nie znalazł. Był wolny!!!

Wtedy zaprosił do swojego życia Radość, Szczęście i Zdrowie. Wyobraził sobie, jak gęstnieją i otaczają go, wirując w powietrzu i bawiąc się beztrosko. Poczuł i zobaczył, że razem z nim zjawiły się Miłość i Siła. Wiedział, że teraz już sobie poradzi i będzie żył zdrowo i szczęśliwie…

Zastanowił się chwilkę, co zrobić na wypadek, gdyby kiedyś jakieś nieszczęście znów chciałoby się do niego przykleić. Szybko rozjaśnił się, bo zrozumiał, że metodę już ma…

Wypracował nowy nawyk – często chodził na spacery i wyobrażał sobie, że że wszystkie nieszczęścia, nawet malutkie, zostawia za sobą, a w zamian przyciąga do siebie coraz więcej Radości, Zdrowia i Szczęścia.

Babcia skończyła opowiadać bajkę, a dzieci słuchały dalej… Więc milczała, żeby im nie przerywać tego skupienia. Po pewnym czasie jedno z dzieci zapytało, czy jutro mogą pójść z Babcią na spacer. Zgodziła się. Wtedy roześmiane dzieci poszły razem z nią na kolację…

Autor: Babcia Jaga

Lekkie krople deszczu – 34

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było noc. Właściwie to niewiele było widać. Na ulicy paliły się wprawdzie latarnie, jednak zasłaniały je drzewa, na których było jeszcze trochę liści. Wiedziała, że te liście były, chociaż nie było ich widać. Przenikało przez nie coś czarno-białego, złowróżbnego i przeważała raczej czerń, a całość widoku okryta była białą mgiełką pary na szybie.

W pokoju musiało być wilgotno i musiało być ciepło, na zewnątrz natomiast zimniej. To ciepło nie dawało jednak błogości, wydawało się, takie mechaniczne, tak samo sztuczne, jak zimno na dworze. Zamglenie na szybach dodawało obrazowi za oknem duchowej poświaty, inaczej to byłaby czerń z gwiazdkami zimnego elektrycznego światła, a tak to co widziała wydawało się dodatkowo mgliste i niewyraźne. Brr, to nie był przyjemny widok.

Otrząsnęła się, czując bezsens tego własnego zachowania. Spojrzała, na stole leżała otwarta książka. Powietrze było nieprzyjemnie wilgotne i parne, a ona drżała. Żeby chociaż mogła poczuć senność w czasie patrzenia przez okno, ale co mogło być przyjemnego w patrzeniu na taki bezsensowny widok widziany poprzez matowe szkło? Sięgnęła po chusteczkę i wysmarkała nos. Co może być przyjemnego w przeziębieniu, w innej chorobie?

Może, napiłaby się gorącej herbaty? Ale, przecież i tak było jej gorąco, i czuła zmęczenie, raczej brak siły, tak dotkliwy, że wydało się jej niemożliwe, aby pokonać to wyzwanie i wstać z łóżka, pójść do kuchni… . I po co to? Lepiej byłoby zasnąć, ale nie mogła zasnąć. Znów spojrzała na książkę, nie miała chęci po nią sięgnąć. „Może wziąć jeszcze jedną tabletkę?” – pomyślała. „Może kilka i mieć spokój ze wszystkim?”, ale nie sięgnęła po tabletki.

Znów patrzyła na wilgoć na szybach, taką ciepłą mechaniczną wilgoć i na zimny widok za oknem. Lekkie krople deszczu stukały o parapet, niektóre ściekały po zamglonej szybie, tworząc mgliste linie opadające w dół.

Autor: Janusz Nitkiewicz

Była sobie łąka – 52

Była sobie łąka. Soczysta, zielona łąka. Niedaleko rósł las i płynął strumyk. Na środku łąki stał mały biały domek z czerwonym dachem. W szeroko otwartym oknie powiewała biała firanka, a na stole szklanka i maślanka. Też makowiec własnej roboty i jajka, prosto od kur.

W dalszej części kuchni piec chlebowy i płyta na drewno. Obok domu studnia z daszkiem, też czerwonym i dachówką, jak na dachu domu.

Atrybuty wsi i zdrowego, naturalnego jedzenia. Klimatu dopełniały odgłosy przyrody. Wieczorem było słychać żaby. Noc cicha, a poranek z rosą. Chciałbym to zmagazynować i zawieźć do dużego miasta, w którym mieszkam na co dzień.

Autor: Adam

Gromadka dzieci – 13

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o królewnie, która marzyła o tym, by być zwyczajną dziewczynką. Chciała chodzić na spacery z rodzicami – bez ochroniarzy i tłumu dworzan. Chciała samodzielnie ubierać się, sznurować buciki i chodzić do zwyczajnej szkoły, gdzie uczyłoby się dużo dzieci. Bardzo chciała być jedną z nich.

Tymczasem rodzice, w trosce o nią, wyręczali ją prawie we wszystkim lub kazali, by wyręczali ją dworzanie.

Dziewczynka marzyła o życiu w zwyczajnym mieszkaniu. O tym, że ma psa, kota, królika, zwyczajnych rodziców, przyjaciółki i… babcię, która jej oraz jej przyjaciołom opowiada bajki… A wszyscy siedzą na dywanie przy kominku i zasłuchani wpatrują się w babcię…

Autor: Jadzia

Gromadka dzieci – 12

Gromadka dzieci siedziała na puchatym dywanie przy rozpalonym kominku. Ogień wesoło buzował, oświetlając ciepłym blaskiem ich zasłuchane twarzyczki.

Dzieci wpatrzone były w babcię, która siedziała na bujanym fotelu i opowiadała im bajkę o Wojtusiu i iskiereczce.

– Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruga. Chodź, opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa: była sobie raz królewna, miała chatkę z masła. A w tej chatce same dziwy… Pstryk, iskierka zgasła.

Zapadła cisza i tylko pełzające po gałęziach płomyki snuły dalej tę piękną opowieść…

Autor: Kolor

Lekkie krople deszczu – 33

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było zmiany w powietrzu. Unosiły się liście, pył.

Lekki chaos w atmosferze. Po chwili przez szyby zaczęły docierać promienie światła. Mgła znikała.

To słońce, które zaczęło robić swoje porządki.

Ma być ciepło i radośnie. Jest jesień, a na przedzimie przyjdzie czas.

Czas podsumowań i nadziei, bilansu. Czas przed radością Świąt i Nowego Roku.

Czas równowagi…

Autor: Celownik