Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy wyszedł sobie spod krzewów dzikiej róży PAN JEŻ. Szedł wolno i z dostojeństwem. Wszedł na drogę i dalej szedł. Widząc go – zatrzymał się autobus i nadjeżdżający z przeciwka pierwszy samochód. Kolejne nadjeżdżające samochody też. Zaczął tworzyć się korek. Kinowy plakat wyglądał zza szyb, nie rozumiejąc, dlaczego wszyscy stoją.
Jeż tymczasem przeszedł całą szerokość i zniknął w wysokiej trawie po drugiej stronie jezdni.
Autor: Ewa Majewska