Delikatna mgiełka – 3

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły budziło się życie. Słychać było brzęczenie pszczół, trzepotanie ważek, widać było wiele kolorowych motyli.

Na brzegu skupieni wędkarze wpatrywali się w toń rzeki, wypatrując swoich spławików

Autor: Jurek

Kiedyś dawno dawno temu – 35

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu.

Chłopiec był wcześniakiem. Był to dopiero szósty, bardzo niebezpieczny miesiąc. Lampa tranowa oświetlała rodziców. Początkowa radość mamy zmieniła się w smutek i ból…

– Sądzisz, że da radę? Że przeżyje? Jest taki malutki, taki delikatny i słaby – zapytała.

– Pamiętaj kochanie, że każde z nas ma swoje przeznaczenie, swój własny los. On kiedyś zrobi coś ważnego, to do czego jest przeznaczony, a wtedy oboje będziemy z niego dumni.

Odzyskawszy nadzieję, mama z miłością ucałowała syna i położyła go spać.

– Masz rację. Kiedyś będzie wielki.

Autor: Ewelina

Delikatna mgiełka – 2

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły młoda dziewczyna ubierała się po kąpieli w rzece. Potem zebrała bukiet polnych kwiatów i poszła w kierunku chaty.

W domu na stole był już chleb, masło i miód, i czekał ukochany mąż, a w kołysce spało małe dziecko.

Jak co dzień, zjedzą razem posiłek i mąż pójdzie do pracy w lesie, a ona zajmie się domem.

Przed nimi jeszcze wiele radości i smutków, lat „tłustych” i „chudych”, ale mając świadomość, że są rodziną i mogą liczyć na siebie, dożyją późnej starości i wielu wnuków.

Autor: Bożena

Delikatna mgiełka – 1

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły budzi się życie. Podpływają barki, na które ładowane są towary, które mają popłynąć w górę rzeki.

Stoją tu dwie barki mieszkalne, tam też budzi się życie. Ich mieszkańcy wstają, przeciągają się, cieszą się promieniami porannego słońca. W powietrzu unosi się zapach porannej kawy, pitej na górnym pokładzie. Patrzą na leniwie płynącą w tym miejscu rzekę. Za chwilę jednak będą musieli pospieszyć do pracy. Ale wieczorem znów będzie się roztaczał przed nimi cudowny widok rzeki i głosy ptaków mieszkających w przybrzeżnych szuwarach.

Autor: Joanna

Kiedyś dawno dawno temu – 33

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu, że w przyszłości osiągnie pełnię szczęścia, spotka miłość swego życia i będzie tak szczęśliwy, jak oni w tej chwili. Patrząc na niego, już teraz rodzice zastanawiają się, jak go prowadzić i jak go pokierować, żeby był takim człowiekiem, który będzie szczęśliwy i będzie dawał szczęście…

Autor: Paweł

Na dnie szuflady – 28

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia…

Ze wzruszeniem popatrzyłam na listy, kamyk i fotografię. Prawie zapomniałam o ich istnieniu…

Zrobiłam sobie pyszną herbatę w dużym dzbanku, wyjęłam odświętne filiżanki, usiadłam wygodnie i zaczęłam czytać.

W międzyczasie z sympatią popatrywałam na swoje zdjęcie, moje zdjęcie sprzed ok. 30 lat. Spędzałam wtedy wakacje na wykopaliskach w Pobebłociu. Prześliczne miejsce, wspaniałe widoki, więc spacerowałam po okolicznych łąkach i lasach i… dużo malowałam. W pewnej chwili, szczęśliwa i rozluźniona, wpadłam na pomysł, żeby pisać listy do samej siebie – do siebie starszej o 30 lat… Kamyk wzięłam znad strumyka po to, żeby mi o tym przypominał. Spełnił swoje zadanie… Czuję się, jakby wehikuł czasu wystartował…, czytam listy i powracają dawne, szczęśliwe chwile… Czuję się lżejsza, młodsza i pełna nadziei. Ciekawa jestem, co będzie dalej…

Autor: Ewa Damentka

Kiedyś dawno dawno temu – 32

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu myślał o jego przyszłości.

Po kilku sekundach mały chłopczyk zaczął płakać, lecz mama szybko na to zareagowała i przytuliła go do piersi śpiewając kołysankę. Dziecko po kilku minutach zasnęło, a jego tata zaniósł go do łóżeczka.

Rodzice patrząc na niego czuli niezwykłą więź i miłość dziecka do nich…

Autor: Sandra

Na dnie szuflady – 27

Na dnie szuflady leżała paczuszka listów, przewiązanych różową wyblakłą wstążeczką. Towarzyszyły jej: biały kamyczek, bukiecik zasuszonych fiołków i stara pożółkła fotografia.

Kobieta, gospodyni domu, która po raz kolejny gościła bliskie jej osoby, otworzyła szufladę, w której trzymała filiżanki do herbaty, wspaniałe filiżanki. Obok filiżanek na stosiku były poskładane pięknie haftowane serwetki, wykrochmalone i gładko wyprasowane.

Te serwetki ułożyła na stole i ustawiła na nich filiżanki. W międzyczasie spojrzała na zawartość szuflady, na owe listy, kamyk i pożółkłą fotografię. Owe pamiątki przywoływały w jej sercu wspaniałe wspomnienia, chwile z Babcią i Dziadkiem, którzy żyli ze sobą szczęśliwie przez wiele, wiele lat.

Te filiżanki i serwetki trzymała dla gości szczególnie miłych jej sercu, gdyż listy, kamyk i pożółkła fotografia były pamiątkami po Babci. Podobnie jak serwetki haftowane jej ręką i zabytkowe filiżanki oraz wspomnienia chwil, cudownych chwil, spędzanych z babcią na długich rozmowach.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Kiedyś dawno dawno temu – 31

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu. Był to szczęśliwy i radosny dzień dla obojga, gdyż już od dawna oczekiwali utęsknionego dziecka.

Chłopiec wychowywał się pod czujnym okiem rodziców. Gdy dorósł, stał się mężnym wojownikiem, który wykazywał się wielką odwagą i stanowczością. Rodzice wierzyli w to, że wkrótce stanie się przywódcą osady, niepokojonej przez klan okrutnego i złowieszczego Gota, który napadał na ludzkie siedliska, kradł mienie i mordował ludność.

Chłopiec z czasem doskonalił metody walki wręcz i zasady posługiwania się mieczem, który z pokolenia na pokolenie był przekazywany najlepszemu wojownikowi osady. Wkrótce był gotów, by stanąć w szranki, twarzą w twarz z okrutnym Gotem… Zgodnie z oczekiwaniami rodziców stał się świetnym wojownikiem i znakomitym przywódcą.

Pewnego dnia osada została zaatakowana przez mściwego i złowieszczego wroga. Nadszedł czas sprawdzenia swojej odwagi i męstwa. Ze skromnego chłopca nasz bohater stał się wojownikiem o imieniu Gerard. Gerard stał pomiędzy domami, gdy nadjeżdżał mściwy Got, który wywołał go na pojedynek. Walka była zacięta, ale dało się wyczuć przewagę mężnego Gerarda. Nagle Got padł od potężnego ciosu zadanego prosto w serce. Gerard został zwycięzcą.

Radościom i okrzykom nie było końca. Ojciec i matka byli naprawdę dumni. Gerard długo i mądrze panował. Rządził osadą, która rozwijała się i wkrótce stała się wolną i szczęśliwą krainą, bez przemocy i okrucieństwa.

Autor: Krzysztof