Nitki babiego lata – 33

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią, napływającą znad pobliskiej rzeczki.

Na łączce nad rzeczką spotkała się grupa ludzi z wiadrami i metalowymi beczkami.

Pewien mężczyzna wszedł na niewielki drewniany podest z okrągłą dziurą pośrodku. Ukląkł. Jego kolana znalazły się tuż przed dziurą. Następnie pochylił się i dłonie położył na drewnie tuż za dziurą. Zastygł w tej dość dziwnej pozycji.

Po chwili z jego brzucha wysunęło się coś, co przypominało krowie wymię. Jedna z bab uzdrowicielek podeszła do niego i zaczęła to wymię masować, a następnie pociągać, tak jakby doiła krowę.

Do otwartej beczki, stojącej tuż pod dziurą drewnianego podestu, zaczęła spływać ciemna maź, jakby smoła, przetykana czerwonymi rozbłyskami i czerwono-srebrnymi liniami.

Beczka szybko zapełniła się. Zamknięto ją, odtoczono na bok i podstawiono następną. Wkrótce wszystkie beczki zostały zapełnione, a ze wsi przyniesiono kolejne.

Po pewnym czasie wymię zostało opróżnione. Mimo dojenia, już nic z niego nie leciało. Wtedy człowiek wstał i usiadł na skraju podestu. Wyglądał na zmęczonego, jednak miał już pogodniejszą twarz i łagodny wyraz oczu.

– Dziękujemy, dzięki tobie mamy czym palić w piecach, a i elektryczne opłaty się zmniejszyły, jak zaczęliśmy wtyczki przytykać do beczek z twoim paliwem – mówili uradowani ludzie.

Dali mu kubek pienistego, ciepłego mleka i grubą pajdę świeżego chleba.

– Ja też wam dziękuję – powiedział mężczyzna – dzięki wam czuję się potrzebny. Jestem użyteczny. Daję coś dobrego zamiast niszczyć.

– Do widzenia – dodał po chwili.

Zszedł z podestu i ruszył przed siebie.

– Do widzenia, do widzenia. Zajrzyj do nas czasem. Zawsze jesteś mile widziany – krzyczeli za nim.

Potem rozeszli się do domów, tocząc przed sobą beczki z cennym paliwem.

Autor: Jenczy

Lekkie krople deszczu – 22

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było szybko rosnącą kałużę, która zamieniała się w jezioro, a następnie w wielkie morze, zalewające ulice, latarnie, domy – wszystko, co stało na jego miejscu. Z okna na piątym piętrze wyglądała przestraszona kobieta. Z przerażeniem oglądała podnoszącą się taflę wody i bała się, że morze zaleje również jej mieszkanie. Wsłuchała się w krople – i te spływające po szybie, i te stukające o parapet. Zauważyła, że są lekkie i stukają z umiarem. Pomyślała, że to niemożliwe, żeby sam deszcz wywołał tak dużą powódź. Kałużę, to i owszem. Może nawet małe jeziorko, ale na pewno nie morze. To niemożliwe! Jak mogło powstać to morze? Gdzie szukać przyczyn? Czasu było mało, bo morskie fale już uderzały o jej parapet!!!

Kobieta zaczęła się modlić i zobaczyła kran, z którego leje się dużo wody. Następnie odsłonił się drugi obraz – kran był połączony rurami z jeziorem smutku, żalu, rozpaczy i niewypłakanych łez. „Do kogo należy to jezioro?” – pomyślała. Dostała kolejny obraz – jezioro znajdowało się w niej. Jej serce było ściśnięte kilkoma zaciskającymi się opaskami żalu i smutku. Smutek i żal rozlewały się w płucach, a opaski coraz mocniej ściskały serce. Z kolei w głowie znajdowało się pudełeczko samogrające, które wytwarzało coraz więcej żalu, więc opaski ściskały serce coraz mocniej.

Przyszła świadomość, że ten proces trwa od dawna. Pojawiły się wspomnienia, jak od wielu lat udawała przed ludźmi i przed sobą samą, że wiedzie szczęśliwe życie. Jak oszukiwała samą siebie, że wszystko jest w porządku, więc nie umiała, a może też nie chciała zauważyć swojego narastającego smutku.

„Co mogę teraz zrobić” – zapytała znowu. Usłyszała odpowiedź – „zaakceptować to, co się już zdarzyło. Wybaczyć sobie i innym. Uwierzyć w siebie. Wyznaczać kolejne cele. Przywoływać słońce, siły witalne, radość i miłość.”

„Jak to zrobić?” – pomyślała spanikowana kobieta i z przerażeniem zobaczyła, że poziom morza znów się podniósł. Zakrywało teraz pół szyby, a spod parapetu zaczęły sączyć się do mieszkania małe strużki wody.

„Wymyśl pierwszy obraz” – dostała odpowiedź.

Kobieta zaczęła więc budować pierwszą wizję – siebie samej oświetlonej promieniami słońca, uśmiechniętej i promieniującej miłością i spokojną radością. Fale morza uderzały nadal o jej szyby, ale poziom morza przestał się podnosić.

Następnie wyobraziła sobie, że wierzy w siebie. Potem budowała kolejny obraz i widziała, jak jej myśli i czas zajmuje przyszłość i dobre wydarzenia, które mają nadejść i które zaprasza do swojego życie. Poziom morza opadł nieco. Jego fale znowu uderzały o parapet okna.

Zaintrygowana i zaciekawiona kobieta zaczęła snuć kolejną wizję… niestety, bezskutecznie…, ponieważ nie umiała zobaczyć, jak wybacza sobie i innym.

Zrozpaczona zaczęła się modlić i prosić Boga o łaskę wybaczenia.

Zatopiona w modlitwie nie liczyła czasu i nie zauważyła nawet, że morze już zniknęło. Jej modlitwa trwała i trwała…

Kiedy kobieta skończyła się modlić, usłyszała, jak lekkie krople deszczu coraz wolniej stukają o parapet.

Autor: Jenczy

Różnobarwne drzewa – 38

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy, kiedyś, mały zielony ludek pojawił się na Ziemi. Cały ludek przybył na mikrokomecie, która wpłynęła w ziemską atmosferę.

Wszyscy bezpiecznie wylądowali. Rozbiegli się po okolicy i uznali, że planeta bardzo im się podoba. Zaczęli budować domy na drzewach. Rozmawiali ze zwierzętami, ptakami i owadami, a nawet z niektórymi ludźmi.

Ich nazwa w ich rodzimym języku była tak długa i skomplikowana, że ludzie zaczęli ich nazywać po prostu zielonymi ludkami, leśnym ludkiem lub elfami.

Autor: Ewa Damentka

Lekkie krople deszczu – 21

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ludzi, którzy chowali się za parasolami i szli, każdy w swoją stronę. Pewnie wracali do domów, by odpocząć po pracy, wysuszyć się i zjeść ciepły posiłek.

Anka westchnęła i otworzyła oczy. Otaczały ją piaszczyste wydmy i czuła żar, lejący się z nieba.

Marzenia o deszczu utrzymywały ją w jakiej takiej formie. Dawały siłę, by wytrwać do końca kontraktu.

Przyjechała tu z grupą znajomych. Teraz, po paru miesiącach, rzadko odzywali się do siebie prywatnie – rozmawiali tylko na służbowe tematy.

Każdy uruchamiał własne sposoby, żeby przetrwać i choć na chwilę zapomnieć o gorącu.

Anka zaczęła wstawać, żeby wrócić co pracy, ale szef dał jej sygnał, że jeszcze może chwilkę odpocząć. Więc usiadła wygodnie, zamknęła oczy i znowu zaczęła przypominać sobie wilgoć, przyjemny chłód i lekkie krople deszczu, stukające o parapet.

Autor: Głos

Wiosenny las – 39

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i spoglądał w mapę. Zaplanowany wcześniej wedle niej spacer miał przebiegać polnymi drogami. Kiedy szedł wyznaczonym szlakiem, uznał, że ciekawią go niewielkie wzgórza otoczone lasem. Zdecydował więc o zmianie drogi. Teraz szedł, i na bieżąco zapoznawał się z nowymi szlakami, jakie miał wyrysowane na mapie. Wytyczał nową drogę.

Podróżnik miło się zdziwił, gdy zaczął spotykać na pagórkowych szlakach swoich znajomych i nauczycieli sprzed lat. Pojawiło się u niego przekonanie, iż wartościowi i znaczący ludzie lubią górskie szlaki oraz wędrówki. Podróż wyznaczonym szlakiem daje nam przygodę, a krajobraz oraz wysiłek fizyczny korzystnie wpływają na psychikę i ciało.

Autor: Adam

Lekkie krople deszczu – 20

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było ciężki sprzęt, odśnieżający nagromadzone zwały starego śniegu. Powoli z poboczy drogi znikały góry szaroburego śniegu, a deszcz rozpuszczał pozostałe jeszcze resztki, odsłaniając ziemię, która mogła wreszcie odetchnąć.

– Uff… nareszcie – ziemia wydała z siebie ciężkie westchnienie, ale było to westchnienie ulgi.

Deszcz powoli wsiąkał w jej coraz głębsze warstwy, pobudzając do życia uśpione larwy, korzenie i nasiona, z których już wkrótce rozwiną się nowe pędy.

Autor: Ewa Majewska

Różnobarwne drzewa – 37

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy widziano grupę osób, które bardzo się cieszyły, będąc we własnym otoczeniu.

Każda osoba, zarówno już obecna, jak i nowo przybyła, mogła czuć się swobodnie, będąc dokładnie taką, jaką jest i nie musząc nikogo udawać.

Społeczność ta rozrastała się, gdyż działała moc przyciągania osób, które się w niej znajdowały.

Każdy kto chciał, z czasem stawał się taką osobą, jaką inni ludzie chcieliby być…

Autor: Bubulubu

Lekkie krople deszczu – 19

Lekkie krople letniego deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było jezioro, na którym pływały żaglówki, kajaki i rowery wodne.

Żaglówki blisko brzegu obsiadły fale jak białe skrzydła motyla.

Na tarasie domku letniskowego siedziała sympatyczna, uśmiechnięta starsza pani z kotkiem na kolanach.

Kotek mruczał słodko. Na podłodze leżał zwinięty w kulkę mały łaciaty kundelek, przygarnięty przez właścicielkę jakiś czas temu. Pani ta, siedząc na tarasie i przymknąwszy oczy, wracała myślami do lat, kiedy biegała po pobliskich lasach i pływała jak ryba w jeziorze w ciepłe wakacyjne dni. Urządzała z przyjaciółmi regaty na tym pięknym jeziorze, pełnym ryb i ptactwa wodnego.

Teraz na jeziorze, w tej kolorowej łódce z białym dużym żaglem, śmiga jej wnuczka, z której jest ogromnie dumna.

„Życie jest jednak cudowne. Mam ochotę żyć jeszcze długo” – myśli starsza pani – „i cieszyć się sukcesami mojej wnusi”.

Na jej twarzy widać radosny uśmiech.

dla Bożenki napisała Joanna

Delikatna mgiełka – 43

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły przysiadło dwoje wędrowców – malutka dziewczynka i jeszcze mniejszy krasnoludek z siwą brodą.

Krasnoludek mówił cicho:

– Marysiu, pamiętaj, od tej pory nie możesz mówić do mnie po imieniu. Ci, co go poznają, zyskają olbrzymią przewagę nade mną. Wtedy mogliby skrzywdzić nas oboje.

– Nie rozumiem, przecież znam twoje imię, twoi kuzyni również…

– Tak Marysiu, ale wy nie wykorzystalibyście tego przeciwko mnie i innym istotom. Nie uprawiacie ciemnej magii. Dlatego proszę, dopóki nie wrócimy do wioski, nie używaj mojego imienia. Po prostu zapomnij o nim.

– Dobrze je pamiętam, jak mogę zapomnieć?

– Zamknij oczy, pomogę ci.

Dziewczynka posłusznie zamknęła oczy. Krasnoludek dotknął jej skroni. Chwilę trzymał swoje dłonie na jej główce. Marysia otworzyła oczy i popatrzyła na swojego towarzysza, marszcząc brwi, jakby się nad czymś zastanawiała. Krasnoludek uśmiechnął się do niej.

– Zapomniałaś moje imię i imiona innych krasnoludków. Przypomnisz sobie, gdy będzie już bezpiecznie.

– Jak mam ciebie nazywać?

– Krasnoludkiem, to wystarczy.

– A moje imię, też mamy je zapomnieć?

– Nie trzeba Marysiu. Jesteś człowiekiem. Wasze imiona nie mają czarodziejskiej mocy.

– Szkoda – Marysia westchnęła z żalem.

– Ale, ale…. niektórym ludziom odsłania się z czasem ich prawdziwe imię. Kiedy Tobie zdarzy się coś takiego, to pamiętaj, że nikomu, ale to nikomu, nawet mnie, nie możesz go zdradzić.

– Jak poznam to imię?

– Będziesz wiedziała. Tego nie da się pomylić z niczym innym.

– Krasnoludku, dokąd teraz pójdziemy? Czy niedługo wrócimy do wioski?

– Marysiu, mam nadzieję, że kiedyś wrócimy do wioski lub zbudujemy ją w innym miejscu. Teraz pójdziemy do Szkoły Czarowania, która istnieje Pomiędzy.

– Pomiędzy? Nie rozumiem.

– Szkoła istnieje pomiędzy światami, a nawet Wszechświatami. Jest gdzieś, poza czasem i przestrzenią. To gdzieś trudno określić, bo prawdopodobnie się porusza i ciągle zmienia swoje położenie. Dlatego mówimy, że jest Pomiędzy.

– Boję się tego Pomiędzy… Musimy tam iść?

– Jest tam bezpiecznie. Po ostatnich wydarzeniach, szkoła stała się schronieniem dla wróżek i czarodziejów ze wszystkich światów i wszechświatów Pomagają tym światom i ich mieszkańcom. Poza tym wspierają czarodziejów, wróżki i wszystkich, którzy nadal są w swoich światach i walczą o ich przetrwanie. Opiekują się również ludźmi, którzy coraz częściej przypadkowo trafiają do szkoły. Znajdziemy tam schronienie i zajęcie.

– Skąd to wiesz?

– Od Merlina. Zaprosił nas w imieniu Babci Jagi, która jest dyrektorem Szkoły Czarowania.

– A inne krasnoludki?

– Mam nadzieję, że przeżyły. Może również tam przyjdą.

Marysia westchnęła cichutko i pomyślała o swoich przyjaciołach. Czy zobaczy ich jeszcze?

Skowronek śpiewał dalej, a powietrze przed Marysią i Krasnoludkiem rozjaśniło się, zadrgało i ich oczom ukazały się otwarte drzwi. Stał w nich Merlin i gestem dłoni zapraszał do środka.

Poszli za nim.

Autor: Archiwista SC

Lekkie krople deszczu – 18

Lekkie krople deszczu stukały o parapet. Niektóre spływały po szybie. Przez lekko zamglone okno widać było umorusanego w trawie i błocie przybłędę – czworonożnego, młodego psiaka, którego ktoś pewnie porzucił w lesie.

Podrapał się łapką pod uchem, otrząsnął się z wody i ułożył pod przepierzeniem, chroniącym przed deszczem. Zasnął.

Nikt nie miał serca go wypędzić. Przybłęda znalazł swój nowy dom.

Autor: Ewa Majewska