Polną drogą – 5

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył staruszkę, która dźwigała olbrzymią wiązkę chrustu. Podszedł do niej i zaproponował, że zaniesie chrust do jej chatki. Tak też zrobił. Staruszka w podzięce zaprosiła go do chatki, bo chciała poczęstować go herbatą. Potem wyszła na podwórze, spuściła wiadro do studni i z mozołem zaczęła go wyciągać. Wędrowiec podszedł i wyręczył ją w tej czynności. Po wypiciu herbaty zapytał nieśmiało, czy może jeszcze w czymś pomóc.

Przez kilkanaście dni nocował w chatce staruszki i pomagał jej w gospodarstwie. Naprawił zepsute sprzęty, naoliwił łańcuch i wiadro już wciągało się lżej. Naprawił cieknący dach. Uszczelnił ściany i okna. Przyniósł duży zapas chrustu i drewna. Był szczęśliwy. Gdy upewnił się, że staruszka ma zapas drewna na wiele miesięcy, postanowił, że ruszy w dalszą drogę. Obiecał babci, że będzie zaglądał od czasu do czasu.

Kiedy wyszedł od staruszki, początkowo powędrował w tym kierunku, co poprzednio. Po chwili jednak zatrzymał się, bo olśniła go niespodziewana myśl – „Moi dziadkowie też są starzy. A i rodzicom przyda się opieka. Tak się mną opiekowali i dbali o mnie, a ja nie pomyślałem wcześniej, że też mogę się nimi opiekować. Teraz wrócę do domu, do rodziców i dziadków, a za jakiś czas znowu wyruszę w podróż”. Zawrócił. Był szczęśliwy, spokojny i bardzo ciekawy nadchodzących dni.

Autor: Ewa Damentka