Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen. Śniła w nim, że jeździła w zaprzęgu św. Mikołaja, powożąc reniferami i zrzucając nad różnymi miastami i wioskami paczki pełne upragnionych prezentów. A było ich tak dużo, jak wiele roześmianych twarzyczek obdarowywanych nimi dzieci.
W tym śnie dorośli też byli dziećmi – dostawali to, czego w głębi serca najbardziej pragnęli i potrzebowali jednocześnie.
Zdziwicie się może, ale wcale nie były to nowe modele samochodów, ani markowe ubrania, czy sprzęt DVD.
A i tak ich twarze rozjaśniały się, napełniając wielką radością.
Autor: Ewa Majewska